Jakie wymówki stosują zadłużone firmy

Justyna Klupa
opublikowano: 2023-10-09 20:00

Przedsiębiorcy są kreatywni w tłumaczeniu unikania zapłaty przeterminowanych faktur. Jedni wykręcają się zatorami płatniczymi, inni wojną lub atakiem hakerów.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • Jakich tłumaczeń używają firmy, które nie płacą w terminie?
  • Jaki odsetek firm uważa, że zatory płatnicze są barierą w prowadzeniu działalności gospodarczej?
  • Jak długo firmy muszą czekać na zaległe pieniądze?
Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Rosną koszty biznesowej działalności, a wraz z nimi ryzyko spotkania nieuczciwego kontrahenta, który nie reguluje w terminie zobowiązań, co w konsekwencji może prowadzić to do zatorów płatniczych. Odbija się to negatywnie na płynności finansowej firm. Jak wynika z badania „Przeterminowanie faktur w polskich przedsiębiorstwach”, które zostało przeprowadzone przez TGM Research na zlecenie firmy Kaczmarski Inkasso w I kwartale 2023 r., 68 proc. ankietowanych uważa, że zatory płatnicze są barierą w prowadzeniu działalności gospodarczej. Z kolei 37 proc. postrzega brak przelewów w terminie jako istotny problem, z czego 16 proc. określa go mianem „bardzo poważnego”.

Katalog wykrętów

Dłużnicy wymyślają różne wymówki, którymi tłumaczą swoje opóźnienia lub brak zapłaty. Ich katalog jest szeroki. Nierzetelni przedsiębiorcy jako argument często podają bieżącą sytuację gospodarczą w Polsce i wojnę w Ukrainie. Padają wówczas takie wymówki, jak „była pandemia, teraz wojna, jeszcze się nie podniosłem”, „trudny okres mamy w tym momencie”. Częstym wyjaśnieniem dłużników jest urlop i brak możliwości wykonania przelewu. Co ciekawe, niektórzy przedsiębiorcy unikają rozmów z kontrahentami, a jeśli już dojdzie do kontaktu z nimi, udają, że nie są osobami decyzyjnymi i nie mogą wypowiadać się na tematy związane z przelewami.

Niektórzy dłużnicy posuwają się jeszcze dalej. Stosują zasadę „ząb za ząb”. Tłumaczą nieregulowanie zobowiązań, wychodząc z założenia „mi nie płacą, to ja też nie będę”. Zdarzają się i tacy, którzy nie robią przelewów, bo wprost kwestionują wykonanie usługi lub dostarczenie towarów albo ich jakość. Przeszkodą w oddaniu pieniędzy jest też rzekomy brak dokumentów potwierdzających transakcję lub wręcz kwestionowanie współpracy z wierzycielem, mimo że są na to dowody w postaci korespondencji.

Nowością wśród wymówek są cyberataki na rachunki bankowe, które uniemożliwiają przedsiębiorcom zapłatę wierzycielowi za wykonane usługi lub dostarczone produkty. Firmy wykręcają się również rzekomymi postępowaniami sądowymi. Nieuczciwi kontrahenci twierdzą, że są w trakcie upadłości lub restrukturyzacji, w związku z czym nie muszą regulować należności. Oczywiście nie są w stanie przedstawić wierzycielowi jakichkolwiek dokumentów potwierdzających, że przechodzą taki proces.

Właściciele jednoosobowych działalności mówią, że nie orientują się w sprawach finansowych firmy, bo obsługę rachunkową zlecają na zewnątrz. Po odebraniu połączenia od wierzyciela dłużnik odpowiada, że nie wie, o co chodzi, bo płatnościami zajmuje się wyłącznie księgowa. Czasem przedsiębiorcy słyszą otwarte stwierdzenia: „bo nie mam pieniędzy” lub „dlaczego mam płacić, skoro nie ma nakazu zapłaty?”.

Są też dłużnicy, którzy odwołują się do przykrych sytuacji rodzinnych, jak rozwód i śmierć członka bliskiej rodziny. Tłumaczą, że w takich okolicznościach biznes i rachunki to ostatnie rzeczy, o których myślą.

Weź udział w konferencji “Windykacja i zarządzanie należnościami 2023” >>

Po wsparcie do mediatora

Tymczasem zatory płatnicze są na tyle dotkliwe, że jedna czwarta firm ogranicza przez nie inwestycje, a 19 proc. podnosi ceny towarów i usług. Z kolei 13 proc. ma przez to problemy z wprowadzeniem produktów na rynek. Taki sam odsetek badanych odczuwa straty wizerunkowe spowodowane słabszymi warunkami finansowymi dostaw, które proponują im kontrahenci. Natomiast, co dziesiąta firma musi przez zatory zmniejszać zatrudnienie i obniżać pracownikom pensje.

Niektórzy właściciele firm mają dość czekania na zapłatę od dłużnika i decydują się na współpracę z firmą zajmującą się odzyskiwaniem należności.

– Kiedy dzwoni negocjator z firmy windykacyjnej, przedsiębiorcy są zaskoczeni, że nastąpił ciąg dalszy. Na poczekaniu tworzą wymówki, aby uniknąć płacenia. Taka postawa jest nieakceptowalna, ale mediatorzy doświadczeni w obsłudze firm potrafią szybko zdemaskować pozorantów. Zmyślone tłumaczenia to poważny problem, który wpływa negatywnie na zdrową konkurencję w biznesie oraz wiarygodność podmiotów na rynku. Są też oczywiście przypadki, kiedy ktoś ma poważne problemy biznesowe, na przykład w jego firmie był pożar czy zalanie, bądź osobiste, jak ciężka choroba. Ale w takich sytuacjach negocjatorzy podchodzą do dłużników z empatią i szukają rozwiązań, które pomogą im wyjść z finansowego impasu – mówi Jakub Kostecki, prezes Kaczmarski Inkasso.

Przedsiębiorcy, którym udało się odzyskać pieniądze, czekali na przelewy średnio 22 dni od upływu terminu płatności wskazanego na fakturze. Największą cierpliwością muszą wykazać się firmy budowlane. W tej branży opóźnienie w przelewach wynosi przeciętnie 27 dni, natomiast w handlu - 18 dni.