Przez dwa lata turystyka z oczywistych powodów nie miała za bardzo o czym rozmawiać podczas biznesowych kongresów i forów. Na szczęście jednak przygaszenie pandemii COVID-19 pozwoliło na stopniowy powrót do normalności oraz zastrzyk ograniczonego optymizmu. W związku z tym w programie K590 znalazł się panel „Perspektywy dla współpracy turystycznej w regionie Trójmorza”. Przy czym ten ostatni człon, który obowiązkowo okraszał nazwy debat w podwarszawskim Nadarzynie, zaistniał tylko na zakończenie dyskusji, dominowały w niej doświadczenia krajowe. W imieniu fundacji godła Teraz Polska panel prowadził Jarosław Górski, zaś uczestniczyli: Joanna Węglarczyk, dyrektor ds. strategii Polskiej Organizacji Turystycznej, Jan Korsak, doświadczony przedsiębiorca turystyczny i ekspert rynku, Krzysztof Raganowicz, prezes lokalnej organizacji turystycznej Metropolii Lublin oraz Bartłomiej Walas, profesor Wyższej Szkoły Turystyki i Ekologii w Suchej Beskidzkiej.
Pandemia podkopała filary turystyki
Poza transportem lotniczym, turystyka jest gałęzią gospodarki najsilniej uderzona przez pandemię. W Polsce liczba noclegów turystów krajowych spadła do poziomu sprzed dekady, a zagranicznych – sprzed dwóch. Obecnie jednak obserwowane jest odbicie, branża liczy, że w roku 2023 jej obroty wrócą do poziomu z 2019. Jak będzie z zyskami – to inny wątek, w którym koniecznie trzeba uwzględnić wpływ rosnącej skokowo inflacji.
Joanna Węglarczyk przypomniała starą prawdę, że każdy kryzys niesie nowe szanse. Przed pandemią goście zagraniczni stanowili 30 proc. ogółu turystów w Polsce, ale zostawiali 70 proc. pieniędzy uzyskiwanych przez branżę. Obecnie dominują Polacy, poruszający się zupełnie inaczej niż nabijający statystyki przyjezdni, którzy często wpadali na weekendowe city breaki do kilku sztandarowych metropolii. W nowej sytuacji biznes turystyczny stara się przede wszystkim wydłużać sezon oraz zainteresować gości mniej znanymi, ale także atrakcyjnymi miejscowościami i obiektami.
Całkowicie nowy rozdział dla turystyki otworzyła agresja Rosji na Ukrainę. Od marca gwałtownie wezbrała fala anulowania zagranicznych rezerwacji pobytów w Polsce. Czemu trudno się dziwić, wszak z punktu widzenia np. USA wojna toczy się nie w Ukrainie, lecz w Europie. Z tego powodu zdarzyły się rezygnacje ostrożnych Amerykanów z wyjazdów nawet do… Włoch, a co dopiero do bliskiej frontu Polski. Globalna wioska ma skojarzenia najprostsze i jeśli np. ogląda transmisję przemówienia prezydenta Josepha Bidena na zamku w Warszawie, ale przebijaną scenami walk pod Kijowem – to zapamiętuje. Z drugiej strony – Polska stała się pozytywnie rozpoznawalna, nasza przywojenna promocja ma konkretną wartość, którą fachowcy od ekwiwalentu reklamowego przeliczają na grube miliony. Być może efekt zostanie odłożony w czasie i przyjazdowy ruch turystyczny wróci do poziomu sprzed epidemii.
Bardzo doświadczony menedżer Jan Korsak podkreślił, że koronawirus właściwie zaburzył cały sens funkcjonowania branży turystycznej, wręcz podkopał jej fundamenty. Obecnie możemy mówić zaledwie o pozytywnych sygnałach, bardziej wiarygodny będzie bilans zamknięcia sezonu. Jedna jaskółka, czyli ogarnięcie pandemii, wiosny jeszcze nie czyni. Poza wojną w Ukrainie, najnowszą plagą turystyczną jest inflacja, powodująca skokowy, a wcześniej nieuwzględniany przy sprzedaży, wzrost kosztów usług. Migracja z Ukrainy natomiast otwiera szansę nadrobienia w Polsce niedoborów rąk do pracy także w branży turystycznej.
Zmieniają się kierunki i preferencje
Doświadczenia specyficznie położonego Lublina przekazał Krzysztof Raganowicz. W ruchu przyjazdowym do Polski miasto nie jest pierwszą destynacją, znajduje się raczej w pakiecie kilku atrakcji odwiedzanych kolejno. Lublin żył turystyką kulturową, która padła jako pierwsza ofiarą pandemii. Wśród gości zagranicznych naturalnie przeważali Ukraińcy – mowa o okresie przed wojną – oraz judaistyczne grupy z Izraela, USA i Wielkiej Brytanii. Obecnie diaspora ukraińska radykalnie zmieniła oblicze, przez miasto przewinęła się milionowa rzesza uchodźców, około 40 tys. zatrzymało się na stałe, ale to przecież nie turyści. Żydowskie odwiedziny kulturowe na razie nie zostały wznowione, natomiast największą grupę z Zachodu stanowią obecnie Niemcy.
Akademicki ekspert Bartłomiej Walas perspektywy turystyki ocenił słowami zapożyczonymi od klasyka: wiem, że nic nie wiem. Strategie rozwoju branży sprzed pandemii się posypały, zaś do tworzenia nowych jest jeszcze za mało danych. Poza tym wiele zjawisk występuje punktowo, czego przykładem w Polsce mogą być słynne city breaki – w Gdańsku znowu następuje letni rozkwit tych imprez, natomiast branża turystyczna w położonym geograficznie bliżej działań wojennych Krakowie wciąż cierpi (tu dygresja – bardzo wielu mieszkańców królewskiego grodu za specyficznymi weekendowymi gośćmi absolutnie nie tęskni…).
Paneliści zgodnie ocenili, że pandemia radykalnie zmieniła sposób komunikowania się firm turystycznych z klientami. Akcent naturalnie przeniósł się do sieci i na zindywidualizowaną promocję konkretnych destynacji. W relacji B2C całkowicie straciły na znaczeniu tradycyjne targi turystyczne, które przestano organizować z udziałem szerokiej publiczności. Natomiast w kontaktach B2B odżyły, okazało się że branża bardzo ceni wzajemne bezpośrednie kontakty operatorów.
Trójmorze to byt na razie życzeniowy
Na zakończenie panelu moderator przekierował dyskusję na wątek Trójmorza. Jan Korsak z własnych doświadczeń z państw tego regionu przypomniał, że to ogromny i bardzo ciekawy obszar, ale dramatycznie zapóźniony infrastrukturalnie. Przez Trójmorze podróżuje się po lądzie dwa, trzy razy wolniej niż w zachodnich państwach Unii Europejskiej. Trzeba zatem wszystko transportowo zszyć, poczynając od państw bałtyckich na północy aż po Adriatyk na południu.
Dla turystyki bardzo ważna jest wewnątrz Trójmorza współpraca transgraniczna dwóch czy kilku państw. Przykładem jest Grupa Wyszehradzka, ale takich modułów powinno być więcej. Ułatwia to promocję wspólnego produktu na odległych rynkach, np. w Chinach przed pandemią popularne były wyjazdy pakietowe – do Polski oraz państw sąsiednich, wyszehradzkich lub bałtyckich.
Generalnie Trójmorze ocenione zostało jako projekt obiecujący, ale zarazem komunikacyjnie bardzo ulotny. Poza sferą decydentów politycznych, sam taki termin nic nikomu nie mówi. Wśród Polaków od lat masowo wyjeżdżających do Chorwacji – na kołach przedzierających się tam w stresie przez wiele godzin – może 1 proc. ma świadomość, że to adriatycki filar przerzuconego wirtualnie pomostu. Dla rozwoju turystyki decydujące znaczenie ma zniesienie ogromnych barier w infrastrukturze transportowej obszaru Trójmorza. Dopóki się to nie uda, pozostanie ono bytem życzeniowym.

