„Patrzę na ten rok z umiarkowanym optymizmem” — mówił miesiąc temu w PB Adam Demusiak, szef działu fuzji i przejęć w PwC, czyli najbardziej aktywnym doradcy transakcyjnym na polskim rynku. W 2025 r. fuzji i przejęć w Polsce było mniej niż rok wcześniej, a historycznie przodujące w nich fundusze private equity miewały problemy z pozyskiwaniem kapitału na nowe akwizycje i ze sprzedażą spółek portfelowych.
To w dużej mierze odprysk sytuacji na światowych rynkach, na których niepewność związana z jednej strony z czynnikami politycznymi, a z drugiej makroekonomicznymi ograniczała apetyt na bardziej ryzykowne inwestycje i sprawiała, że oczekiwania cenowe sprzedających i kupujących były diametralnie różne.
Wygląda jednak na to, że do niepewności powoli wszyscy się przyzwyczaili, a pieniądz musi krążyć. Firma doradcza Forvis Mazars na potrzeby „Global private equity report 2026” odpytała około 800 zarządzających funduszami z całego świata. Wnioski? Po okresie zakłóceń branża jest w lepszych nastrojach, nastawia się na bardziej długoterminowe inwestycje i intensywnie poszukuje okazji w sektorze technologicznym.
— Uczestnicy rynku private equity wykazują się dużą zdolnością adaptacji w nadal niepewnym otoczeniu. Po przedłużającym się okresie ograniczonej aktywności sprzedający i kupujący zaczynają wykazywać ostrożną gotowość do finalizowania transakcji, choć w bardziej selektywnej i zdyscyplinowanej formule. Zmiana ta sygnalizuje, że rynek na nowo ustawia swoje oczekiwania — inwestorzy oceniają fundamenty, a kapitał jest alokowany z większą precyzją — mówi Matthieu Boyé, szef działu private equity w grupie Forvis Mazars.
Technologiczna pokusa
Na czym polega ta selektywność? Widać ją m.in. po zmianie preferencji branżowych. W porównaniu do ubiegłorocznej edycji badania zmienił się układ w czołówce. Branża finansowa, która w 2025 r. była najczęściej wskazywana jako obszar priorytetowy, teraz jest druga, nieznacznie ustępując sektorowi TMT, czyli technologii, mediów i telekomunikacji ze szczególnym naciskiem na to pierwsze.
— Sektor technologiczny jest dalej bardzo atrakcyjnym rynkiem dla inwestycji funduszy w Polsce i to mimo odczuwalnego spowolnienia w globalnych wydatkach IT, które również mają przełożenie na wyniki finansowe polskich firm. Jest to jednak bardzo głęboki sektor, z wieloma atrakcyjnymi podmiotami, dlatego jest chętnie analizowany przez fundusze private equity — mówi Maciej Ptak, szef doradztwa finansowego w polskim biurze Forvis Mazars.
Sztuczna inteligencja, realne transakcje
Na polskim rynku przykłady już były w tym roku i to w segmencie rynku, który ze względu na rozwój AI jest uważany za wrażliwy i znacznie bardziej ryzykowny niż jeszcze kilka lat temu, czyli w software house’ach. Pod koniec stycznia giełdowy Ailleron ogłosił podpisanie listu intencyjnego z amerykańskim funduszem Tailwind w sprawie sprzedaży spółki Software Mind, której udziałowcem jest też m.in. fundusz Enterprise Investors.
To, jak rozwija się AI i jak wpływa na poszczególne branże, jest teraz przedmiotem intensywnych analiz w branży private equity.
— Rozwój AI ma wpływ na przyspieszenie i optymalizację pewnych procesów w firmach. Spółki, które aktywnie testują lub rozwijają te rozwiązania, nie powinny odczuwać negatywnego przełożenia na wycenę. Z kolei te spółki i branże, które nie dostrzegają wpływu AI na ich sektor lub nie inwestują w te rozwiązania, mogą być postrzegane przez inwestorów jako bardziej ryzykowne w kontekście utrzymania dotychczasowego modelu biznesowego. Ponadto część inwestycji funduszy jest kierowana właśnie w branże i spółki, które dostrzegają szansę jaką AI stwarza, i dużo w nią inwestują — mówi Maciej Ptak.
Poza technologią na liście preferowanych przez fundusze branż w czołówce są usługi finansowe, dobra konsumenckie, luksusowe i handel, energia i infrastruktura, ochrona zdrowia, a także farmacja i biotechnologia. W Polsce zdecydowanie największe ubiegłoroczne przejęcie — kupno pakietu Santander Banku Polska przez Erste Group — miało miejsce właśnie w finansach, ale ze względu na skalę i regulacje o aktywność funduszy w tym sektorze trudno.
— W sektorze finansowym w Polsce, a w szczególności w sektorze bankowym i ubezpieczeniowym, jest relatywnie mało inwestycji funduszy. Raczej widzimy je w obszarze płatności online, windykacji należności, brokerów ubezpieczeniowych lub fintechów — mówi Maciej Ptak.
Dłuższy horyzont, trudniej o pieniądze
Na pewno można mówić o wydłużeniu standardowego horyzontu inwestycyjnego funduszy private equity. Coraz częściej inwestycje trwają więcej niż pięć czy nawet siedem lat. Funduszom zdarza się też kontynuować inwestycję w spółkę w ramach innego wehikułu. Z badania Forvis Mazars wynika, że już 69 proc. firm wydłuża cykl życia funduszu w porównaniu do 54 proc. przed rokiem.
— To zauważalna tendencja. Wynika to z faktu, że mniejsza stabilizacja globalna wpływa na warunki wyjścia z inwestycji, a także na same aktywa, dlatego inwestorzy czasami decydują o wydłużeniu okresu inwestycji. Fundusze czasami preferują wydłużenie czasu inwestycji w aktywach, które notują dobre wyniki finansowe, zamiast decydować się na proces wyjścia z inwestycji w niepewnych warunkach.
Wydłużanie cyklu życia funduszy wiąże się też w tym, że trudniej o świeże pieniądze od inwestorów. W ostatnich latach fundusze działające w Polsce i regionie miewały problemy z pozyskiwaniem kapitału. Często opierały się na źródłach publicznych, takich jak PFR, EBOR czy IFC z grupy Banku Światowego. I to się nie zmienia.
— Większość to nadal pieniądze publiczne. Kluczem do pozyskania nowych funduszy jest pokazanie dobrych zwrotów na poprzednich funduszach, wyników osiągniętych w czasach niestabilnych, wykazanie dyscypliny inwestycyjnej, a także pokazanie wyróżniającej się strategii inwestycyjnej. Większość prywatnych funduszy, w szczególności pochodzących z tzw. family office, jest dalej inwestowana w formie oddzielnych wehikułów inwestycyjnych. Ciekawym przypadkiem poszerzenia bazy inwestorów jest zainwestowanie przez BGK w nowy fundusz finansowania dłużnego zarządzany przez CVI — mówi Maciej Ptak.
