Kraków karmi wszystkie zmysły

Marta Maj
opublikowano: 2023-09-01 14:30

Magdalena Budek, Patrycja Curyło i Elżbieta Zwolak są założycielkami firmy Gamescape, a prywatnie przyjaciółkami. Od lat wzajemnie się inspirują miejscami wartymi odwiedzenia. Dzielą swój wolny czas między Kraków znany i mniej znany. Słuchają muzyki w Filharmonii Krakowskiej i spacerują śladami Jacka Malczewskiego, by na koniec posmakować kuchni łączącej tradycję z nowoczesnością w restauracji Vanilla Sky.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Magdalena Budek: z muzyką od młodych lat

Jestem rodowitą krakowianką, a muzyka klasyczną fascynuję się od czasów podstawówki za sprawą warsztatów organizowanych przez Filharmonię Krakowską. Pod koniec lat 90. ta instytucja rozpoczęła cykl koncertów symfonicznych dla młodzieży Musica – ars amanda, co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że muzyka to sztuka, którą warto pokochać. Filharmonia organizuje też koncerty dla dzieci – starszych przedszkolaków i uczniów młodszych klas podstawówek oraz spotkania muzyczne Smykowe granie dla dzieci do trzeciego roku życia wraz z opiekunami i mam dopiero oczekujących potomstwa. Co więcej, przez kilka lat organizowała także Spotkania z Panią Melodią w ośrodkach dla dzieci niepełnosprawnych i przewlekle chorych. Pamiętam, że za moich czasów to muzycy przychodzili do szkoły i zamieniali salę gimnastyczną w salę koncertową.

Myślę, że w wielu młodych ludziach te warsztaty zaszczepiły chęć poznania muzyki klasycznej i pobudziły wrażliwość na świat dźwięków. Dodatkowo, poznając miejsca kultury w młodym wieku, często kontynuujemy wyprawy do nich, będąc już osobami dorosłymi. Nie ma strachu czy onieśmielenia. Wspaniale wspominam swoją pierwszą wizytę w filharmonii – nie do opisania był dla mnie ten klimat, atmosfera i akustyka!

Krakowska filharmonia ma także bogatą historię. Pierwszy koncert odbył się tam w sobotę, 3 lutego 1945 r., o godz. 15.30 w sali kinoteatru Świt. Pod batutą Zygmunta Latoszewskiego wykonano „Odwieczne pieśni” op. 10 Mieczysława Karłowicza, II koncert fortepianowy f-moll op. 21 Fryderyka Chopina – z solistą prof. Zbigniewem Drzewieckim – oraz VI symfonię „Patetyczną” op. 74 Piotra Czajkowskiego. Niestety, 11 grudnia 1991 r. część budynku strawił pożar. Sala koncertowa spłonęła, a w kłębach dymu na rękach wynoszono fortepiany, z zaplecza ratowano instrumenty i nuty. Nie udało się ocalić wielu instrumentów, m.in. nowych organów, które miały służyć przez najbliższe sto lat… Jednakże w niedługim czasie filharmonia powróciła do swojej świetności, a w 1996 r. do sali estradowej trafiły nowe organy i odtąd ponownie możemy podziwiać piękno muzyki w pełnej okazałości. Często na wspólne wyjścia z Patrycją i Elżbietą wybieramy koncerty w tym magicznym miejscu.

Patrycja Curyło: śladami Jacka Malczewskiego

Poznałam Kraków, kiedy przyjechałam na studia. Spędziłam tu kawał życia, ale dopiero po 15 latach odkryłam, że są jeszcze miejsca całkowicie mi nieznane. Jednym z nich była trasa spacerowa śladami Jacka Malczewskiego – polskiego malarza, który mieszkał i tworzył w Krakowie.

To niezwykły szlak, szczególnie na upalne dni – rozciąga się od ul. św. Bronisławy przez Al. Waszyngtona aż do Emaus. Przy ścieżce rosną przepiękne stare drzewa – pomniki przyrody, które rzucają na drogę przyjemny cień. Jesteśmy w centrum miasta, ale możemy poczuć się jak na łonie natury. Trzy kilometry od Rynku Głównego można w pełni się nacieszyć zielenią, a idąc dalej drogą, dojść na kopiec Kościuszki.

Podążając tą trasą, możemy podziwiać także zabytki architektoniczne. Po jednej stronie kościół św. Salwatora, który uchodzi za jeden z najstarszych w mieście, a po drugiej zabytkowe wille. Powstały w większości w latach 1909-13 jako mieszkania dla urzędników. Było to jedno z pierwszych w Krakowie osiedli budowanych przez rodzaj spółdzielni mieszkaniowej – Towarzystwo Urzędników Budowy Tanich Domów Mieszkalnych. Zapisy historyczne donoszą, że osiedle zostało zaplanowane i zaprojektowane przez Romana Bandurskiego jako całość, zgodnie z koncepcją miasta-ogrodu. Miała to być samowystarczalna pod względem usług mała enklawa. Na budynkach możemy przeczytać cytaty po łacinie, innym razem zauważyć ciekawe zdobienia, np. głowę meduzy.

Ale to nie wszystkie ciekawostki, które można spotkać na trasie. Dalej czeka na nas informacja na temat wielkiego łowiska mamutów, które kiedyś było na terenie Zwierzyńca. Następnie – diabelski most, z którym wiąże się legenda. W książce Jana Adamczewskiego „Legendy starego Krakowa” znajduje się tekst mówiący, że w miejscu dzisiejszych Błoni były bagna, a na nich miejsce nazywane wyspą. Diabeł pilnował tu zakopanych skarbów. Pewnej letniej nocy, po osuszeniu bagien, diabły przenosiły wykopane kosztowności na górę, gdzie wznosi się kopiec Kościuszki – na dawnej wyspie nie było już bezpiecznie. Niestety, ze względu na krótkie letnie noce diabły nie zdążyły przenieść kosztowności. Musiały je schować w okolicy, w której zastał je świt – czyli obok mostu. Legenda głosi, że diabły cały czas strzegą tam swojego skarbu.

Ta okolica jest interesująca pod wieloma względami. Daje ucieczkę od zgiełku miasta o każdej porze roku, ale jesienią nastrój jest bajkowy. Pierwsza odkryłam to miejsce, ale wszystkie trzy jesteśmy jego fankami.

Elżbieta Zwolak: coś na ząb

Uwielbiam doświadczać życia różnymi zmysłami, dlatego bardzo ważnym aspektem jest dla mnie kuchnia i miejsca, które z jednej strony są oczywiste, a z drugiej – prezentują duże spektrum możliwości. Na mojej krakowskiej mapie smaków godnych polecenia znajduje się restauracja Vanilla Sky. Mieści się w przestrzeni hotelowej, ale ma kameralny i butikowy charakter. Pierwszy raz odwiedziłam ją mniej więcej siedem lat temu podczas spotkania biznesowego. Odtąd świętujemy tu firmowe sukcesy. Możemy zjeść posiłek z widokiem na Wawel lub malownicze Bulwary Wiślane, a szef kuchni łączy w restauracji nowoczesność z tradycją. Na pewno podniebienia nie będą się nudzić. Obsługa do każdego dania proponuje konkretne wino, w tym pochodzące z krakowskiej winiarni Srebrna Góra.

Patrycja Curyło: andaluzyjskie smaki

Skoro jesteśmy w temacie kuchni, nie możemy nie wspomnieć o naszym ulubionym zagranicznym miejscu. Podczas studiów w hiszpańskiej Granadzie poznałam kulturę tego miejsca, także od strony kulinarnej. Jest tam niesamowita tradycja tapasów. Gdy idziemy do restauracji i zamawiamy piwo lub tzw. tinto de verano, czyli letnie wino, dostajemy w gratisie przekąskę. Mogą to być ośmiorniczki, wykwintne przystawki lub nawet hamburger z frytkami – to zależy od miejsca, w którym jesteśmy. W Granadzie ten obyczaj jest kultywowany w każdej knajpie czy restauracji. Czasami przekąski są na tyle duże, że sprawdzają się jako podwieczorek lub kolacja ze znajomymi. W czasie wyjazdów do Hiszpanii – nieważne, jaki mamy główny cel podróży – zawsze musimy skoczyć do Granady, by zjeść tapasy i napić się wina.