Jak wykreować modę na eksport

opublikowano: 13-03-2018, 22:00

Tylko 13 tys. polskich firm sprzedaje za granicą. Resort przedsiębiorczości chce je pomnożyć

Przez ostatnie 25 lat śledzenie strumienia inwestycji zagranicznych płynących do Polski stało się niemal sportem narodowym. Informacje, że znana marka zainwestuje u nas i utworzy miejsca pracy, dawało poczucie zadowolenia i triumfu, natomiast komunikat, że ubiegli nas Czesi albo Węgrzy, wpędzał w depresję. Obecny rząd od początku krzywo patrzy na uzależnienie Polski od zagranicznego kapitału, choć potrafi z fanfarami ogłaszać umowy z dużymi inwestorami. Wychodzi z założenia, że czas przestawić akcenty i cały system wspierania inwestycji nastawiony na ściąganie kapitału przekierować na promocję eksportu z Polski. Nasza pozycja na zagranicznych rynkach jest bowiem dużo słabsza, niż się wydaje.

Tadeusz Kościński, wiceminister przedsiębiorczości, chce wyjaśnić, dlaczego przedsiębiorcy wstrzymują się przed eksportem, wykorzystując patent sprawdzony w programie „cashless” — podział pracy między zespoły robocze, utworzone przez ludzi z rynku.
Zobacz więcej

SPRAWDZONY SPOSÓB:

Tadeusz Kościński, wiceminister przedsiębiorczości, chce wyjaśnić, dlaczego przedsiębiorcy wstrzymują się przed eksportem, wykorzystując patent sprawdzony w programie „cashless” — podział pracy między zespoły robocze, utworzone przez ludzi z rynku. Fot. Marek Wiśniewski

Do źródeł

„Polski eksport w rozkwicie”, „Mocny wzrost polskiego eksportu”, „Polski eksport się rozpędza”, „Rośnie popyt na nasze towary”, „Wzrasta polski eksport”, „Polski eksport bije rekordy” — to tylko garść tytułów artykułów opublikowanych w ostatnich mie siącach, z których wynika, że jeśli nie jesteśmy jeszcze potentatem eksportowym, to przynajmniej nasze firmy bardzo dobrze sobie radzą na konkurencyjnych zagranicznych rynkach. Rzeczywiście sprzedaż polskich wyrobów za granicą rośnie, i to w bardzo dobrym tempie, bo jak obliczył GUS, w 2017 r. wartość eksportu wyniosła 203 mld EUR i była o 10,2 proc. wyższa niż rok wcześniej. Obraz wyłaniający się z głębszej analizy nie jest już jednak tak kolorowy. Ekonomiści od dawna do lukrowanych informacji o sprzedaży na zagranicznych rynkach dokładają dziegciu, wskazując na niski poziom przetworzenia towarów wywożonych z kraju.

Często są to surowce, półprodukty, komponenty, a finalny wyrób powstaje za granicą. Dla przykładu, jak wylicza PwC, około 39 proc. naszego eksportu do Niemiec stanowi wartość dodana wytworzona poza Polską. Z pozostałych 61 proc. 45 pkt. proc. konsumowana jest przez naszego sąsiada, a reszta jest reeksportowana dalej już ze stemplem made in Germany. Bycie montownią i dostawcą podzespołów na rozwinięte rynki to jedno. Drugi smutny fakt jest taki, że blisko 70 proc. eksportu przypada na zagraniczne koncerny i firmy działające na naszym rynku, więc bardziej zasadne niż „polski eksport” jest określenie „eksport z Polski”. Nie chodzi o podział na rodzimy i obcy kapitał, ale uświadomienie sobie, jaka jest rzeczywista pozycja polskich firm w handlu zagranicznym — twierdzą nasi rozmówcy z Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii (MPiT).

Resort zrobił rachunek, z którego wynika, że w ciągu ostatnich 4 lat podmioty z udziałem kapitału zagranicznego odpowiadały niemal za 2/3 osiągniętego w tym czasie wzrostu eksportu. — Eksporterów z przewagą polskiego kapitału, zatrudniających minimum 10 pracowników, mamy zaledwie 13,5 tys. Z Francji eksportuje 125 tys. firm, z Niemiec 350 tys. — mówi Tadeusz Kościński, wiceminister przedsiębiorczości i technologii.

Dlaczego tak mało naszych firm sprzedaje za granicą — tego ministerstwo spróbuje się dowiedzieć od samych przedsiębiorców. Pomysł jest taki, żeby wspólnie z firmami, izbami gospodarczymi, branżowymi, stowarzyszeniami i wszystkimi, którzy są zainteresowani tematem, znaleźć przyczyny i wskazać bariery, które powstrzymują przedsiębiorców przed wychodzeniem na zagraniczne rynki.

— To nie może być projekt narzucony przez urzędników. Sami przedsiębiorcy muszą zabrać głos — mówi Tadeusz Kościński.

Specjalizacja sektorowa

Pomysł ma być realizowany w podobny sposób jak projekt dotyczący obrotu bezgotówkowego, w ramach którego powstał międzyresortowy zespół sterujący, określono „strumienie” tematyczne, wyznaczono cele, etapy działań oraz terminy realizacji. Nad każdym zagadnieniem pracował zespół roboczy składający się z ekspertów rynku i praktyków oraz przedstawiciela administracji, kierowany przez przedstawiciela biznesu. W ramach programu Moda na eksport resort wstępnie zarysował kilka ścieżek tematycznych. Jedne odnoszą się do szerokich sektorów gospodarki, jak żywność czy przemysł maszynowy, inne do węższych branż, np. jachtów czy mebli. Dla każdej zostanie powołany zespół roboczy, żeby zidentyfikować bariery w eksporcie i poszukać sposobów na zwiększenie udziału małych i średnich firm w handlu zagranicznym. Przedstawiciele administracji rządowej należący do zespołów będą typować akty prawne wymagające zmiany.

Tadeusz Kościński przyznaje, że zadanie nie będzie łatwe. Nie chodzi tylko o regulację rynku, upraszczanie przepisów dotyczących eksportu itp. Problem jest wielowymiarowy i jedynie po części wynika z otoczenia prawnego.

— To jest często kwestia mentalności, pewnych przyzwyczajeń, braku potrzeby wychodzenia na szerszy rynek — mówi wiceminister.

Dlatego resort tak mocno stawia na dialog z organizacjami biznesowymi i samymi przedsiębiorcami oraz na programy edukacyjne. Do akcji chce włączyć wyższe uczelnie. Jest już po pierwszych spotkaniach ze środowiskami naukowymi. MPiT liczy też na wsparcie sektora bankowego, który najlepiej wie, które firmy są mocne i mają potencjał do wyjścia z ofertą za granicę. Banki, korzystając z bliskich relacji z klientami, mogłyby zachęcać biznes do ekspansji. Wsparcie programu Moda na eksport może im się opłacić — eksporter to bardziej marżowy klient, bo korzysta z szerszej palety produktów i usług.

Drugim sojusznikiem mogą być firmy księgowe i finansowe, które też mają dobre kontakty z przedsiębiorcami i mogłyby zyskać na ich wyjściu za granicę.

2 proc. świata

Żeby projekt Moda na eksport się powiódł, lekcję musi odrobić także administracja rządowa. Po pierwsze, trzeba skoordynować działania, co nie będzie łatwe, bo zaangażowane będą bardzo liczne resorty — od spraw zagranicznych po rolnictwa. Po drugie, programy wspierania eksportu, rozsiane po różnych agendach i instytucjach, wymagają uproszczenia. Statutowo zajmuje się tym Polska Agencja Inwestycji i Handlu (instalująca obecnie po świecie biura handlowe), MSZ poprzez ambasady, KUKE, BGK, PARP, Kancelaria Prezydenta, PKO BP, a ostatnio również Pekao. MPiT naliczyło ponad 20 stron internetowych z informacjami dla eksporterów. Sporo — sęk w tym, że nie wszyscy przedsiębiorcy, zwłaszcza mali, mają pojęcie o istnieniu KUKE czy programach dostępnych w BGK.

— W Australii jest jeden serwis internetowy dla eksporterów. U nas, ze względu na różne programy realizowane z udziałem unijnych funduszy, takie uproszczenie komunikacji nie będzie łatwe, ale z całą pewnością musimy uporządkować zasoby, którymi dysponujemy — mówi wiceszef resortu przedsiębiorczości i technologii.

MPiT zastanawia się też nad sposobami usprawnienia struktur odpowiedzialnych za wspieranie eksportu. Tadeusz Kościński uważa, że biura handlowe dobrze spełniają funkcję punktów kontaktowych dla inwestorów zainteresowanych inwestycjami na naszym rynku, ale potrzebne są też punkty doradcze u nas, w regionach, bliżej przedsiębiorcy.

— Know-how — wiedza, jak działają zagraniczne rynki, jak przygotować się do eksportu, jakie są wymogi prawne i warunki współpracy — musi być dostępne w Polsce — mówi wiceminister.

Jeśli rząd chce osiągnąć cel zapisany w Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju — wzrost udziału polskiego eksportu w światowym handlu do 2 proc. w 2030 r. z 1,25 proc. obecnie — musi działać. Organiczny wzrost nie wystarczy, bo potencjałrodzimego rynku, bazujący na niskich kosztach produkcji, powoli się wyczerpuje. Zamiast konkurować ceną, musimy stawiać na rozwiązania innowacyjne — co oznacza wyższe marże i większe szanse na znalezienie kontrahentów. Resort przedsiębiorczości uważa, że mamy w kraju sporo silnych lokalnych firm — często zbudowanych przez pokolenie przedsiębiorców lat 90. — które mają mocną pozycję na własnym wąskim podwórku i mogłyby spróbować wyjść na szerszy rynek. MPiT szacuje, że około 50-100 tys. firm jest gotowych na eksport, ale np. są kontrahentami jednego dużego odbiorcy. Ze względu na jakość produktów mogłyby szukać innych partnerów handlowych. Na razie jednak tego nie robią, bo jeden kontrakt im wystarcza.

— Nasze firmy poprzez koncentrację na krajowym rynku konkurują głównie ze sobą nawzajem. Rynki stają się jednak coraz bardziej otwarte — jeśli my nie wyjdziemy za granicę, zagraniczni konkurenci przyjdą do nas, silniejsi niż obecnie — mówi Tadeusz Kościński.

Współpraca Justyna Dąbrowska

OKIEM EKONOMISTY

Więcej usług, jakości…

MARCIN MAZUREK, ekonomista mBanku

W ostatnim czasie polski eksport w coraz mniejszym stopniu jest w stanie budować konkurencyjność, bazując na kursie walutowym. Z badań NBP wynika, że różnica między kursem bieżącym a tzw. kursem opłacalności eksportu w ostatnich latach systematycznie się kurczy, co oznacza, że kurs walutowy jest coraz mniejszym wsparciem dla eksporterów. Mówiąc wprost — musimy zacząć konkurować czynnikami pozacenowymi lub wyznaczać atrakcyjną cenę na bazie czegoś więcej niż zwykłe efekty przeliczeniowe wynikające z kursu walutowego. Chodzi przede wszystkim o wzrost wartości dodanej w produkcji przemysłowej, a tym samym eksporcie towarów, oraz wykorzystanie potencjału, jaki drzemie w eksporcie usług. W latach 2004-17 dodatnie saldo w handlu usługami wzrosło o ponad 700 proc. Może tędy droga.

OKIEM EKONOMISTY

…różnorodności…

MARCIN LUZIŃSKI, ekonomista BZ WBK

Udział eksportu w PKB Polski wynosi obecnie około 50 proc. W porównaniu z Czechami czy Węgrami to mało — tam to blisko 90 proc. Należy jednak pamiętać, że proporcje zależą od wielkości gospodarki. Z reguły, im większa, tym większy jest rynek krajowy i mniej eksportu potrzeba do rozwoju. To wyjaśnia, dlaczego jesteśmy mniej uzależnieni od eksportu niż Czesi czy Węgrzy, ale nie przeczy temu, że ekspansja polskich firm za granicę, a więc czerpanie pełnymi garściami z zagranicznego popytu, to dobry kierunek. Równolegle powinniśmy jednak dążyć do dywersyfikacji kierunków i struktury eksportu. Wtedy wzrost gospodarczy będzie się stabilizował i uniezależni nas od wstrząsów.

OKIEM EKONOMISTY

…i odwagi

URSZULA KRYŃSKA, ekonomistka PKO BP

Bolączką naszej gospodarki jest niski poziom innowacyjności. W dużej mierze wynika to ze stosunkowo niskiej wartości PKB per capita. Postęp w działalności innowacyjnej w Polsce ograniczają zapewne jednak także inne czynniki. Po pierwsze — stosunkowo duży rynek wewnętrzny, który zaspokaja sporą część potrzeb naszych firm, zniechęcając je do zagranicznej ekspansji. Po drugie — duży sąsiad zza Odry, z którym współpraca handlowa dobrze się układa. Wspólny mianownik dla tych czynników to brak bodźców do podejmowania ryzyka związanego z działalnością inwestycyjną. Dobrą wiadomością jest jednak to, że w ostatnim czasie innowacyjność się poprawia. Dowód to np. poprawa pozycji Polski w tzw. Global Innovation Index [w 2016 r. awansowaliśmy o siedem pozycji — red.], za co odpowiada w szczególności wzrost wartości eksportu firm produkujących gry komputerowe.

 

OKIEM EKSPERTA

Główne bariery tkwią w przedsiębiorcach

Krzysztof Domarecki, Selena FM

Koncepcję zbudowania pakietu zachęt dla firm aby uruchomiły eksport uważam za właściwą. Kluczowe będzie zbadanie, ile firm ma potencjał eksportowy. Obawiam się, że główne bariery wychodzenia na rynki międzynarodowe tkwią w samych przedsiębiorcach. Zarabiają na biznesie lokalnym i wiedzą, że eksport to jest wyższa szkoła jazdy a nie mają zasobów kadrowych ani umiejętności aby takie działania podjąć. Eliminacja tych barier potrwa lata. Jednocześnie jeśli chcemy mieć szybkie i duże efekty w rozwoju rodzimego eksportu to oprócz angażowania kolejnych instytucji państwowych należałoby postawić na proste mechanizmy zachęt podatkowych – np. silne ulgi podatkowe dla eksporterów.

Jednakże w dłuższym okresie, kluczowym czynnikiem kiepskich wyników eksportowych rodzimego przemysłu jest to, że sam ten przemysł stanowi niewielką część polskiej gospodarki. Bez strategii rozwoju dużych polskich firm nie będzie dużego eksportu. Tymczasem kolejne rządy stawiają na rozwój firm małych i średnich, których zdolności do operowania na rynkach międzynarodowych są w naturalny sposób ograniczone. Niemieckie Mittlestand to firmy o obrotach 1-5 mld Eur i to ten sektor generuje największą wartość dodaną i największą część eksportu.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Jak wykreować modę na eksport