Hipoteki w odwrocie

opublikowano: 05-11-2012, 00:00

Z rodziną dobrze wychodzi się nie tylko na zdjęciu. Gdyby nie program rządowych dopłat do kredytów, rynek hipotek zupełnie by się załamał. Ten rok może być najgorszy rok od trzech lat

Z miesiąca na miesiąc spada sprzedaż kredytów mieszkaniowych. Zanosi się na to, że tegoroczna produkcja nie sięgnie nawet 40 mld zł, co będzie najgorszym wynikiem od trzech lat.

— Ten rok przebiega zupełnie inaczej niż poprzedni, kiedy sprzedaż nabierała tempa z każdym kwartałem. W tym roku pierwszy kwartał był niezły, potem było gorzej — mówi Wojciech Widenka, szef hipotez w ING BSK.

W I kw. na rynek trafiło 10,2 mld zł kredytów. W drugim mniej o 200 mln zł. Trzeci był jeszcze słabszy. W lipcu klienci kupili hipotek prawie za 3,2 mld zł, w sierpniu za 2,9 mld zł, a we wrześniu — o 100 mln zł mniej. Największym dostawcą kredytów jest PKO BP, który po małej wpadce wiosną, kiedy dał się wyprzedzić Pekao, wrócił na pozycję lidera i od kilku miesięcy pewnie przewodzi stawce.

W przeciwieństwie do konkurentów intensyfikuje produkcję. We wrześniu wypłacił klientom 730 mln zł kredytów, o 30 mln zł więcej niż w sierpniu. Drugi pod względem sprzedaży Pekao uplasował na rynku 530 mln zł, co oznacza spadek o 50 mln zł wobec poprzedniego miesiąca.

Po pierwsze cena

Za dwójką liderów daleko w tyle jest reszta stawki: ING BSK, DB PBC i Getin Noble, aczkolwiek cała trójka od miesięcy utrzymuje równy poziom sprzedaży w granicach 250 mln zł. Wśród widocznych kredytodawców są jeszcze BZ WBK, Millennium i BGŻ. I to by było na tyle.

— Trudno powiedzieć, dlaczego liczba graczy tak się ograniczyła, czy to kwestia dostępu do fundingu, walki konkurencyjnej i apetytu na wolumeny, czy kwestia wyboru klientów, poszukujących dobrej oferty — zastanawia się Wojciech Werochowski, dyrektor departamentu finansowania klientów indywidualnych PKO BP. Dobra oferta to dla sporej części klientów po prostu niska cena kredytu. Przy wysokim WIBOR liczy się każdy punkt procentowy marży. Wojciech Widenka przyznaje, że dobra wrześniowa sprzedaż w ING BSK jest pokłosiem promocyjnego posiewu jeszcze z lipca, kiedy bank zebrał dużo wniosków i rozpatrywał je w kolejnych miesiącach.

Do PKO BP też garną się klienci, żeby skorzystać z jesiennej oferty. Zainteresowanie jest na tyle duże, że bank zrezygnował z telewizyjnej kampanii reklamowej. Wystarczyły spoty w radiu i reklama na bilboardach. Równie wstrzemięźliwa jest reszta branży. O tej porze roku w poprzednich latach reklamy hipotek konkurowały z reklamą środków na przeziębienie. W tym roku jest ich na lekarstwo. Klientów napędza bankom Rodzina na Swoim, która definitywnie zniknie z końcem roku. — Od lipca widzimy coraz większe zainteresowanie programem. Z miesiąca na miesiąc liczba wniosków rośnie dwucyfrowym tempie. W lipcu i sierpniu udział programu w całej sprzedaży przekroczył 20 proc. — mówi Wojciech Werochowski.

Rodzina rośnie w siłę

Z danych Banku Gospodarstwa Krajowego, który zarządza programem, wynika, że Rodzina na Swoim na dobre rozszalała się w październiku, kiedy dopłatami zostały objęte kredyty o wartości 832 mln zł. To o 28 proc. więcej niż we wrześniu. Po raz pierwszy w tym roku więcej dopłat poszło na zakup mieszkania na rynku wtórnym niż pierwotnym (56 proc.) Damian Millibrand, prezes Home Brokera, który w III kw. zanotował rekordową sprzedaż dzięki właśnie Rodzinie na Swoim, mówi, że rynek stał się dwubiegunowy: jest segment „budżetowy”, czyli amatorzy dopłat, walczących o każdy grosz, żeby tylko zmieścić się w ramach programu, i zamożne osoby, spokojnie przebierające w droższych ofertach. Nie ma natomiast klienta „środka”.

— To są osoby z wyższymi nieco aspiracjami, nie zawsze zainteresowane Rodziną na Swoim. Część z nich nie ma sprecyzowanych potrzeb zakupowych. Inni czekają na rozwój sytuacji na rynku — mówi Damian Milibrand. Co nas czeka do końca tego roku i w następnym? Wojciech Widenka spodziewa się, że IV kw. będzie lepszy niż trzeci. 2013 to rok stabilizacji i wolumeny nie powinny odbiegać znacząco ani in plus, ani in minus w stosunku do 2012 r. — Sporo zależy od też od zmian, jakich w rekomendacji S dokona nadzór — mówi Wojciech Widenka.

OKIEM EKSPERTA

Z kredytami jest problem

ANDRZEJ POWIERŻA

analityk DM Citi Handlowy

Jest problem z kredytami mieszkaniowymi, ponieważ ze względu na koszt finansowania oraz wymogi kapitałowe przy niższych marżach są dla banków nieopłacalne, a przy wyższych ludzi na nie nie stać. Sprzedają się najtańsze: kiedyś walutowe, znacznie tańsze od złotowych, teraz Rodzina na Swoim, w pierwszych latach tańsza od standardowego kredytu. Przy wynagrodzeniach, które nie rosną, przy wciąż relatywnie drogich mieszkaniach,ludzi nie stać na droższy kredyt. Banki bardziej patrzą na swoje bieżące dochody, niż myślą o udziałach w rynku i cross-sellu, dlatego na niższe marże nie mogą sobie pozwolić. Mało który z banków jest nadpłynny, więc na potrzeby nowej sprzedaży musiałby pozyskać depozyty, a to kosztuje, na tyle dużo, że marża na kredycie mieszkaniowym nie równoważy kosztów. Spodziewany spadek stóp procentowych może pobudzić sprzedaż. Pytanie, w jakim stopniu w pogarszającej się sytuacji gospodarczej. Mimo większej dostępności prawdopodobnie mniej osób będzie się na nie decydować ze względna na obawy o przyszłe zarobki i w ogóle o utrzymanie miejsca pracy.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu