Komu premia, komu zawał

opublikowano: 08-01-2019, 22:00

Czy wiedziałeś, że dyrektorska choroba sto razy bardziej grozi pracownikowi call center niż prezesowi korporacji?

Pamiętacie, jak inżynier Karwowski zasłabł na placu budowy? Lekarz pogotowia stwierdził, że to zawał, nawet go nie badając. Dlaczego było to dla niego oczywiste? Gdy kręcono „Czterdziestolatka” — i jeszcze wiele lat później — powszechnie uważano zawał serca za chorobę dyrektorską: wynik stresu związanego z odpowiedzialnością, pełnieniem ważnych funkcji. Serialowa diagnoza się potwierdziła. Nowe badania obalają jednak przekonanie, że serducho siada zwykle menedżerom. Jest dokładnie na odwrót: problemy kardiologiczne imają się najczęściej kiepsko opłacanych pracowników szeregowych, a szefowie na ogół trzymają się mocno! Dlaczego? Psychologowie Wojciech Eichelberger i Jacek Santorski tłumaczyli kiedyś, że liderów biznesu cechuje przewaga energetyczna. Tłumacząc z języka psychologicznego: są silniejsi, zdrowsi, bardziej odporni od zwykłych zjadaczy korporacyjnego chleba. Ot, wybrańcy bogów, herosi, farciarze, którzy wygrali los na genetycznej loterii, a przynajmniej entuzjaści rozwoju osobistego, dzięki któremu wyszli ze swojej strefy komfortu i stali się lepszymi wersjami siebie.

Prawda wygląda banalnie: plaga zawałów ma związek z niedostatkiem, złym odżywianiem, brakiem pieniędzy na lekarza. W grupie wysokiego ryzyka są też ludzie z najniższych szczebli firmowej hierarchii. Tacy, którzy o niczym nie mogą decydować i nigdy nie są pytani o zdanie. Tacy, którym w detalach się narzuca, co kiedy, ile i w jakim tempie mają robić. Od razu myślimy o poniewieranym budowlańcu z taczką i zahukanej kasjerce w hipermarkecie — ale nie. Wpływu na swoją pracę i poczucia sprawstwa pozbawiono równieżmiliony białych kołnierzyków. To ofiary cyfrowego tayloryzmu, pracy przy taśmie XXI wieku — wyjaśnia Joanna Stępień, ekspertka od komunikacji i umiejętności miękkich. Do grona nieszczęśników zalicza recepcjonistkę w szpitalu, która nawiązując kontakt z pacjentem, musi ściśle trzymać się narzuconych standardów obsługi. Inny przykład to gość z infolinii — leży przed nim skrypt, zgodnie z którym odpowiada na pytania klientów. Od tych osób nie oczekuje się kreatywności (ulubione słowo guru biznesu), lecz mechanicznego opanowania kilku prostych, odmóżdżających czynności. I po co tyle lat studiowali marketing i chodzili na korepetycje z mandaryńskiego? Najpierw tym biedakom psuje się nieużywany umysł, potem serce. Kolejną przyczyną zawałów jest poczucie krzywdy z powodu niskich płac — wskazuje niemiecki ekonomista Armin Falk, który na potrzeby eksperymentu przemienił swoją pracownię w typową firmę stosującą wyzysk. Zatrudnił sporą grupę osób do mozolnych obliczeń, a ponieważ robiły to coraz dokładniej i szybciej, firma zwiększała przychody i zyski, tyle że pracownicy nic z tego nie mieli. Podwyżki i premie zgarniali menedżerowie, choć nawet bez tego zarabiali kilkadziesiąt razy tyle, ile ich podwładni. Wkrótce — jako rezultat niesprawiedliwości — wśród pracowników o jedną trzecią wzrosły stres i zagrożenie chorobą serca.

Jeśli wierzyć badaniom, ponad połowa Polaków uważa, że zarabia za mało. Gorzej jest tylko w Chinach (dwie trzecie narzekających na pensje). Ale który szef — i psycholog biznesu — przejmie się źle opłacanym podwładnym i jego dyrektorską chorobą? © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy