Koniec obniżek

Kamil Zatoński
opublikowano: 2005-10-26 00:00

Rząd Kazimierza Marcinkiewicza nie ma co liczyć na tak zdecydowane cięcie stóp NBP, jakie towarzyszyły początkom rządów Leszka Millera.

Dziś Rada Polityki Pieniężnej (RPP) zdecyduje o poziomie stóp procentowych. Nikt z uczestników rynku nie ma wątpliwości, że nie powtórzy się sytuacja sprzed czterech lat, kiedy tuż po powołaniu rządu kierowanego przez Leszka Millera rada obniżyła stopy, i to aż o 1,5 pkt proc.

Żadnych analogii

Po pierwsze — nie ma jeszcze nowego gabinetu, a rozmowy koalicjantów przeciągają się i nie są łatwe, co rodzi ryzyko polityczne. Po drugie — sytuacja makroekonomiczna jest zgoła odmienna niż w 2001 r. Wtedy inflacja spadała w bardzo szybkim tempie, co ułatwiało podjęcie decyzji o cięciu stóp. O ile w styczniu 2001 r. wynosiła jeszcze 7,4 proc., o tyle już we wrześniu spadła do 4,3 proc., a pół roku później na dłuższy czas znalazła się w okolicach 1 proc. Nic więc dziwnego, że już w tydzień po utworzeniu rządu Leszka Millera RPP zmniejszyła podstawową stopę procentową o 1,5 pkt proc., a w sumie przez następny rok aż o 7 pkt proc. — do 7,5 proc.

Stopa referencyjna jest obecnie na poziomie 4,5 proc. i rynek — biorąc pod uwagę kwotowania kontraktów na przyszłą stopę procentową (FRA) — nie jest nawet przekonany o tym, czy w listopadzie rada zdecyduje się na obniżkę. Innego zdania jest Jacek Wiśniewski, główny ekonomista Raiffeisen Bank Polska, który spodziewa się jeszcze obniżki, ale minimalnej — o 25 pkt baz.

— Władze monetarne dały wyraźny sygnał, że poczekają na wszystkie dane o gospodarce za trzeci kwartał. Nie mniej istotny jest też rozwój sytuacji na scenie politycznej. To skłoni radę do przesunięcia obniżki stóp o miesiąc — uważa Jacek Wiśniewski.

PiS zmieni zdanie

Zdaniem ekonomisty Raiffeisena, będzie to ruch kończący cykl zmniejszania stóp procentowych. Rząd PiS nie może więc liczyć na spełnienie postulatów, które zgłaszał zarówno Kazimierz Marcinkiewicz, jak i Cezary Mech, twórca programu gospodarczego zwycięskiej partii. Obaj politycy stwierdzili, że nie ma powodów, by cena pieniądza w Polsce znacząco odbiegała od jej poziomu w strefie euro, więc będą starali się skłonić RPP do obniżki stóp do 2,5-3,0 proc.

— Sądzę, że po rozmowach z bankiem centralnym rząd inaczej spojrzy na politykę pieniężną. Nie ma bowiem żadnych argumentów za tym, by nominalne stopy były na tym samym poziomie. Trzeba też zwrócić uwagę na to, że jeśli inflacja przyspieszy w przyszłym roku, to realne stopy będą rekordowo niskie — mówi ekonomista Raiffeisena.

Możesz zainteresować się również: