Kolej i energetyka się lenią

Agnieszka Jabłońska
opublikowano: 2010-08-24 12:28

Maruderzy nie tknęli unijnej kasy. Elżbieta Bieńkowska ma dość. Minister rozwoju postawiła im ultimatum.

Sektory, które do końca roku się nie poprawią, stracą unijne dotacje — grozi resort rozwoju.

Nie chcąc stracić ani centa z 67 mld EUR, które Polska dostała z UE na lata 2007-13, Ministerstwo Rozwoju Regionalnego (MRR) wzięło do galopu instytucje odpowiedzialne za podział unijnej kasy. Maruderzy muszą do końca roku udowodnić, że pieniędzy nie zmarnują — wynika z pisma MRR, do którego dotarł "Puls Biznesu". Jeśli ministerstwa nie przekonają, kasa popłynie gdzie indziej.
Koleje kuleją

Słabym ogniwem są przede wszystkim koleje. Do połowy lipca 2010 r. PKP Polskie Linie Kolejowe (PLK) podpisał w ramach działania 7.1 Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko jedynie dwie umowy o dofinansowanie na kwotę 39,2 mln zł. To zaledwie 0,2 proc. przeznaczonych na ten cel 20 mld zł!

Z dokumentu MRR wynika, że słaby rezultat to skutek złożonego charakteru inwestycji w sektorze, "deficytu podejścia strategicznego" i nieskuteczności zarządu. Zarząd charakteryzuje "brak zorientowania na osiąganie konkretnych rezultatów, trudności decyzyjne i koncentracja na bieżącym administrowaniu obszarem". Mimo to resort rozwoju zapowiada, że kolej dotacji nie straci.

— Od momentu, w którym powstał dokument, prace nabrały tempa. PKP PLK ma się trzymać masterplanu przygotowanego pod koniec czerwca. Udało się podpisać kolejne umowy (obecnie jest ich siedem), które stanowią 12 proc. dostępnego budżetu. Do końca roku wartość kontraktacji ma przekroczyć 50 proc. alokacji — tłumaczy Adam Zdziebło, wiceminister rozwoju regionalnego.

Elżbieta Bieńkowska
Elżbieta Bieńkowska
None
None

Energetyka śpi

"Natychmiastowych kroków zaradczych" i "specjalnych planów naprawczych" wymaga zdaniem MRR energetyka. Do tej pory na inwestycje w wytwarzanie i dystrybucję energii oraz biopaliw ze źródeł odnawialnych do beneficjentów trafiło zaledwie 7,5 mln zł, czyli 0,3 proc. dostępnej puli.

Jeszcze gorzej jest w przypadku inwestycji poprawiających bezpieczeństwo energetyczne (m. in. dywersyfikacja źródeł energii). Do lipca udało się podpisać ledwo dwie umowy o dofinansowanie, o wartości równej 0,1 proc. dostępnej kwoty.

Poślizg w wydawaniu pieniędzy z UE to m.in. skutek konieczności notyfikacji w Komisji Europejskiej oddzielnych projektów, zawiłych przepisów środowiskowych i problemów z pozyskiwaniem gruntów pod inwestycje. Ale nie tylko. MRR pod znakiem zapytania stawia również kompetencje kadry zarządzającej spółkami z branży.

— Głównymi beneficjentami dotacji na energetykę są instytucje publiczne. Panuje w nich olbrzymi bałagan w podejmowaniu decyzji. Choć mowa o tym od trzech lat, gotowych projektów nie widać. Nie ma nawet kompletnej dokumentacji. A są to przecież inwestycje wieloletnie — ocenia Jerzy Kwieciński, wiceprezes Europejskiego Centrum Przedsiębiorczości.

Więcej optymizmu wykazuje MRR.

— Do końca 2010 r. wartość podpisanych umów powinna sięgnąć 40 proc. alokacji. Wynika to z mapy drogowej, którą po wielu spotkaniach uzgodniliśmy z Ministerstwem Gospodarki i beneficjentami: m.in. PGNiG i Gaz-Systemem. Przed nami realizacja dużych zadań, np. budowa połączenia elektroenergetycznego Polska — Litwa. Pierwsza z pięciu umów powinna zostać podpisana w tym roku — wyjaśnia Adam Zdziebło.

Na bakier z nauką

Słabo jest z wykorzystaniem unijnego wsparcia na styku nauki i biznesu. MRR twierdzi, że przedsiębiorcy niechętnie korzystają ze wsparcia jednostek badawczych, a badania prowadzone za pieniądze z UE nie są komercjalizowane.

"Istotna część zagrożeń i słabych stron polskiej gospodarki wynika z niskiego poziomu świadomości i postaw proinnowacyjnych, zarówno po stronie przedsiębiorców, jak i po stronie świata nauki" — czytamy w dokumencie resortu rozwoju.

— Rezultatem badań powinien być produkt, który trafi na rynek, a nie na półkę. Inaczej to wyrzucanie pieniędzy. Należałoby wspierać dobre pomysły i punktować je za innowacyjność. Bodźcem byłoby też dodatkowe dofinansowanie badań realizowanych przy współpracy z uniwersytetami. Teraz firmy dostają zwrot takiej samej części kosztów badań, bez względu na to, czy współpracują z jednostkami naukowymi czy nie. Taniej wychodzi, gdy prowadzą je samodzielnie — ocenia Grzegorz Kołodziej, kierownik biura funduszy europejskich w giełdowym Comarchu.

Fragment tekstu pochodzi z wtorkowego wydania "Pulsu Biznesu"

KUP WYDANIE ON LINE>>

Możesz zainteresować się również: