Kiedy pęknie bańka technologiczna i co z tego wynika dla GPW

opublikowano: 18-06-2018, 15:51
aktualizacja: 18-06-2018, 16:36

Załamania niekorzystnej dla emitentów z warszawskiej giełdy tendencji umacniania się spółek z „nowej gospodarki” na tle przedstawicieli tradycyjnych branż należy spodziewać się dopiero za około 12-18 miesięcy.

Nie widać sygnałów rychłego zakończenia tendencji lepszego zachowania obfitującej w spółki technologiczne giełdy nowojorskiej na tle opartego na tradycyjnych technologiach parkietu w Warszawie, zgodnie zauważali dwa tygodnie temu uczestnicy debaty rynkowej „PB”. Z drugiej strony wśród specjalistów globalnych instytucji trwa debata, czy w technologiach mamy już do czynienia z bańką, po tym jak indeks amerykańskich blue chipów z tego sektora Nasdaq100 wzrósł od dna sprzed dziewięciu lat ponad siedmiokrotnie. Zdaniem specjalistów z Bay Crest Partners oraz LPL Research rosnącej sile relatywnej spółek technologicznych grozi większa korekta, po tym jak zbliżyła się na dystans zaledwie 3 proc. do szczytu z 2000 r. Jednak zarządzający towarzystwa BlackRock Russ Koesterich podkreśla, że o bańce w technologiach nie może być mowy, skoro wskaźnik cena/zysk dla sektora technologicznego jest o 13 proc. wyższy od średniego na rynku, podczas gdy w szczycie tamtej bańki różnica ta sięgała 166 proc.

Paradoksalnie, obie strony mogą mieć po części rację - bańka jest, ale na razie nie powinna pęknąć – podpowiada analiza techniczna wykresu siły relatywnej kursów spółek z „nowej” oraz „starej gospodarki”. Aby wywnioskować, czy w najbliższych latach na rynkach akcji w cenie będą reprezentanci pierwszej czy drugiej grupy, poddaliśmy analizie wykres relacji wartości dwóch subindeksów S&P500, głównego wskaźnika Wall Street. Pierwszy z nich skupia spółki wzrostowe, należące do szybko rozwijających się sektorów gospodarki i przez to zwykle wysoko wyceniane, drugi – tzw. value stocks, spółki uważane za niedowartościowane, pochodzące zwykle z tradycyjnych branż i notowane przy niskich wycenach.

Okazuje się, że relacja ta rzeczywiście znalazła się w strefie wskazującej na przewartościowanie spółek wzrostowych (do tej grupy zaliczają się w większości spółki technologiczne), na tle spółek z branż o niskich wycenach (tutaj najwięcej jest przedstawicieli starej gospodarki). Jednak przewartościowanie to wciąż jest znacznie mniejsze niż w przeszłości, gdy dochodziło do zmiany panującej w tej kwestii tendencji.

Po tym jak od początku roku współczynnik wzrósł już o 12 proc., relacja obu wskaźników jest już tylko nieco poniżej wartości ze szczytów bańki internetowej, zauważali w raportach sprzed tygodnia specjaliści Bay Crest Partners oraz LPL Research. Mimo to samo jej wychylenie od długoterminowego trendu jest obecnie dużo słabsze niż tuż przed pęknięciem tamtego bąbla spekulacyjnego, jeśli określać je w odniesieniu do wartości relacji, jaką w danym momencie należy uznać za neutralną. Ten neutralny poziom podnosi się z biegiem czasu, a zwyżkującą tendencję opisuje na wykresie kanał o nachyleniu sięgającym około 1 proc. rocznie (to oznacza, że oczekiwana przez inwestorów stopa zwrotu ze spółek technologicznych jest o 1 punkt procentowy wyższa niż w przypadku przedstawicieli „starej gospodarki”).

Za przyjęciem hipotezy takiej strukturalnej tendencji umacniania się spółek wzrostowych do „value stocks” o 1 proc. rocznie, przemawia nie tylko łatwość rozpoznania jej na wykresie. Takie zjawisko byłoby zrozumiałe z punktu widzenia teorii finansów, jeśli przyjąć że inwestowanie w spółki technologiczne wiązałoby się z wyższym ryzykiem, czyli wyższą zmiennością ich notowań, niż w przypadku spółek z tradycyjnej gospodarki, związaną z wyższym ryzykiem niewypłacalności ich szybko rosnących biznesów. Nawiasem mówiąc, w wyższej zmienności upatruje się przyczyny dobrze udokumentowanego zjawiska wyższych stóp zwrotu z inwestowania w małe spółki, w porównaniu ze stopami zwrotu z inwestycji w blue chipy. To, że rzeczywiście taka strukturalna tendencja zachodzi, trzeba w tym miejscu przyjąć nieco na wyrost, jednak przyjrzyjmy się wnioskom wyciągniętym w oparciu o założenie, że tak jest.

Wychylenie relacji subindeksu spółek wzrostowych oraz „value stocks” jest obecnie zbliżone do stanu na około 12-18 miesięcy przed osiągnięciem szczytu w poprzednich dwóch bańkach – internetowej z lat 90. oraz bańki „starej gospodarki” z kolejnej dekady. Jeśli zatem założymy, że historia się powtórzy, to przy zachowaniu ostrożności ze względu na inwestowanie na przewartościowanym rynku, w średnim terminie wciąż należy preferować spółki technologiczne wobec spółek z tradycyjnych gałęzi gospodarki. Sytuacja zapewne zmieni się dopiero, gdy bańka pęknie (mniej prawdopodobnym scenariuszem, o którym w tym miejscu nie będziemy pisać, jest powolne schodzenie powietrza z bańki).

Zapowiedzią pękania bańki (czyli sygnałem do zaprzestania gry pod dalsze umacnianie się spółek z "nowej gospodarki" na tle spółek ze "starej gospodarki") będzie dopiero zmiana tendencji na wykresie na spadkową. Byłoby to widoczne po przełamaniu linii trendu łączącej dołki z lat 2013-2014 i 2016-2017 (leżącej na wysokości 1,38) oraz przełamanie od góry górnego ograniczenia długoterminowego kanału zwyżkującego (1,32). To oznaczałoby, że o zmianie tendencji można byłoby mówić dopiero przy spadku relacji o 9-13 proc., w porównaniu z obecnie obserwowanym poziomem 1,52.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / Kiedy pęknie bańka technologiczna i co z tego wynika dla GPW