Do początku majowego weekendu zostało niewiele czasu — tydzień i kilka godzin. Więc to już ostatni dzwonek, by coś zaplanować.
Jeszcze w latach 80. problem planowania majowego weekendu nie istniał. Początek był zarezerwowany odgórnie, a jeżeli układ kalendarza sprzyjał, to co najwyżej można było wyskoczyć na daczę.
Powiew demokracji
Od początku lat 90. sytuacja się skomplikowała. Wolny jest już nie jeden ale dwa dni, a bez nadmiernego eksploatowania zasobów urlopowych, można wyjechać nawet na ponad tydzień.
Trzeba przyznać, że Polacy się trochę rozbestwili. Dacza stała się passé. Teraz rozważa się wyjazdy w ciepłe kraje, a w najgorszym wypadku do polskich pensjonatów.
Rozgrzewka przed latem
Majowy weekend stał się dla naszych rodaków próbą generalną przed wakacjami. Dlatego już w marcu, w biurach podróży pojawiają się oferty wyjazdów majowych, a pensjonaty prześcigają się w wymyślaniu atrakcji.
Czas można spędzić wylegując się plaży lub aktywnie — w siodle albo na górskich wędrówkach np. w Słowackim Raju. Można też pozwiedzać. A nie trzeba wyjeżdżać daleko. Za naszą wschodnią granicą jest znacznie mniej turystów niż w Berlinie czy Pradze, a wcale nie mniej atrakcji. Dla miłośników rodzimych krajobrazów też się coś znajdzie. Można zaszyć się w puszczy i zapolować z aparatem na łosia lub uciec na Mazury. Kto lubi wypoczynek „tematyczny”, ten może cofnąć się w czasie — zależnie od gustu — do średniowiecza, rzeczpospolitej szlacheckiej lub PRL. Wybór jest spory. Zostaje tylko jeden problem. Coraz mniej czasu na decyzję…
