Hurtownicy walczą o klientów

Marta Sieliwierstow
opublikowano: 2011-09-27 00:00

Mali dystrybutorzy materiałów budowlanych łączą się w sieci handlowe — tylko w taki sposób mają szansę konkurować na rynku

Zarówno duże markety budowlane, jak i mniejsi hurtownicy mieli trudny rok. Najwięcej zyskali ci, którzy postawili na ekspansję. Przed nimi kolejne zmiany na rynku — mniejsze firmy łączą się w sieci, żeby konkurować z dużymi marketami budowlanymi, a pod koniec roku pierwsze sklepy w Polsce otworzy szwedzka sieć multimarketów Jula.

Czas przetasowań

Według najnowszych danych ASM Centrum Badań i Analiz Rynku, w Polsce działa 377 marketów budowlanych (DIY) należących do dziesięciu międzynarodowych sieci handlowych. Najsilniejszym graczem jest Castorama, która ma 58 sklepów. Pozostałe firmy to Brico Depot (6 marketów), Bricoman (3), Bricomarche (78), Mrówka (88), Leroy Merlin (40), Nomi (33), Obi (37), Praktiker (22) i działająca głównie na Podkarpaciu i w województwie świętokrzyskim sieć Merkury Market (12). Przychód tych podmiotów w 2010 r. wyniósł 20,6 mld zł i był porównywalny do tego sprzed roku.

— Miniony rok był ciężki dla wszystkich dystrybutorów materiałów budowlanych, mimo to ogólny wynik branży jest dodatni. Warto zauważyć, że w 2010 r. dużo lepiej radziły sobie sieci hurtowni i składów niż markety budowlane o czym świadczą ich przychody — wyjaśnia Joanna Jarzębowska z ASM Centrum Badań i Analiz Rynku.

W ostatnich 12 miesiącach sieci DIY otworzyły 68 nowych sklepów w całym kraju, z czego ponad połowę pod szyldem Mrówka — sieci należącej do Polskich Składów Budowlanych. Mrówki powstają przede wszystkim w mniejszych miastach i na wsiach.

— Firmy, które postawiły na ekspansję, szukanie nowych rynków i otwieranie kolejnych punktów sprzedaży miały zdecydowanie lepsze wyniki i większe zyski niż przed rokiem — dodaje Joanna Jarzębowska.

Coraz silniejszą tendencją jest łączenie się małych i średnich hurtowni,działających dotychczas lokalnie, w sieć handlową. Często to dla nich jedyna możliwość, by przetrwać na rynku i konkurować z handlowymi gigantami. Tylko jako sieci, zamawiając więcej produktów, mogą negocjować z producentami, a potem oferować korzystniejsze ceny klientom.

Powiew świeżości

W listopadzie pierwsze sklepy w warszawskich parkach handlowych Targówek i Janki otworzy szwedzka sieć Jula. Dlaczego firma działająca dotąd jedynie w Szwecji i Norwegii zdecydowała się na inwestycje w Polsce, gdzie marketów budowlanych nie brakuje?

— Poza analizą ekonomiczną, która jest bardzo obiecująca, wzięliśmy pod uwagę również względy logistyczne. Najciekawiej walczą o klientów jednak wypadły wyniki badań marketingowych — okazało się, że nasza oferta jest bliska oczekiwaniom polskich klientów, a w dodatku nie mamy tu bezpośredniej konkurencji — twierdzi Daniel Adamiuk, dyrektor na Polskę sieci Jula.

Firma planuje otwarcie sklepów również w Gdańsku, Łodzi, Wrocławiu i Trójmieście. Daniel Adamiuk przekonuje, że Jula nie jest siecią typowych marketów budowlanych.W sklepach o powierzchni od 3 do 4 tys. mkw. będzie można kupić przybory i narzędzia niezbędne podczas remontu domu, prac w ogrodzie, produkty do wyposażenia biura i garażu, odzież roboczą oraz sprzęt elektroniczny, małe AGD i sprzęt sportowy.

— Jeśli produkty w sieci Jula będą tańsze niż u konkurencji, to mają szansę przyciągnąć klientów. Natomiast jeśli nowe sklepy będą działały na zasadzie dyskontów, oferując tańsze, ale nieznane w Polsce produkty pod swoimi własnymi markami, mogą skusić inwestorów indywidualnych. Natomiast trudniej będzie im nawiązać współpracę z wykonawcami, którzy wolą korzystać ze znanych i sprawdzonych marek. Polski rynek jest na tyle rozbudowany, że pojawienie się nowego podmiotu nie wpłynie znacząco na ceny materiałów budowlanych — ocenia Joanna Jarzębowska.

Możesz zainteresować się również: