Kurs KGHM dyktują Chińczycy i załoga

Przemek Barankiewicz
opublikowano: 2004-06-11 00:00

Podwyższenie prognoz tegorocznych wyników przez KGHM nie zrobiło na rynku wielkiego wrażenia. Bez echa przeszła też warta 800 mln USD umowa lubińskiego kombinatu na dostawę do Chin miedzi w latach 2005-10. Akcjom KGHM, które w skali ostatnich dwóch miesięcy są najsłabszym składnikiem indeksu WIG20 (spadek 21 proc.), szkodzi nerwowość na rynku miedzi i prawdopodobieństwo kolejnego konfliktu ze związkowcami. To ostatnie może wzrosnąć po walnym zgromadzeniu zwołanym na 1 lipca.

Podwyższenie prognoz było spodziewane, a aktualne szacunki i tak można uznać za ostrożne. Tylko rekordowy pierwszy kwartał sprawił, że plan rocznej sprzedaży został już zrealizowany w 26 proc., a zysku netto aż w 37 proc. Średnia cena miedzi przyjęta w prognozie jest niska, bo w tym roku metal zawsze kosztował więcej niż przyjęte w budżecie 2440 USD/t. Ostrożność jest jednak wskazana, bo w przypadku wzrostu cen miedzi straty mogą przynieść kontrakty terminowe zawierane przez spółkę, które na razie w setkach milionów złotych obciążają kapitały własne KGHM.

Miedź już otrząsnęła się z trwającej od połowy kwietnia do połowy maja korekty. Jej zapasy na giełdach w Shanghaju i Londynie topnieją, ale kurs pozostaje w ostatnich dniach wyjątkowo niestabilny. Obserwatorzy tłumaczą to działaniami chińskich spekulantów. To właśnie Państwo Środka rządzi i będzie rządzić na tym rynku. I dlatego lubinianie usiłują utrzymywać z nim wieloletnie umowy. Ta z China Minmetals przewiduje zwiększenie dostaw, stąd zapewne zapowiedź wyższej produkcji w KGHM, co powinno jeszcze poprawić wyniki konglomeratu.

Dla kursu największe znaczenie ma nieco niezauważone podtrzymanie skali inwestycji na poziomie 590 mln zł. Część analityków bała się, że zmiana zarządu spowoduje ich wzrost nawet powyżej 1 mld zł. Nikt jednak nie zagwarantuje, że za kilka miesięcy ta wielkość się nie zmieni. Nowy szef resortu finansów 1 lipca chce przeforsować zmiany w radzie nadzorczej, które mogą umożliwić odwołanie prezesa Wiktora Błądka. Za szefem stoi załoga, którą niegdyś prezes reprezentował we władzach KGHM.

Związkowcy, którym powodzi się nieźle (jedyny zarzut, jaki można postawić wynikom I kwartału to dalszy wzrost płac), już zapowiedzieli strajk. Paradoksalnie, tym razem pod ich postulatem podpisałby się każdy inwestor giełdowy. Chodzi o zaprzestanie rozdawnictwa papierów KGHM przez resort skarbu, które — zwłaszcza w trudnym dla GPW okresie — może tylko zaszkodzić notowaniom spółki.