Czytasz dzięki

Kurzarbeit ma ratować Niemców przed bezrobociem

opublikowano: 27-03-2020, 15:20

Aby chronić miejsca pracy w czasie epidemii koronawirusa, niemiecki rząd wprowadzili m.in. tzw. krótką pracę. Na czym polega to rozwiązane - tłumaczy dr Dominik Matczak, prawnik z grupy Silverhand.

Zobacz więcej

Fot. Pixabay License

Polski Sejm ma dzisiaj głosować nad tzw. ustawę o przeciwdziałaniu skutkom koronawirusa. Niemcy już przyjęli podobne regulacje. Jednym rozwiązań, które mają ochronić pracowników przed masowymi zwolnieniami, jest tam Kurzarbeit, czyli w wolnym tłumaczeniu „krótka praca”.

Dominik Matczak, prawnik z grupy Silverhand, podkreśla, że rozwiązania przyjęte w tarczy antykryzysowej u sąsiadów zza Odry dotyczą  także Polaków pracujących za zachodnią granicą. W samym Berlinie i Hamburgu Polacy, po Turkach, są drugą największą grupą imigrantów. Zdaniem prawnika "krótka praca" będzie narzędziem, z którego imigranci na niemieckim rynku pracy będą szeroko korzystać.

 - Niemiecki ustawodawca przygotował szereg rozwiązań mających na celu utrzymanie dotychczasowych miejsc pracy. Jednym z nich jest instrument prawny, który nazwano w języku niemieckim „Kurzarbeit” – mówi dr Dominik Matczak, prawnik z Grupy Silverhand.

 Oznacza to – tłumaczy -  zredukowanie regularnego czasu pracownika.

 -  Dla przykładu, jeśli zleceń w firmie wystarczy wyłącznie na trzy tygodnie efektywnej pracy, a w pozostałym tygodniu pracownik nie ma się czym zająć, to pracodawca za jego (wyrażoną pośrednio lub bezpośrednio) zgodą może złożyć wniosek do Federalnego Urzędu Pracy (niem. „Bundesagentur für Arbeit“) o przejściowe, trwające co do zasady maksymalnie 12 miesięcy, finansowanie wynagrodzenia w czasie, w którym ten pracownik nie wykonuje pracy z powodu przestoju (czyli w okresie pozostałego tygodnia) – tłumaczy dr Dominik Matczak.

Podkreśla, że w tym przypadku płatnikiem pensji zastępczej (niem. „Kurzarbeitergeld”) pozostaje w dalszym ciągu pracodawca, z tą jednak różnicą, że otrzymuje on w tym celu środki pieniężne od wskazanej powyżej instytucji.

 Jego zdaniem, jest to „doskonała alternatywa wobec przymuszania pracowników do wzięcia urlopu bezpłatnego”. Rozwiązania są tymczasowe, mają też pewne minusy.

- Za okres przestoju pracownikowi przysługuje jedynie 60 proc. wynagrodzenia netto. Jeśli w gospodarstwie domowym pracownika znajduje się dziecko, to wówczas „Kurzarbeitergeld” wynosi nieco więcej, bo 67 proc. wynagrodzenia netto  – wyjaśnia dr Dominik Matczak. 

 Do wynagrodzenia netto w tym przypadku nie są wliczone dodatki do pensji, takie jak diety.

- Wynagrodzenie netto nie zawsze odpowiada kwocie, którą pracownik otrzymuje co miesiąc na swoje konto. Zdarza się bowiem, że pracownicy otrzymują dodatkowo diety (np. Fahrgeld, tj. „bonus” z tytułu dojazdów do pracy). Diety te nie są wliczane do wynagrodzenia, stanowiącego podstawę wypłaty rekompensaty w postaci „Kurzarbeitergeld” – mówi dr Dominik Matczak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksandra Rogala

Polecane