Już drugą sesję z rzędu notowania PGNiG zachowywały się wyraźnie lepiej niż rynek. Wczoraj kurs rósł z każdą minutą, docierając nawet 8 proc. powyżej poziomu z wtorkowego zamknięcia. Ostatecznie na zakończenie sesji za papiery gazowego potentata płacono 3,36 zł. Odbicie po trwającej od połowy maja fali spadkowej jest wyraźne (kurs spadł w tym czasie o 31 proc., a WIG20 o 17 proc.). Potwierdza go mniej więcej trzykrotnie wyższy od przeciętnego poziom wolumenów.
Wczorajszą zwyżkę wsparła informacja o możliwości przyspieszenia prac nad projektem powiększenia przepustowości systemu przesyłowego, łączącego Niemcy z Polską. Jego moce miałyby docelowo wzrosnąć o dwie trzecie (z obecnych 0,9 mld metrów sześciennych rocznie do 1,5 mld). W 2007 r. spółka kupiła za granicą 9,3 mld m sześc. paliwa, z czego 8,4 proc. pochodziło z Niemiec. Większość — 67 proc. — z Rosji, reszta — z krajów Azji Środkowej. Jedna z istotnych umów ze stroną niemiecką wygasa 30 września. Kolejna, najistotniejsza — tyle że ze stroną rosyjską — kończy się w grudniu 2009 r. Zbieżność komunikatów wysyłanych ze spółki z harmonogramem rozmów z partnerami zapewne nie jest więc przypadkowa. Chodzi jednak przede wszystkim o zwiększenie siły negocjacyjnej w rozmowach z RosUkrEnergo, spółką z udziałem Gazpromu. Analitycy zwracają przy tym uwagę, że przy ewentualnym wyższym imporcie z Niemiec większe koszty zakupu (tamtejszy gaz jest droższy niż rosyjski) zostaną zrekompensowane w nowej taryfie gazowej, którą ustali w porozumieniu z Urzędem Regulacji Energetyki URE.
URE może jednak znów utrzymywać sztywne stanowisko. W połączeniu z ewentualnym dalszym wzrostem cen ropy i gazu może to negatywnie przekładać się na wyniki PGNiG w kolejnych kwartałach. Dla spółki najgorsze jest połączenie wzrostu paliw z umocnieniem się dolara w stosunku do złotego. Przy stałej taryfie gazowej w średnim terminie oznacza to niższe przychody i wyższe koszty, a więc w konsekwencji — gorsze wyniki. W praktyce jednak można zaobserwować dużą zależność notowań ropy naftowej (a więc także gazu) oraz amerykańskiej waluty. Jej każdorazowe istotne umocnienie powoduje natychmiastowy spadek ceny surowca. Z tej strony zagrożenie dla rezultatów wydaje się więc niewielkie.
Specjaliści DI BRE Banku prognozują, że w drugim kwartale koncern wypracował
515 mln zł zysku operacyjnego, tj. 14 proc. więcej niż przed rokiem, i 400 mln
zł zysku netto (+16 proc.). Oznaczałoby to, że już po pierwszym półroczu
(przypomnijmy — wyniki pierwszego kwartału były dużo lepsze od spodziewanych)
spółka zarobiłaby na czysto prawie 1,2 mld zł. W 70 proc. wypełniłaby więc
prognozy analityków na cały rok (sięgają średnio 1,7 mld zł). Nawet przy gorszym
otoczeniu w drugim półroczu ostateczny wynik mógłby więc być wyższy od dziś
szacowanego.