Po silnych wzrostach cen akcji w środę, zwyżce indeksów za oceanem i w Azji, a także kontynuacji wzrostów na rynku metali, początek wczorajszych notowań na GPW nie mógł wyglądać inaczej. WIG20 wystartował z 3580 pkt (+1,84 proc.). Inwestorom, którzy uwierzyli, że to już koniec korekty spadkowej, impetu wystarczyło jednak zaledwie na kilkanaście minut. Indeks blue chipów zaczął się osuwać, a około południa pogrążył się w nudnej konsolidacji.
Tym, którzy zadają sobie pytanie, czy ostatnie dni na giełdach to zapowiedź trwałego odwrócenia spadków, wczorajsza sesja nie dostarczyła jednoznacznej odpowiedzi. Technicy mogą się czuć rozczarowani, że nie został przekroczony poziom 3550 pkt., stanowiący istotny opór. Nie pozwoliły na to oddalające się od porannych szczytów indeksy najważniejszych giełd europejskich, a także zejście giełd amerykańskich pod kreskę wkrótce po otwarciu. Ostatecznie WIG20 zyskał 0,65 proc., kończąc sesją na 3538,58 pkt, zaledwie 10 pkt powyżej dziennego minimum. Obroty przekroczyły 1 mld zł.
Uspokojenie po rajdzie w środę należy ocenić pozytywnie, bo kolejna silnie wzrostowa sesja mogłaby wywołać wrażenie, że wszystko, co najgorsze, minęło. Na razie pewne jest jedynie, że pierwsza fala panicznej wyprzedaży została opanowana, a działania amerykańskiego Fedu dały trochę nadziei, że instytucje i inwestorzy nie zostaną pozostawieni sami sobie.
Wczoraj na warszawskiej giełdzie relatywnie najlepiej radziły sobie walory średniaków, których indeks mWIG40 zyskał ponad 2 proc. Za jego zwyżką znów jednak stały jego mniejsze składniki, m.in. Mostostal Export, Stalexport i Hutmen.