Czytasz dzięki

Kowal się ukrył, cygan nie zawisł

opublikowano: 28-05-2020, 22:00

Tytułowa modyfikacja ludowego przysłowia, nawiązująca do posiedzenia Sejmu, wymaga rozszyfrowania postaci.

Kowal to Mariusz Kamiński, minister spraw wewnętrznych i administracji (a także służb specjalnych), zaś cygan — Jacek Sasin, wicepremier oraz minister aktywów państwowych. Związany z niedoszłymi wyborami kopertowymi wniosek Koalicji Obywatelskiej o wotum nieufności objął jedynie Sasina i oczywiście przepadł. Jeszcze nigdy w III RP opozycji nie udało się usunąć ministra, albowiem musi ona zebrać w Sejmie co najmniej 231 głosów. Najbliżej wotum nieufności był w 2000 r. minister skarbu Emil Wąsacz, który doczekał się aż 229 głosów, ale chciała go wyrzucić także część rządzącej Akcji Wyborczej Solidarność. Nieskuteczność wniosku KO była oczywista, jednak tym razem kuriozalna okazała się sama jego konstrukcja — otóż dotyczył wyłącznie stanowiska ministra i nie tykał Jacka Sasina jako wicepremiera! Gdyby takie połówkowe wotum nieufności jakimś cudem przeszło, sytuacja stałaby się absurdalna…

Jacek Sasin obroniony został przed wotum nieufności, tak jak wcześniej wszyscy ministrowie III RP.
Zobacz więcej

Jacek Sasin obroniony został przed wotum nieufności, tak jak wcześniej wszyscy ministrowie III RP. Forum

Całkowicie pomijając tytułowego kowala, wnioskodawcy zignorowali znane im fakty. Przecież premier Mateusz Morawiecki podpisał 16 kwietnia dwie bliźniacze decyzje administracyjne. Tą o numerze BPRM.4820.2.4.2020 polecił Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych wydrukowanie kart do głosowania, instrukcji i oświadczeń wyborców, wykonanie zadania nakazał ministrowi Mariuszowi Kamińskiemu, który koszty miał pokryć ze swojej części budżetu. Tą o numerze BPRM.4820.2.3.2020 polecił Poczcie Polskiej zrealizowanie głosowania wyłącznie korespondencyjnego, wykonanie zadania nakazał ministrowi Jackowi Sasinowi, który koszty miał pokryć ze swojej części budżetu. Ciekawe, że poczta mogła podeprzeć się podwykonawcami, natomiast w poleceniu dla PWPW takiej możliwości nie było. Generalnie jednak zarzut we wniosku KO, jakoby Jacek Sasin „zlecił druk kart do głosowania oraz dystrybucję pakietów wyborczych wśród obywateli”, okazał się częściowo trafieniem kulą w płot. Być może siedzącego w sprawie wyborów cicho Mariusza Kamińskiego pominięto dlatego, że zaledwie w lutym objęty był wnioskiem o wotum nieufności z innych powodów.

Na szczęście dla Polski szkodliwa hucpa wyborcza trafiła do kosza. Pozostaje problem jej kosztów, szacowanych — na podstawie faktur — na blisko 70 mln zł. Zbyt pochopny jest jednak osąd, że roztrwoniono aż tyle publicznych pieniędzy. Procedowana w Senacie specustawa o głosowaniu hybrydowym zakłada częściowe wykorzystanie pakietów wyborczych. W pełni nadają się koperty oraz druki oświadczeń wyborców, chociaż trudno przewidzieć, ile będzie potrzebnych — osobiście szacuję zainteresowanie fakultatywnym trybem korespondencyjnym na 10-15 proc. głosujących. Wielomilionowy nadmiar kopert Poczta Polska rzecz jasna sobie zagospodaruje. Gorzej z ponad 30-milionowym nakładem produktu PWPW. Pseudokarty do głosowania bez wzoru w Dzienniku Ustaw od początku miały status prawny śmiecia. Zgłaszam jednak obywatelską inicjatywę zmniejszenia marnotrawstwa w budżecie MSWiA — chętnie zapłacę np. 100 zł za taką fałszywkę jako… kartę kolekcjonerską. Myślę, że znajdzie się masa chętnych do takiego zakupu. W końcu to świadectwo największego w dziejach III RP po obaleniu komuny pogwałcenia konstytucyjnych i kodeksowych zasad uczciwych wyborów. Ich opoka, czyli oryginalna pieczątka konkretnej komisji obwodowej liczącej głosy, w ogóle nie była na fałszywce przewidziana…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane