Giełda będzie, ale później. Odzieżowa spółka chce wcześniej rozwinąć sieć sklepów i wyjść za granicę.
Wrocławska Intermoda Fashion, sprzedająca męskie garnitury, chce do 2009 r. mieć w kraju 80 salonów własnych. Obecnie logo Intermoda nosi 31 sklepów, do końca tego roku będzie ich 38. Spółka chce sfinansować budowę sieci ze środków własnych i kredytów, choć wcześniej zastanawiała się, czy po pieniądze nie zapukać do drzwi giełdy.
— Sami chcemy zbudować wartość dla potencjalnych akcjonariuszy. Giełda jest dla nas środkiem, a nie celem — mówi teraz Arkadiusz Major, wiceprezes Intermody Fashion.
Pora na zagranicę
Nie skreśla jednak giełdowych planów. Spółka myśli teraz o debiucie w 2009 r., kiedy będzie już dysponować dużą siecią.
— Wtedy będziemy potrzebowali pieniędzy na dalszy rozwój: akwizycje na rynku odzieżowym i ekspansję zagraniczną. Do końca roku opracujemy plan rozwoju na lata 2008-15 wraz ze szczegółami finansowania po 2009 r. — mówi Arkadiusz Major.
Do tego czasu Intermoda będzie miała pełne ręce roboty. Obecnie zarząd w szuka za granicą lokalnych partnerów, którzy otworzą dlań sklepy.
— Pierwsze zagraniczne placówki powstaną jeszcze w tym roku w krajach ościennych — mówi ogólnie Arkadiusz Major.
Dodatki i tani brand
Poza tym zarząd przygotowuje poszerzenie kolekcji.
— Chcemy, by w naszych salonach, poza garniturami, panowie mogli kupić koszule, krawaty i dodatki z naszym logo — mówi Arkadiusz Major.
Na tym nie koniec. Spółka ma w portfelu drugą markę: Vincent Ray, której ubrania są dostępne w jej salonach. Zarząd chce zbudować sieć franczyzową z tańszym brandem.
W 2006 r. Intermoda Fashion miała 18 mln zł obrotów i 200 tys. zł zysku netto. W tym roku jej obroty mają sięgnąć 30 mln zł, firma spodziewa się też niewielkiego zysku.