Każdy chce do Sejmu

Andrzej Nierychło
opublikowano: 2005-03-15 00:00

Jakżeż nudno musi być w krajach, w których od stu lat w szranki wyborcze stają te same dwie czy trzy partie! W Polsce obowiązuje zasada, że im bliżej wyborów, tym więcej ruchu na scenie politycznej. Reguła ta sprawdza się także tym razem. Nie ma już tygodnia, aby nie dokonywały się podziały, fuzje i narodziny nowych partii. Można odnieść wrażenie, że organizacyjnym wysiłkom polityków szczególnie sprzyjają weekendy — ostatni przyniósł aż dwa partyjne noworodki.

Z analizowania subtelnych przesunięć w strefach oddziaływania Ligi Polskich Rodzin i księdza Rydzyka „Puls Biznesu” jest szczęśliwie zwolniony. Mamy jednak obowiązek odnotować utworzenie Stronnictwa Gospodarczego (SG), gdyż będzie ono miało — a przynajmniej poważnie deklaruje taką chęć — coś do powiedzenia w sprawach biznesu.

Na razie jednak wiadomo niewiele. Raczkujące od dwóch dni SG ogłosiło jedynie strategię „3 razy 10”. Ma to oznaczać dążenie do dziesięcioprocentowej stawki podatkowej (i PIT, i CIT), jednolitą dziesięcioprocentową stawkę VAT oraz nie większe niż dziesięcioprocentowe bezrobocie. Wszystko to oczywiście po wygraniu wyborów i objęciu władzy. O tym, w jaki sposób SG chciałoby takie dziesięcioprocentowe podatki zaprowadzić — na razie cisza. I to w sytuacji, gdy minister finansów ośmielił się zaproponować 18 procent, i to naraziło go na burę. Minister Gronicki najwyraźniej ma pecha, bo opinia publiczna traktuje go poważnie.

Można jeszcze powybrzydzać nad składem kadrowym inicjatorów nowego stronnictwa, gdyż jest to zestaw nazwisk cokolwiek w polityce przechodzonych. Można wreszcie wzruszyć ramionami i podobne inicjatywy zlekceważyć. Kto dzisiaj pamięta o Polskiej Unii Gospodarczej (PUG), zakładanej — traf chce — akurat przed poprzednimi wyborami? Ostatnia pozycja w dziale „aktualności” na stronie internetowej PUG jest datowana na sierpień 2002 r. Jeśli zaś SG jakimś cudem zdobędzie władzę, to jedyną „dziesiątką”, jakiej można się spodziewać, będzie 10 złotych za litr benzyny...

Wszyscy mówią o potrzebie oddzielenia gospodarki od polityki. Jest więc czymś oryginalnym, że część polityków chce odpolitycznić gospodarkę poprzez zakładanie gospodarczych partii politycznych. Wynika to wprost z osobliwego pojmowania demokracji przez niektórych gentlemanów: demokracja jest wówczas, kiedy inni robią to, co ja uważam za słuszne.