Inwestycje? Już były…

Bartek GodusławskiBartek Godusławski
opublikowano: 2015-12-02 22:00

Portfel Kowalskiego jeszcze gospodarkę napędza, ale wydatki biznesu i samorządów coraz mniej. Czas przygotować się na inwestycyjną pauzę

Tąpnięcie w chińskiej gospodarce, afera spalinowa w Volkswagenie czy zagrożenie terrorystyczne nie mącą nastrojów nad Wisłą. Gospodarka wciąż kręci się szybko. W samym trzecim kwartale urosła o solidne 3,5 proc. r/r, co zapewnia nam miejsce w czołówce najszybciej rozwijających się krajów Unii Europejskiej. PKB rośnie głównie dzięki wysiłkom Kowalskiego, który uwierzył, że rynek pracy należy do niego, i niezrażony oddaje się konsumpcji. Gorsze sygnały płyną z sektora przedsiębiorstw, a ekonomiści coraz głośniej pytają: co dalej z inwestycjami?

— Polska gospodarka utrzymuje się na ścieżce solidnego wzrostu. Istnieje jednak ryzyko, że inwestycje mogą w 2016 r. rosnąć w umiarkowanym tempie — uważa Adam Antoniak, ekonomista Banku Pekao. To właśnie spowolnienie nakładów inwestycyjnych psuje nastroje w gospodarce. Sektor publiczny i prywatny zwiększyły inwestycje o zaledwie 4,6 proc. r/r, a jeszcze na początku roku rosły one w dwucyfrowym tempie.

— Złe nastroje na polskim rynku kapitałowym i niepewna sytuacja na świecie zniechęcają przedsiębiorstwa do realizowania ambitniejszych planów inwestycyjnych — uważa Łukasz Kozłowski, ekspert Pracodawców RP.

Złudna nadzieja

Chociaż struktura naszego PKB w ostatnim kwartale mogła nieco rozczarować, to wyjątkowo dobrze działo się w dużych firmach zatrudniających więcej niż 50 pracowników. Tam inwestycje podskoczyły o imponujące 16,5 proc. r/r, choć w poprzednich trzech miesiącach rosły jednocyfrowo. Eksperci Credit Agricole tonują jednak nadmierny optymizm.

— W naszej ocenie obecny cykl inwestycyjny przedsiębiorstw dobiega już końca. Firmy głównie dokańczają rozpoczęte inwestycje mające na celu zwiększenie mocy produkcyjnych i tylko w ograniczonym stopniu decydują się na rozpoczęcie nowych projektów — podkreśla Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole. Wykorzystanie mocy wytwórczych jest na niemal historycznych szczytach, a trudno w nieskończoność bić rekordy. W badaniu, które przeprowadził bank centralny, przedsiębiorcy mocno sygnalizują już, że w kolejnych kwartałach ich inwestycyjny zapał ostygnie.

— Wskaźnik prognoz pozostaje dodatni, ale sygnalizuje spowolnienie tempa wzrostu inwestycji w czwartym kwartale — przypomina Jakub Borowski i zwraca uwagę, że obecnieprzewagę przedsiębiorcy, którzy planują raczej redukować wydatki inwestycyjne. Takie nastroje stają się coraz powszechniejsze — niezależnie od tego, czy mowa o małym biznesie, czy wielkich producentach zatrudniających tysiące pracowników.

Samorządowy dołek

Skoro w sektorze prywatnym nastroje są minorowe, to trudno oczekiwać, żeby z publicznej kasy płynął wartki strumień pieniędzy na inwestycje. We władzach lokalnych solidne tąpnięcie w nakładach mieliśmy już w trzecim kwartale, gdy spadły o prawie 16 proc. r/r. Od początku roku łączne wydatki majątkowe we wszystkich jednostkach samorządu terytorialnego wyniosły 20,4 mld zł. To mniej niż połowa planu na cały rok w wysokości 46,4 mld zł. Rok temu o tej porze samorządy wydały na inwestycje o ponad miliard złotych więcej, a cały rok zamknęły imponującym wynikiem 41,5 mld zł. W tym roku szanse na przyspieszenie w ostatnim kwartale są jednak mniejsze. Dlaczego? Bo wygasają inwestycje współfinansowane z perspektywy unijnej na lata 2007-13, a kurek z nowymi pieniędzmi nie został jeszcze mocno odkręcony. Wystarczy spojrzeć na największe miasta w kraju, które na przyszły rok zaplanowały o ponad 2 mld zł mniejsze wydatki majątkowe. Z przeglądu miejskich budżetów, przygotowanego przez „Puls Biznesu”, wynika, że spośród 12 członków Unii Metropolii Polskich tylko trzy samorządy myślą o zwiększeniu nakładów.

— Samorządowcy przygotowują się do nowej perspektywy unijnej. Zaczynają też spłacać zobowiązania związane z zaciągnięciem długu na wkład własny przy poprzednich inwestycjach — wyjaśniała ruchy największych miast Barbara Cendrowska z Biura Analiz i Finansowania Sektora Publicznego w Banku Pekao. Dlatego sytuacja w samorządach pozostaje też zagadką dla ekonomistów, którzy ewentualnego boomu inwestycyjnego spodziewają się później.

— Silniejsze przyspieszenie wykorzystania funduszy unijnych to perspektywa lat 2017-18 — podkreślają analitycy BOŚ Banku. Wstrzemięźliwość inwestycyjną samorządów eksperci usprawiedliwiają też tym, że lokalne budżety może wkrótce wydrenować kolejny pomysł rządu, czyli wzrost kwoty wolnej od podatku do 8 tys. zł. Łączny koszt dla finansów publicznych to 15,6 mld rocznie, z czego kasa państwa straci 8,7 mld zł, a resztę ciężaru wezmą na swoje barki władze lokalne. Wyższa kwota wolna to prezydencka inicjatywa, na razie jednak nikt nie ma pomysłu, jak załatać dziurę w kieszeni samorządów. © Ⓟ

Możesz zainteresować się również: