Dotąd wydawało się, że propozycja Ministerstwa Finansów (MF), by nałożyć kaganiec na deficyty samorządów, będzie uderzać w lokalne budżety dopiero za kilka lat, kiedy rozkręci się następna pula unijnych funduszy. Okazuje się jednak, że zmiany mogą mieć silny wpływ na samorządy już w przyszłym roku.
Regionalna Izba Obrachunkowa (RIO) we Wrocławiu postanowiła wstępnie oszacować, jaki może być wpływ reformy na finanse dolnośląskich samorządów.
Wynik? Gdyby ustalony przez rząd limit został przekroczony, co czwarty samorząd w województwie musiałby na wiosnę ścinać deficyt.
Uwaga, rząd nadciąga
— To jest bardzo zgubny szacunek. Nie znamy kilku ważnych danych, więc musieliśmy przyjąć szereg założeń — mówi Elżbieta Jerzmańska z wrocławskiego RIO. Rządowa propozycja mówi, że w 2012 r. łączny deficyt w samorządach nie może przekroczyć 10 mld zł (w 2013 r. limit spadnie do 9 mld zł, a od 2014 r. ma zostać na poziomie 8 mld zł).
Weryfikacja, czy próg został przebity, będzie dokonana w marcu przyszłego roku — po tym jak wszystkie samorządy uchwalą budżety i prześlą je rządowi. Jeśli okaże się, że limit 10 mld zł został przekroczony (a może tak się stać), rozpocznie się skomplikowana procedura sanacyjna. Każdy samorząd będzie musiał sprawdzić, czy w uchwale budżetowej nie ma zaplanowanego tzw. nadmiernego deficytu. Sprawdza się to w relacji do dochodów samorządu (średnio z ostatnich trzech lat).
Relacja deficytu do dochodów tej konkretnej jednostki nie może przekraczać analogicznej relacji wyznaczonej dla całego sektora samorządowego (według wrocławskiego RIO, ten punkt odniesienia wynosi 0,129). Jeśli okaże się, że w konkretnym samorządzie wskaźnik wynosi np. 0,26, a wskaźnik dla całego kraju to 0,13, jednostka ta musi ściąć swój deficyt o połowę. Według analizy izby, taki przypadek może dotyczyć 48 spośród 196 dolnośląskich samorządów.
— Chcemy zwrócić naszym jednostkom uwagę na to, że proponowane przez resort finansów zmiany mogą mieć dla nich istotne znaczenie. Jeśli jakiś samorząd już teraz wie, że jego deficyt w stosunku do dochodów jest wysoki, musi monitorować sytuację i przygotowywać się na ewentualne korekty — mówi Elżbieta Jerzmańska.
Wrzutka przed metą
Jeśli założyć, że Dolny Śląsk nie odróżnia się wyraźnie od reszty kraju, również w innych województwach konieczność ścinania deficytów będzie powszechna.
— Próbujemy wydobyć od MF komplet danych potrzebnych do przeprowadzenia podobnej symulacji dla całego kraju. Wyniki wrocławskiej izby pokazują jednak już teraz, że skala zapowiadanego przez rząd dokręcenia śruby samorządom będzie bardzo duża. Cięcia wydatków inwestycyjnych byłyby masowe — mówi Danuta Kamińska, skarbnik Katowic, przewodnicząca Komisji Skarbników Unii Metropolii Polskich.
Projekt rządowy jest tak skonstruowany, że teoretycznie choćby limit deficytów został przekroczony tylko nieznacznie, procedura sanacyjna mogłaby obciąć setki samorządów. Skutek mógłby być taki, że deficyt — bez takiej ekonomicznej potrzeby — spadłby o kilka mld zł (czyli o tyle mniej, by w Polsce inwestowano). Takich zastrzeżeń do projektu samorządowcy mają wiele.
— Ta ustawa nie może przejść w takim kształcie. Pół roku temu po długich negocjacjach doszliśmy z rządem do porozumienia, a teraz resort finansów te ustalenia zrywa — mówi Andrzej Porawski, dyrektor Związku Miast Polskich.
Samorządowcy mają też pretensje, że o zmianach na przyszły rok informuje się ich dopiero teraz.
— To może wywrócić nasz budżet do góry nogami. Jesteśmy już po długich
pracach nad przyszłorocznym budżetem, długo ustalaliśmy szczegóły z
radnymi, a teraz okazuje się, że być może wszystko trzeba będzie robić
od nowa — mówi Jan Kownacki, wójt gminy Oława z Dolnego Śląska. Co
więcej, konsultacje z samorządami nawet się nie zaczęły, a rządowy
projekt w praktyce już samorządy obowiązuje.