Jacek Zalewski typuje sukcesy i porażki miesiąca

opublikowano: 24-05-2018, 22:00
aktualizacja: 24-05-2018, 23:09

W górę: Jerzy Buzek

Dziesiąta edycja Europejskiego Kongresu Gospodarczego (EKG) w Katowicach, którą odnotowujemy obok w kategorii sukcesu, jest okazją do strzałki miesiąca w górę także dla jego współtwórcy i szefa programowego. Jerzy Buzek zdobył pierwszy mandat posła do Parlamentu Europejskiego (PE) w 2004 r., bezpośrednio po unijnej akcesji Polski. Miał wtedy 64 lata, dzisiaj liczy sobie 78, zatem największe sukcesy odnosi w wieku już emerytalnym. Przed kolejnymi wyborami do PE w 2009 r. wsparł inicjatywę środowiska katowickiego, by rodzącej się lokalnie inicjatywie kongresu gospodarczego nadać format europejski. W znakomitym stylu uzyskał reelekcję, a później wybrany został na przewodniczącego PE. 2,5-letnią kadencję zwieńczył doprowadzeniem do nadania na trwałe nazwy Solidarności esplanadzie w brukselskim sercu PE. Przez trzy kadencje zdobył wysoką pozycję, zawsze walcząc o jak najlepsze dla Polski regulacje w szeroko rozumianej energetyce. Dzięki osobistym koneksjom corocznie załatwia silną reprezentację Komisji Europejskiej i innych unijnych instytucji na EKG.

Jerzy Buzek kandyduje z listy Platformy Obywatelskiej i należy do Europejskiej Partii Ludowej, która rekomenduje go na wszelkie funkcje. Mimo to PiS ma dla niego szacunek. Podczas jubileuszowego EKG Jerzy Buzek doczekał się nawet ciepłych słów od… Mateusza Morawieckiego — w kontekście dawnego premierostwa w barwach Akcji Wyborczej Solidarność (AWS). Było to podwójne zaskoczenie. Po pierwsze dlatego, że szefowi obecnego rządu w ogóle przeszło przez usta cokolwiek pozytywnego o kimkolwiek spoza PiS. Po drugie — ponieważ o stanowisku premiera z lat 1997-2001 niezbyt chętnie przypomina sam Jerzy Buzek. Co prawda jako pierwszy szef rządu w III RP zaliczył pełną, czteroletnią kadencję, w której Polska m.in. weszła do NATO. Na końcu jednak AWS się rozleciała i zdarzył się, również pierwszy w III RP, przypadek, że siła rządząca w ogóle nie weszła do następnego parlamentu. Po tamtej klęsce polityczna kwarantanna Jerzego Buzka trwała trzy lata, ale później mechanizmy UE wywindowały go z niebytu na sam szczyt.

W dół: Konrad Kąkolewski, Kenneth Maynard

Upadek GetBacku, spółki notowanej na Giełdzie Papierów Wartościowych, zajmującej się odzyskiwaniem niespłaconych długów, to na rynkach finansowych klęska nie tylko miesiąca, lecz zapewne także roku. Strzałki w dół na pewno należą się solidarnie Konradowi Kąkolewskiemu, odwołanemu prezesowi, oraz Kennethowi Maynardowi, przewodniczącemu rady nadzorczej, następnie tymczasowo oddelegowanemu na stanowisko prezesa. Ta lista mogłaby być dłuższa, ale symbolicznie odnosimy się do dwóch najważniejszych decydentów GetBacku. Zdumiewa upowszechnianie przez nich rozbieżnych wersji genezy upadku. Były prezes uważa, że najważniejszą przyczyną był brak wsparcia głównego akcjonariusza, czyli Abrisu, w zaspokajaniu przez GetBack tzw. głodu kapitału. W jego ocenie, zawirowania wokół emisji akcji ogłoszonych przez spółkę przełożyły się na zaniepokojenie obligatariuszy, którzy skorzystali z opcji żądania wcześniejszego wykupu obligacji. Odbijając piłeczkę, szef rady nadzorczej twierdzi, że największą winę ponosi… były zarząd, który bardzo szybką ekspansję finansował z niewłaściwych źródeł. W jego ocenie, wizerunek spółki na pewno popsuły niekorzystne dla niej informacje, które zaczęły krążyć w przestrzeni publicznej. Chodzi o wkroczenie w grudniu 2017 r. Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i zatrzymanie kilku osób w związku z nieuprawnionym pobieraniem danych z bazy PESEL. Zarząd GetBacku odciął się wówczas od nielegalnego procederu, twierdząc, że o niczym nie wiedział.

Mleko się jednak już rozlało, giełdowi inwestorzy zaczęli tracić zaufanie, notowania spółki zaczęły gwałtownie spadać i wkrótce Get- Back poinformował o pilnej potrzebie dokapitalizowania. W kwietniu spółka stanęła przed koniecznością spłaty kolejnych zobowiązań, nie mogąc pozyskać źródeł nowego finansowania. Szef nadzoru pomija niewygodny dla niego wątek, czy w ogóle i jak reagował na kroki zarządu, które z perspektywy czasu ocenia tak krytycznie.

 

Kosmiczna sceneria.

Podczas uroczystego otwarcia 10. EKG Spodek nawiązywał do swojego pozaziemskiego pochodzenia. Uczestniczącym w analogicznej inauguracji ONZ-owskiego grudniowego COP24 delegatom ze 190 państw i organizacji będzie się tu podobało.

Jubileusz największej zbiórki biznesowej

Europejski Kongres Gospodarczy (EKG), który wystartował w 2009 r., doczekał się już dziesiątej edycji. Europoseł Jerzy Buzek jako patron, a Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości (PTWP) jako organizator skoczyli na głęboką wodę. Katowice nie miały bazy i sześć edycji z konieczności rozrzucano w różnych aulach, salach i hotelach. Frekwencyjnie EKG od początku był krajowym liderem tego typu biznesowych zbiórek, ale potentatem stał się po otwarciu w 2015 r. Międzynarodowego Centrum Kongresowego (MCK), tworzącego zwarty zespół z halą Spodek. Liczba uczestników EKG rosła o tysiąc z każdym numerem, rok temu było 9 tys., zatem jubileusz szacowano na 10 tys. Tymczasem identyfikatorów oficjalnie wydano… ponad 11,5 tys. Do tego trzeba doliczyć jeszcze 2,5 tys. startupowców prezentujących się w Spodku. Abstrahując od wartości merytorycznej EKG, jubileusz był wielką próbą przed ogromną imprezą w grudniu. W MCK i Spodku zbierze się 24. Konferencja Stron Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych ws. Zmian Klimatu (COP24), 14. Spotkanie Stron Protokołu z Kioto (CMP14) oraz 1. Konferencja Sygnatariuszy Porozumienia Paryskiego (CMA1). Zjedzie się około 30 tysięcy delegatów, przy czym jednocześnie będzie przebywało ich mniej więcej tyle, ile było podczas 10. EKG. A zatem — damy radę.

 

Porażka

Oblężona sejmowa twierdza tzw. dobrej zmiany

Powrót do Sejmu, po czterech latach, koczujących rodziców niepełnosprawnych dorosłych już dzieci obnażył nieodporność ekipy tzw. dobrej zmiany na protesty społeczne. Inwalidzi na wózkach przebywają w głównym holu od 18 kwietnia (w dniu wysłania tego tekstu do druku wciąż protestowali), władza próbuje wziąć ich na zmęczenie. Abstrahując od merytorycznych przyczyn sporu o pieniądze na opiekę nad inwalidami, władza uległa syndromowi oblężonej twierdzy. Marszałek Sejmu zawiesił wydawanie standardowych przepustek jednorazowych, w tym dziennikarzom. Uzasadnienie „tymczasowymi względami organizacyjnymi i bezpieczeństwa” jest żenujące. Zwłaszcza że polityka przepustkowa jest uznaniowa i oparta głównie na ocenie politycznych skutków bytności konkretnego gościa, np. Janina Ochojska wejść nie może, zaś kardynał Kazimierz Nycz — jak najbardziej.

Selektywnie traktowane są nawet planowe szkolne wycieczki — zaproszenia od posłów PiS są honorowane, od opozycji zaś anulowane. Codzienne przekazy telewizyjne z protestu realizują dziennikarze z przepustkami stałymi (tych na szczęście nie anulowano), natomiast sparaliżowana została praca wielu innych, którzy chcieliby wejść do Sejmu wcale nie w sprawie protestu w holu, lecz np. na posiedzenie komisji omawiającej ważną ustawę.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Jacek Zalewski typuje sukcesy i porażki miesiąca