Internetowa cisza

Jacek Zalewski
opublikowano: 20-09-2007, 00:00

Kampania wyborcza dopiero się rozkręca, ale liczba prawnych pójść „po bandzie”, wykorzystywania luk czy nadinterpretacji przepisów zapowiada się rekordowo. W gąszczu wzajemnych partyjnych oskarżeń i kontrataków skołowany elektorat poszukuje jakiejś opoki. W odczuciu społecznym dosyć wysoką markę wyrobiła sobie Państwowa Komisja Wyborcza (PKW) — zapewne dlatego, że składa się z sędziów powołanych przez III RP. Dlatego niepokoi, że wątpliwości prawne wywołuje również owa opoka.

Najpierw przykład na plus. PKW dokonała interpretacji sporu o billboardy zagospodarowane jeszcze przed formalnym startem kampanii, czyli przed 8 września. Chodziło o „zasady” PiS oraz ich oryginalny przekład dokonany przez PO. PKW wykoncypowała takie rozwiązanie: nawet jeśli umowa na wynajęcie nośników (billboardów czy anten) została zawarta wcześniej, to powinna być aneksowana, a koszty wynajmu czy emisji należy proporcjonalnie podzielić. Okres do 7 września powinien zostać sfinansowany z funduszy partyjnych, a od 8 września ze ściśle limitowanych funduszy wyborczych. To interpretacja w praktyce dość karkołomna — jak np. zaliczyć koszt druku plakatów czy produkcji spotów telewizyjnych — ale logiczna.

Nie można tego powiedzieć o wykładni dotyczącej zachowania ciszy wyborczej w sobotę i niedzielę 20 i 21 października przez portale internetowe. Interpretacja ukształtowana od lat w polskim prawie wyborczym mówi, że wszystko co zostało wyemitowane lub rozplakatowane do północy w piątek — może sobie wisieć i nie utonie. Dlatego opinia — co prawda tylko specjalistów z Krajowego Biura Wyborczego (KBW), nie mająca jeszcze formy uchwały PKW — że w czasie ciszy z internetu powinno zniknąć wszystko, także sondaże umieszczone tam w okresie dozwolonym — zdumiewa. Idąc tym tropem, należałoby zniszczyć wszystkie zalegające w kioskach przez wyborczy weekend gazety z typami wyborczymi, sprowadzając zaś rzecz do absurdu — o północy z piątku na sobotę oczyścić całą Polskę z wszelkich plakatów i ulotek. Notabene — na przykład w Turcji tak właśnie się dzieje.

Wykładnie dotyczące internetu są bardzo trudne, ponieważ za rozwojem tego środka przekazu nie nadążyło prawo prasowe, nie tylko zresztą w Polsce. Niedawna interpretacja Sądu Najwyższego o konieczności rejestrowania periodyków internetowych tak jak prasy drukowanej wywołała ogromne zaskoczenie branży. Podobnie jak podstawa wspomnianej interpretacji wyborczej — otóż według specjalistów KBW w momencie wejścia internauty na stronę następuje emisja treści przez portal, który staje się jakby aktywnym nadajnikiem telewizyjnym. Branża twierdzi, że to bzdura, ponieważ portal należy traktować jako bierną bibliotekę, z której zasobów korzysta czytelnik.

Ot, teoretyczna zagwozdka. Jeśli PKW zamierza wydać w sprawie ciszy wyborczej w internecie uchwałę — a taka aż się prosi — musi oprzeć się na neutralnej ekspertyzie technicznej. Oprócz rozwiązania doraźnego problemu na 20 i 21 października, byłby to wkład do bardzo skąpego prawodawstwa regulującego internet.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu