Jak wam się podoba?

Anna Popek
30-09-2005, 00:00

Wnętrza, przedmioty, ludzie, obyczaje i sytuacje — coś, co lubię, co czasem także lubią inni, co może się spodobać także Wam. Z modą i pod prąd. Co miesiąc w „Business Class”.

Pierogarnia

Pierogi wreszcie wyszły z barów mlecznych na eleganckie ulice miast — i święcą tryumfy! Może dlatego, że znikają bary mleczne (w Warszawie zamknięto bar przy Kruczej i koło pl. Trzech Krzyży)? Przyznam, że pozbawione dotychczasowej siedziby pierogi jakoś wyszlachetniały. Koniecznie musicie zajrzeć do Pierogarni na Bednarskiej (Stare Miasto) w Warszawie. Lokal mieści się w budynku Caritasu — i przez Caritas jest prowadzony. Mały, czysty, skromny, z lekka stylizowany na chłopskie wnętrze. W porze obiadu przychodzą tu studenci — wkoło przecież same uczelnie — oraz biznesmeni — poważni, pod krawatem i z teczką. Ale pierogi wszyscy pałaszują równo. Bo prawdą jest, co napisano w ulotce reklamowej: „Tylko wasza Babcia robiła lepsze pierogi”. Polecam ruskie, ale pyszne są też z kapustą i grzybami, z soczewicą czy na ostro. Do tego kwaśne mleko. Taki obiad nie kosztuje dużo — porcja ok. 10 zł. A miłe wspomnienie pozostaje aż do następnego dnia, kiedy to chcielibyśmy spróbować pierogów z czymś innym.

Wilno

W tym roku z grupą przyjaciół popływaliśmy po Litwie. Kajakami. Nie będę pisać o dzikich polach, miłych gospodarzach, pysznym mleku i krystalicznych jeziorach, lecz o mieście, w którym zakończyliśmy 10-dniową włóczęgę. Mieście, które jest nagrodą dla każdego wędrowca. Wilno jest urokliwe i podniosłe zarazem, swojskie i międzynarodowe, nostalgiczne i tętniące życiem. Zaczęliśmy zwiedzanie od cmentarza na Rossie: od grobowca, w którym spoczywa matka Piłsudskiego i serce Marszałka. Zawsze pełno świec, świeże kwiaty, ludzie. Potem mieszkanie, w którym żył młody Juliusz Słowacki (i w którym, podczas poobiedniej drzemki, zginął jego ojczym, rażony piorunem). Cela Konrada — stary klasztor, przerobiony na cele więzienne (siedzieli w nich filomaci i filareci — w tym Mickiewicz), kościół Piotra i Pawła — obiekt arcywyjątkowy i absolutnie przepiękny: koniecznie trzeba zobaczyć, jak z białego wnętrza świątyni — gdy oczy oswoją się ze światłem — wyłaniają się setki rzeźb, sylwetki świętych, kwiaty, owoce, zwierzęta, symbole i alegorie. Najlepiej tę świątynię zwiedzić z przewodnikiem: objaśni znaczenie każdej sceny i opowie wspaniałe historie z nim związane, ot, chociażby o fundatorze kościoła, magnacie z rodu Paców. Ostra Brama — dla wierzących cel pielgrzymowania, dla patriotów — miejsce czci, dla tych, którzy kochają sztukę — miejsce duchowej uczty. Pobieżnie można miasto zwiedzić w dzień, ale ja polecałabym je na weekend. Polacy w Wilnie chętnie wynajmują pokoje, nocleg kosztuje około 10 dolarów za osobę — to znacznie taniej niż w hotelach. W restauracjach nie jest bardzo drogo: jedno danie — ok. 20 zł, piwo — 5 zł. Menu w Wilnie to bez wątpienia zeppeliny, chociaż mnie bardziej ujęły kołduny z borowikami i chłodnik. Wilno to miasto bursztynów — typowych i niedrogich pamiątek, które warto przywieźć. Aby zachować wileński smak na dłużej, warto też wziąć do domu wyśmienite trunki: nalewkę na miodzie, żurawinie lub 999 — czyli wyciąg z litewskich ziół.

Dorota Osińska

Na płycie „Idę” Dorota Osińska śpiewa piosenki z muzyką Włodzimierza Korcza, Seweryna Krajewskiego, Ryszarda Sygitowicza, Jerzego Wasowskiego i Jerzego Satanowskiego.

Śpiewa — po prostu: mocnym, pięknym i czystym głosem. Czuć w jej wykonaniu wrażliwość i dojrzałość, ale słychać też energię i siłę. Piosenki są inne niż „codzienna porcja muzyki” — poetyckie i delikatne, czasem nieco smutne. Na okładce słowa: „uważaj na swoje marzenia, bo jak się czegoś pragnie naprawdę mocno, to się to prędzej czy później dostaje”. Udało się to pewnie i Dorocie Osińskiej. Jej piosenki mogą także w nas odkryć wrażliwość, jakiej długo szukaliśmy albo o której sądziliśmy, że nie jest nam potrzebna. Jest potrzebna, posłuchajcie.

Wrocław

Proponuję dolnośląską podróż w czasie, związaną z lekturą książki „Koniec świata w Breslau” Marka Krajewskiego (autor — rocznik 66). Oto mroczny kryminał i thriller psychologiczny doskonale osadzony w realiach międzywojennego Wrocławia. Radca kryminalny Eberhard Mock — prócz tego, że tropi seryjnego mordercę, który w okrutny i wymyślny sposób zabija ofiary, ma również słabości: do gastronomii i młodej żony. Poznajemy dzięki temu różne lokale mniej lub bardziej wytworne, menu typowe dla tamtych lat (lub przynajmniej tak sugestywnie opisane) i trunki. No i poznajemy nie całkiem typowe zachowania mężatek, które — znudzone mężem — gustują w perwersyjnych zabawach męsko-damskich, zaprawionych odcieniem szamaństwa. Akcja rozwija się na naszych oczach mozaikowo, atmosferę przesycają przeczucia, wizje, gęstnieje dramat ofiar i splata się z dramatem małżeńskim. W książce umieszczono indeks nazw topograficznych, łatwo więc przemierzać ulice Wrocławia z egzemplarzem w dłoniach i wyobrażać sobie, jak to musiało wyglądać. Właśnie wyszła inna powieść tego autora: „Widma w mieście Breslau”, a Filip Bajon przymierza się do realizacji filmu na podstawie prozy Krajewskiego. Jaki będzie efekt?

Bardziej na zachód

A jeśli ktoś szuka emocji innego rodzaju i z innego kręgu kulturowego, to polecam — nawet na jedną noc — Zamek Czocha położony niedaleko Jeleniej Góry, nad Jeziorem Leśnieńskim. Wybudowany w XIII w. przez króla Czech Wacława II, należał krótko do Polaków, a potem — do rodów niemieckich. Po II wojnie długi czas był obiektem wojskowym i dopiero od ponad dekady udostępniony jest dla cywilów (oraz dla filmowców — tutaj powstawały m.in. filmy „Gdzie jest generał” oraz „Wiedźmin”). Nie jest to gmach duży, ale bogaty w legendy — największe wrażenie robi opowieść o studni niewiernych żon i o pięknej Ulryce, która znalazła śmierć na jej dnie (jak głosi legenda — mąż miał powody). Można spać w zamkowych komnatach — dużych i przestronnych, z ładnymi łazienkami. Na specjalne okazje polecałabym Komnatę Książęcą — i przepiękne drewniane rzeźbione łoże z baldachimem, do którego wchodzi się od strony nóg przez drzwiczki. Prócz noclegu niektórzy goście mogli w nim znaleźć śmierć, służyło bowiem do likwidowania niewygodnych osób. Podczas snu spojonego alkoholem delikwenta łoże podnosiło się nogami do góry, w ścianie otwierał się tunel, który prowadził stromo w dół — do lochu. Śpiący spadał na głowę, łamał podstawę czaszki — i ślad po nim ginął. Odkąd zamek służy jako hotel, mechanizm zapadni komisyjnie unieruchomiono. W apartamencie uwagę zwraca ogromny salon kąpielowy z początku zeszłego wieku — wciąż czynny! W zamku organizowane są zabawy i imprezy — pozwala na to piękna sala rycerska z ogromnym kominkiem i galeryjką.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Popek

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / Jak wam się podoba?