Innowacji rój

Aleksandra Więcka
opublikowano: 25-02-2005, 00:00

Mała polska firma konkurująca ze światowymi koncernami?

To możliwe! Krakowski Energocontrol wygrywa z największymi, bo ma dobre pomysły. I drogo je sprzedaje.

Dwanaście lat temu wszystkie dokumenty firmy Energocontrol mieściły się w dwóch segregatorach.

— Raptem kilka faktur na importowane oprogramowanie, którym handlowaliśmy — wspomina Anna Jabłonowska, dyrektor organizacyjno-administracyjny firmy.

Dziś na etacie pracuje tu blisko 50 osób, drugie tyle tworzy zespoły projektowe, a klienci Energocontrolu to największe koncerny na świecie, m.in. ABB, Alstom, Delphi, Bombardier czy TEAC. Co kupują?

— Pomysły na rozwiązanie problemów, które jeszcze się nie pojawiły — śmieje się twórca i prezes rady nadzorczej firmy, profesor Tadeusz Uhl.

— Nasze projekty wyprzedzają potrzeby rynku o jakieś pięć lat. Musimy przekonać klientów, że im szybciej je zastosują, tym więcej zyskają. W Polsce myślenie o przyszłości nie jest częste, więc wiele naszych pomysłów sprzedajemy najpierw za granicę — wyjaśnia fenomen ekspansji firmy na światowe rynki Tadeusz Uhl, który jest równocześnie profesorem na krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej.

Kiedy zakładał firmę, pomyślał: wszyscy sprowadzają coś z Zachodu i tu sprzedają. Ja wymyślę własne, lepsze i sprzedam je tam. I do tej pory się udaje.

System dla laika

Jego pasją jest mechatronika. To dyscyplina łącząca dokonania mechaniki, informatyki i automatyki w inteligentne systemy, które potrafią same zbierać informacje, przetwarzać je i na tej podstawie podejmować decyzje prowadzące do rozwiązania problemów.

— Wyobraźmy sobie piekarnik, do którego wystarczy wstawić ciasto. On sam rozpozna jego rodzaj i wielkość, dobierze temperaturę pieczenia, zmniejszy ją — jeśli ciastu zacznie grozić przypalenie, a równocześnie wyśle na twoją komórkę informację, o której godzinie możesz zacząć parzenie herbaty. Chodzi o to, żeby nawet najbardziej skomplikowane urządzenia mógł obsłużyć laik. Właściwie wystarczy, żeby je włączył. Potem ono samo powie mu, co powinien robić — tłumaczy Uhl.

Tak skonstruowany został pierwszy flagowy produkt firmy — Vibcon. To system wibracyjnej kontroli pracy rozmaitych urządzeń mechanicznych. Analizuje wibracje wytwarzane przez dane urządzenie i na tej podstawie informuje użytkownika, czy z maszyną wszystko w porządku, czy też grozi jej awaria. Jak to robi? Kiedy urządzenie jest w pełni sprawne — w urządzeniu kontrolującym świeci zielona dioda, kiedy coś się psuje — pomarańczowa, kiedy awaria stała się faktem — czerwona.

— System ostrzega dużo wcześniej, niż problem się tak naprawdę pojawi, dlatego użytkownik ma czas na reakcję — mówi Uhl.

Na tej zasadzie działają systemy monitorujące pracę potężnych elektrowni, samolotów, ale także kontrolujące elementy silników samochodowych, schodzące z taśm fabrycznych.

— Kiedy takie systemy nie były powszechnie stosowane, trudno było namówić kogoś na inwestycję kilkuset tysięcy dolarów, przeznaczoną na czystą „profilaktykę”. Nasz zespół ds. systemów automatyki stworzył więc Vibcon — czujnik kosztujący kilka tysięcy złotych, monitorujący stan pojedynczej maszyny. Taka inwestycja nie przerażała przedsiębiorców. Organizowaliśmy szkolenia, prezentacje. Chwyciło, posypały się zamówienia — opowiada Tadeusz Uhl.

Motywacja to niska pensja

Jeden wynalazek nie zapewniłby firmie rozwoju. Mają ich jednak sporo. To nie udałoby się bez ludzi — największego kapitału firmy.

— Jestem w dobrej sytuacji, bo mogę już na uczelni wyławiać najlepszych — komentuje Uhl.

Teraz, kiedy na większości unijnych rynków brakuje ludzi z dobrym wykształceniem technicznym, szczególnie aktywnie musi się przyglądać potencjalnym pracownikom. Wiele rozwiązań, które firma oferuje na rynku, jego studenci wymyślili na potrzeby… prac magisterskich.

W ubiegłym roku jego studenci wygrali pierwszy w Polsce turniej walki robotów w sumo. W „Gazecie Krakowskiej” z 15 czerwca 2004 roku napisano: „Jasiek mruga diodami, namierza mnie ultradźwiękowym sensorem i rusza do przodu”. Jest robotem, waży tylko 3 kilo i absolutnie nie wygląda na mistrza japońskich walk. A jednak wygrał pierwsze polskie walki robotów w sumo. Profesor Uhl twierdzi, że ich robot wygrał, bo najpierw określił teren, na którym miał walczyć, a poza tym jego studenci wykorzystali technologię wykorzystywaną w programach kosmicznych.

— Kiedy widzą, że ktoś docenia ich pracę i pomysły, dostają skrzydeł. Są młodzi, odważni, nie ulegają stereotypom, mają fantazję, a to w firmie handlującej innowacjami zalety nie do przecenienia. Ale — żeby było jasne — w naszej firmie nikt nie stawia na jednorazowe fajerwerki. W biznesie jest bowiem tak jak w sporcie, liczy się nie jednorazowy błysk, ale talent i wytrwałość — opowiada Uhl.

I dobrze wie, co mówi. Sam przez dziesięć lat (1973-83) osiągał sukcesy w biegach na dystansie 800 metrów. Rano, przed zajęciami, biegał ze swojego domu w Wieliczce do Niepołomic i z powrotem — jakieś 30 kilometrów. Po zajęciach — trening na sali gimnastycznej lub stadionie. I tak w świątek-piątek. Kilkakrotnie był mistrzem Polski juniorów. Potem — trzeci w Polsce. Takiego samego nastawienia — pracy i wytrwałości — wymaga od swojego zespołu.

— U nas odnajdują się tylko samodzielni, zdyscyplinowani ludzie. Nikogo nie prowadzi się za rękę. Rozliczamy nie z godzin, tylko z efektów — mówi Anna Jabłonowska.

Jest problem — trzeba poszukać optymalnego rozwiązania. Jeśli jest dobre i klient je kupi, pracownik ma z tego zysk.

— Mają niskie pensje, ale zarabiają dużo — żartuje profesor Uhl.

Do tego: służbowe mieszkania, samochody i telefony komórkowe oraz kontakty z wiodącymi firmami tej branży w świecie.

Samolot, tramwaj, ul

Najwyraźniej to dobra motywacja, bo wynalazcy pracują tu pełną parą. Po Vibconie przyszedł czas na VibNet.

— System ten zmniejsza koszty obsługi maszyn, bo może nadzorować je jeden pracownik. I to z domu, ponieważ informacje o stanie każdego urządzenia przychodzą do niego mailem — opowiada prof. Uhl.

Teraz zespół pracuje nad nowym pomysłem — chodzi o systemy obniżające koszty eksploatacji i zwiększające bezpieczeństwo użycia wszelkiego typu urządzeń — RCM (Reliability Centered Maintenace), co tłumaczy się jako „zarządzanie serwisem zorientowane na niezawodność”. Program ten obudził znaczne zainteresowanie w wielu firmach na świecie.

— Konstruujemy coś w rodzaju „czarnych skrzynek” monitorujących pracę maszyny, samochodu czy samolotu od momentu, kiedy schodzą z taśmy produkcyjnej. Na podstawie analizy tych danych „skrzynka” informuje użytkownika o usterkach, które mogą pojawić się w najbliższej przyszłości — tłumaczy prezes Energocontrolu.

Tłumaczą w sposób zrozumiały dla laika: jedziesz samochodem, a tu na komórkę dostajesz informację, że za dwa dni trzeba wymienić klocki hamulcowe. Masz czas, żeby umówić się z mechanikiem, zaplanować zastępczy transport, zminimalizować skutki przestoju. Drobnostka? Tak, ale do momentu, kiedy wyobrazisz sobie, że chodzi nie tylko o twój samochód, ale o pracę całego taboru wielkiej linii lotniczej czy międzynarodowej firmy transportowej! Albo… roju pszczół.

— Obserwacja tych owadów może być bardzo pouczająca. Na przykład Amerykanie analizują zachowanie roju w czasie, gdy atakuje on przeciwnika. Wnioski wykorzystują do opracowywania strategii wojskowej. Z zachowania pszczół można też wywnioskować, jak wiele miodu i wosku wyprodukuje dany rój. Pszczeli ul nie jest fabryką, gdzie linia produkcyjna zawsze ma podobną wydajność, ale odpowiednie badania mogą określić potencjał roju w danym roku, w określonych warunkach pogodowych. Podobnie, w każdej innej branży sukces zależy od tego, jak określimy oraz zaplanujemy sprzedaż i dystrybucję — tłumaczy Uhl.

Energocontrol pracuje nad takim „monitoringiem” ula, a prof. Uhl już czyta wszystkie możliwe publikacje na temat tych owadów.

Wsiąść do pociągu...

Zwykły śmiertelnik nie może przebywać w ulu i uczestniczyć w życiu społeczności pszczół. Ale za to do innych wynalazków Energocontrolu może nawet wsiąść. Dumą profesora jest autobus szynowy dla ZNTK Poznań. Energocontrol opracował wszystko — od klamki w drzwiach, po opływowy kształt i specjalny zderzak, który przy zderzeniu pochłania całą energię uderzenia. Jeśli tramwaj nie jedzie szybciej niż 20 km/h (a większość wypadków zdarza się właśnie przy takiej szybkości) pasażerowie nawet nie zorientują się, że coś się stało, a na karoserii nie będzie żadnej rysy! A już w lipcu warszawiacy będą mogli jeździć zaprojektowanym na podobnej zasadzie pociągiem XXI wieku — jak dumnie nazywa go Uhl. Sześć takich pociągów — zaprojektowanych przez Energocontrol i wykonanych w Polsce przez ZNTK Nowy Sącz — kupiła właśnie stołeczna kolej dojazdowa.

Profesor Uhl jest także dumny ze współpracy z międzynarodową (francusko-niemiecko-brytyjsko-hiszpańską) firmą, która wyprodukowała największy pasażerski samolot świata — Airbus 380. Pokazuje wejściówkę do zakładów w Tuluzie; Energocontrol bowiem brał udział w przygotowaniu i testowaniu ponad 100 elementów dla Airbusa.

— Ten olbrzymi samolot stworzyło około 5000 inżynierów z różnych krajów świata; mamy satysfakcję, że należymy do tej grupy — podkreśla Uhl.

Polowanie na biznes

Pomysł stworzenia firmy powstał w latach osiemdziesiątych.

— Zaraz po studiach wyjechałem na pierwsze stypendium naukowe do Japonii. Potem były Stany Zjednoczone, Francja i Belgia. Obserwowałem, jak tam pracują firmy, w których wykorzystuje się zdobycze wiedzy. W Belgii zafascynowała mnie zwłaszcza firma LMS, która na początku mieściła się w maleńkim pokoiku na uczelni, a obecnie zatrudnia ponad 1000 osób w swoich filiach na całym świecie. Marzyłem o czymś takim, a dziś robimy z nimi wspólne projekty — wspomina Tadeusz Uhl.

Zresztą nie tylko z nimi. Załoga Energocontrolu regularnie pracuje w międzynarodowych zespołach z Francuzami i Brytyjczykami.

— Przy takiej pracy najważniejsza jest dobra komunikacja, więc nasi ludzie nie tylko muszą znać języki, ale też pracować na najlepszym sprzęcie. I pracują — chwali się prezes.

Żeby konkurować z najlepszymi, trzeba grać w tej samej lidze. To się Energocontrolowi udało. Ostatnio podpisał kilka kontraktów w 6 Programie Ramowym z Unią Europejską. Na co?

— Nigdy pani nie zgadnie, co może się przydać Europejczykom. Jest wiele bardzo poważnych projektów, ale jedno z zamówień dotyczy… szczotki do włosów, która ultradźwiękami będzie zabijać wszy. Mówię poważnie! Mają ją kupować między innymi Francuzi, Włosi, Hiszpanie — śmieje się Uhl.

W ubiegłym roku prof. Uhl był w Chinach, by zaprojektować specjalną linię kolejową, którą chińskie produkty ruszą do Europy. Od transkontynentalnego pociągu po szczotki zabijające wszy? Profesor lubi wyzwania — nowe, dziwne i trudne. Nie tylko w pracy. Jest zawołanym myśliwym. Każdą wolną chwilę spędza w łowisku, a dwa-trzy razy w roku rezerwuje czas na egzotyczne wyprawy ze sztucerem.

— Poluję od osiemnastego roku życia. Pierwszą strzelbę dostałem w prezencie, gdy zdałem maturę. W naszej rodzinie to żywa tradycja, polowała nawet babcia! — opowiada.

Sukcesy strzeleckie na miarę krajową osiąga jego syn licealista, trenujący strzelanie w WKS Wawel. Profesor Uhl zaczynał jak każdy początkujący myśliwy, od zajęcy i bażantów. Dziś ma na koncie wiele medali krajowych oraz renifera („na Grenlandii woda ma 4 stopnie, człowiek może w niej przeżyć 2 minuty, a renifery tropi się z łodzi”), dzika z Turcji, kilka antylop, guźce i największą afrykańską antylopę — 700-kilogramowe kudu. Jeździ na nartach, strzela do rzutków.

Doświadczenia sportowe i wytrwałość łowiecką przenosi do działań biznesowych. Można się zatem spodziewać, że wkrótce znów trafi w dziesiątkę.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksandra Więcka

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu