Jacek Zalewski typuje sukcesy i porażki miesiąca

opublikowano: 25-10-2018, 22:00

W górę:

Piotr Woźniak

Na froncie walki o dywersyfikację źródeł energii doceniamy wreszcie konkret — Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) podpisało 20-letnią umowę na dostawy LNG z dwoma firmami amerykańskimi: Venture Global Calcasieu Pass i Venture Global Plaquemines. Bierzemy za dobrą monetę deklarację prezesa PGNiG, że gaz zza Atlantyku jest o 20 proc. tańszy niż kupowany „od dostawcy wschodniego”. Pozwala to mieć nadzieję, że długoterminowe dostawy surowca z USA do terminalu w Świnoujściu okażą się opłacalnym dla Polski przedsięwzięciem biznesowym, a nie skutkiem ortodoksji politycznej. Ciekawe, że po pilotażowej dostawie amerykańskiej Piotr Woźniak tematu ceny konsekwentnie unikał, co dawało do myślenia… W łańcuchu LNG ogniwem najdroższym jest skraplanie gazu przed morskim transportem, na szczęście wraz z postępem technologicznym ta operacja tanieje.

Wojciech Smarzowski

Frekwencyjny i finansowy sukces jego „Kleru” był pewnikiem już w czasie kręcenia zdjęć, ale powodzenie u publiczności przekroczyło wyobraźnię reżysera i producentów. Film idzie jak burza, wynik jest aktualizowany po każdym weekendzie, w czasie pisania tej notki sięga już 4 mln widzów. „Kler” ani chybi wskoczy na podium najchętniej oglądanych polskich filmów po 1989 r., na którym obecnie stoją trzy ekranizacje literatury: „Ogniem i mieczem” (ponad 7 mln), „Pan Tadeusz” (ponad 6 mln) i „Quo vadis” (4,3 mln). W ich wynikach ogromny udział miały jednak zorganizowane seanse szkolne, co w przypadku obrazu Wojciecha Smarzowskiego jest niewyobrażalne. W mniejszych miejscowościach nawet dorośli mają kłopoty z jego obejrzeniem, ponieważ właściciele kin boją się gniewu miejscowych duchownych. Fenomen sukcesu filmu o grzechach księży w katolickiej Polsce został zauważony za granicą. „Kler” notuje wysoką oglądalność także w środowiskach polonijnych, np. w Wielkiej Brytanii i Irlandii w pierwszy weekend zarobił milion funtów, wkrótce zaś dotrze do USA i Kanady. W tej sytuacji ustawowa konieczność zwrotu do Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej dofinansowania to dla producentów pikuś…

 

W dół:

Sławomir Zawadzki

To miejsce od miesięcy zarezerwowane jest dla usuwanych ze stanowisk prezesów firm państwowych lub zależnych od nich, których łączy jedna okoliczność — obsadzeni zostali już po tzw. dobrej zmianie, lecz nie utrzymali się na przyspieszającej kadrowej karuzeli. Sławomir Zawadzki prezesem Banku Pocztowego był nieco ponad dwa lata, odwołany zaś został standardowo — czyli nagle i bez podania przez radę nadzorczą jakiejkolwiek przyczyny. To jeden z najmniejszych banków komercyjnych, ma ponad 7,5 mld zł aktywów, gdy lider sektora PKO BP — aż 300 mld zl. Głównym akcjonariuszem jest Poczta Polska, jedna czwarta akcji należy do PKO BP. Bank Pocztowy stoi od lat na rozdrożu, kiedyś o niego rywalizowano, były plany wprowadzenia na giełdę, ostatnio pojawiały się pogłoski o sprzedaży. Bank przyjął zmodyfikowaną strategię „w związku z nowymi okolicznościami rynkowymi”, ale jej wdrażanie będzie już zadaniem następnego prezesa.

Władysław Serafin

Były prezes Krajowego Związku Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych (KZRKiOR) i poseł Polskiego Stronnictwa Ludowego to dobry znajomy „Pulsu Biznesu” z czasów opublikowania na naszych łamach w 2012 r. prekursorskich nagrań, demaskujących nepotyzm partii w państwowych spółkach. Tu bardzo ważna uwaga — wówczas PSL było u władzy. Od wielu miesięcy Władysław Serafin na scenie publicznej nie istniał, albowiem siedział w areszcie w związku z gigantyczną aferą SKOK Wołomin. Właśnie się pojawił — przed Sądem Okręgowym Warszawa Praga nareszcie ruszył proces, w którym były szef KZRKiOR oskarżony jest o popełnienie aż 102 przestępstw, za które grozi mu 15 lat więzienia. Chodzi głównie o wyłudzanie kredytów na siebie i tzw. słupy, a także wypranie 21 mln zł. Władysław Serafin uważa siebie za aresztanta politycznego, a zarzuty za spreparowane, dlatego zgadza się na upublicznianie nazwiska i wizerunku. Jeśli zostanie uniewinniony, na pewno go zrehabilitujemy i uhonorujemy w rubryce plusowej. Ale akta są dosyć konkretne…

 

Sukces:

Polscy siatkarze obronili mistrzostwo świata

Sensacyjny sukces przez duże S, i to nie miesiąca, lecz roku. Męska reprezentacja w siatkówce obroniła w Turynie mistrzostwo świata zdobyte w 2014 r. w Katowicach. Rywalami Polaków w finale byli znowu Brazylijczycy, mistrzowie olimpijscy z Rio de Janeiro 2016. Ku zaskoczeniu polskich siatkarzy poszło łatwiej, niż cztery lata temu w Spodku, jako że wtedy Brazylia pokonana została 3:1, a teraz do zera. Ostatnio reprezentacji Polski nie szło, dlatego na złoty medal absolutnie nie mieliśmy prawa liczyć. Na igrzyskach w Rio siatkarze odpadli w ćwierćfinale z USA (teraz zrewanżowali się Amerykanom w ciężkim półfinale), zaś w ubiegłorocznych mistrzostwach Europy, organizowanych u nas, nie doszli nawet do ćwierćfinału. Siatkarskie złoto osłodziło kibicom blamaż piłkarzy na mundialu w Rosji. W tym kontekście wypada przypomnieć rok 1974, gdy reprezentacja w piłce nożnej pod wodzą Kazimierza Górskiego zajęła trzecie miejsce na świecie, ale ów wynik przebiła siatkarska drużyna Huberta Wagnera, zdobywając pierwsze w naszych dziejach mistrzostwo świata. Tegoroczny triumf z Turynu zaskoczył nie tylko kibiców, lecz również władze. Co prawda prezydent błyskawicznie sypnął odznaczeniami, ale pieniądze na gratyfikację materialną dla mistrzowskiej ekipy znalazły się dopiero po specjalnej decyzji rządowej. Sponsorską premię wypłaci także PKN Orlen. Jadący w czerwcu na mundial piłkarze dokładnie wiedzieli, o jakie kwoty grają, ale ich wypłaty zostały na papierze…

 

Porażka:

Podsłuchy okazały się kijem z dwoma końcami

Słynne taśmy z restauracji „Sowa i przyjaciele” były nielegalne, ale ich moc okazała się porażająca — wpłynęły na wyniki wyborów w 2015 r. Nic dziwnego, że przed październikowymi wyborami samorządowymi zostały odkurzone przez ekipę tzw. dobrej zmiany do zmasowanego uderzenia na opozycję. Objawiły się jednak również nagrania bardzo niewygodne dla premiera Mateusza Morawieckiego. Jego wypowiedzi sprzed lat, jako prezesa Banku Zachodniego WBK, nie zawierały żadnych naruszeń prawa. Obaliły jednak wizerunek cherubina, zarówno moralnego, jak i politycznego. Okraszanie prywatnej rozmowy słowem na „k”, które Sławomir Mrożek chciał wpisać do preambuły konstytucji, to pikuś — premier trzyma polski fason. Znacznie ważniejsze jest przypomnienie społeczeństwu, że jako szef dużego banku Mateusz Morawiecki był w czasach rządów PO-PSL naturalną podporą polityczno-biznesowego układu. Niektóre jego dawne opinie, na czele z ulubioną przez internautów „miską ryżu”, podważyły obecne pozycjonowanie się na rycerza walczącego z elitami o lepsze życie zwyczajnych Polaków. Natura bankstera wyszła z jego szczerej — zresztą bardzo logicznej z punktu widzenia akcjonariuszy BZ WBK — niechęci do sponsorowania Roberta Kubicy. Generalny wniosek z przedwyborczej wojny na podsłuchy zapisany zaś został w tytule.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Jacek Zalewski typuje sukcesy i porażki miesiąca