Tuż przed sesją rosły nadzieje, że piątkowe spadki na GPW będą tylko krótkim przystankiem przed dalszym rajdem na północ. Niestety, już na dzień dobry krajowe blue chipy zanurkowały o ok. 1 proc. Próby powrotu WIG20 do zielonej strefy rynku skończyły się na rozwianych nadziejach. W przeważającej części sesji WIG20 balansował na granicy 1,7 tys. pkt. Dopiero na finiszu, kiedy indeksy na Wall Street mocno zanurkowały, spadki na GPW przyspieszyły. Ostatecznie WIG20 stracił 2,1 proc. i utrzymał się powyżej wsparcia 1,7 tys. pkt. Na szczęście spadki nie miały aż tak wielkiego potwierdzenia w obrotach, które na całym rynku minimalnie przekroczyły 0,9 mld zł.
Wśród krajowych blue chipów najmocniej w dół poszły akcje Polnordu, który stracił ponad 7,4 proc. Przeceny spółki nie powstrzymał nawet prezes, który zanegował jakoby zamieszana była ona w feralne opcje walutowe. Cóż jednak, tylko w zeszłym tygodniu akcje Polnordu urosły o ponad 16 proc., więc można było realizować zyski. Podaż zaatakowała również Lotos, który stracił 5,3 proc. Wciąż nie milkną echa drastycznej rekomendacji dla akcji spółki naftowej wycenionej na zero. Spadkom nie oparł się również m.in. KGHM, który oddał 3,2 proc. na fali taniejącej na giełdzie metali w Londynie miedzi.
Na szerokim rynku podaż rzuciła na kolana spółki, które przeinwestowały w opcje walutowe. Rafako straciło ponad 32 proc., a Ropczyce blisko 27 proc. Spadkom nie oparł się również bank Millennium, który oddał 3,1 proc. To już kolejny dzień przeceny banku, który cierpi z powodu sprzedaży feralnych produktów opcyjnych. Podobnie przebiegały notowania Kopexu, ale w porę kurs spółki zawrócił. Wszystko dzięki zapowiedziom jej prezesa, który oznajmił że na koncie producenta maszyn i urządzeń górniczych nie ma „złych” opcji. Notowania Kopexu ostatecznie zakończyły się neutralnie.
Na wczorajszej sesji kupujący mieli bardzo mało argumentów. Na parkiet co rusz trafiały coraz gorsze dane makro ze światowych gospodarek. Przede wszystkim dotyczyły one listopadowej aktywności w sektorze wytwórczym. Choć prognozy i tak zawierały w sobie dużą dozę pesymizmu, to dane w każdym z krajów okazały się dużo gorsze od założeń. Także i z Polski. Były one dość ważne, gdyż pozwalają wybiec w przyszłość. Skoro przedostatni miesiąc roku był zdecydowanie nieprzychylny produkcji, to grudzień ma szanse być jeszcze gorszy. To zdecydowanie odbije się na wartości PKB za IV kwartał. Inwestorzy powinni już zdawać sobie sprawę, że na cudowne ozdrowienie światowych gospodarek nie ma co liczyć.
Podczas wtorkowej sesji na parkiet nie trafią żadne ważniejsze dane makro. To
nie oznacza jednak, że inwestorzy mogą zupełnie nie przejmować się przebiegiem
notowań. Warto zwrócić uwagę na wyniki amerykański detalistów, takich jak Sears
czy Staples, które pojawią się jeszcze przed sesją na Wall Street. Prognozy nie
są zbyt obiecujące, więc zaskoczenia raczej nie będzie.