Nie cichnie natomiast zgiełk polityczny wokół Odry. Bez względu na rzeczywiste przyczyny skażenia rzeki jej dramat obnażył słabość państwa. Tzw. dobra zmiana od prawie siedmiu lat buduje mit sprawności władzy, zwłaszcza w zestawieniu z rządami poprzedników. Okazuje się jednak, że nowe F-35 i Abramsy nie obronią Polski przed wewnętrznym chaosem decyzyjnym i informacyjnym. Katastrofa ekologiczna spotęgowana została przez zarządczo-administracyjną.
Ciekawie się zapowiada spełnienie przez Mateusza Morawieckiego zapowiedzi wyciągnięcia dalszych konsekwencji kadrowych. Ze słów premiera oczywiście nie musi wynikać jakikolwiek konkret. Równie pamiętna co nieskuteczna była np. jego groźba z 2019 r. wobec Mariana Banasia, że jeśli prezes NIK sam nie poda się do dymisji, to „mamy plan B”. 30 sierpnia sześcioletnia kadencja prezesa osiągnie półmetek i będzie miał już z górki, zaś plan B pozostaje utajniony. Jedyne, co PiS mogło zrobić dawnemu pretorianinowi, to przy okazji uchwały o absolutorium dla Rady Ministrów za rok 2021 wstawić takie napiętnowanie: „Jednocześnie Sejm RP zwraca uwagę na nieprawidłowości w wykonaniu budżetu państwa w części 07 – Najwyższa Izba Kontroli”. To zdanie nie ma jakichkolwiek następstw prawnych czy finansowych.
Istnieje oczywiście masa stanowisk, których obsadę szef rządu może zmieniać w każdej chwili. Pod tym względem właśnie prezes Rady Ministrów, a nie prezydent RP jest konstytucyjnym numerem jeden. Tydzień temu Mateusz Morawiecki jednym gestem wyrzucił Przemysława Dacę, prezesa Wód Polskich, oraz Michała Mistrzaka, Głównego Inspektora Ochrony Środowiska. Były to stanowiska niby urzędnicze, chociaż naprawdę wchodzące w skład portfolio politycznego. Wszystkie dymisje z definicji polityczne znajdują się poza zasięgiem samodzielności premiera, wymagają akceptacji najwyższego władcy, czyli Jarosława Kaczyńskiego. Głośnym przykładem było wyrzucenie Piotra Naimskiego ze stanowiska pełnomocnika rządu ds. infrastruktury energetycznej. Realizator Baltic Pipe już zapraszał na galę otwarcia do Filharmonii Szczecińskiej, gdy nagle się dowiedział, że jest niemal szkodnikiem, bo blokuje PiS różne plany. Dowiedział jednak od prezesa, a nie od jego podwładnego – premiera.

Trudno na razie powiedzieć, jak przez zakażoną Odrę przejdzie Ministerstwo Klimatu i Środowiska. W realiach walk personalnych pod dywanem PiS wszystko zależy od tego, kto i jak mocno jest podczepiony pod którą frakcję. Kompletnie nieradząca sobie z kryzysem minister Anna Moskwa objęła resort przechodząc od Daniela Obajtka, ale przecież absolutnie to nie znaczy, że także nad nią trzyma parasol sam Jarosław Kaczyński. Notabene rekordowo absurdalna, nawet jak na standardy PiS, jest sytuacja, że Paweł Rusiecki, zastępca prezesa Wód Polskich ds. zarządzania środowiskiem wodnym, to… mąż pani minister! Z kolei wiceminister Jacek Ozdoba to nadzorca Głównego Inspektora Ochrony Środowiska, zatem współodpowiadał kompetencyjnie z wyrzuconym Michałem Mistrzakiem. Politycznie jednak raczej nie zapłaci, bo to poseł Solidarnej Polski, zaś Zbigniew Ziobro na każde uderzenie w jego ludzi reaguje szantażem wycofania 20 sejmowych szabel poparcia. Mateusz Morawiecki rzucił w przestrzeń A, ale nie ma odwagi, żeby dopowiedzieć B. To znaczy, uwzględniając casus Banasia – może lepiej od razu C…
