Łapówka czy czynsz?

Radosław Omachel
21-03-2003, 00:00

Krakowski hotelarz oskarża banki BWR i BWR Real Bank, że z naruszeniem prawa obracały jego wierzytelnością. Taki punkt widzenia poparł prokurator, który ludziom ze ścisłego kierownictwa obu banków postawił zarzuty wykorzystywania stanowisk dla własnych korzyści. Nonsens — oburzają się podejrzani.

Prokuratura cech przestępstwa dopatrzyła się w czynach dziewięciu osób z BWR i jego spółki zależnej BWR Real Banku.

— Szkodę powstałą wskutek ich działalności szacujemy na 2 mln zł — mówi Piotr Świechowski, kierujący postępowaniem w Prokuraturze Rejonowej Kraków-Krowodrza.

Wobec wszystkich prokuratura wysunęła zarzut z art. 296 par. 3 — o nadużycie stanowiska w celu osiągnięcia korzyści i wyrządzenia szkody na wielką skalę (maksymalna kara w kodeksie karnym: 10 lat więzienia). Prokurator zamierza pomnożyć to grono o jeszcze jedną osobę, ale — na razie — nie pozwala na to stan jej zdrowia. Kilku podejrzanym spośród dziewiątki prokurator dołożył zarzuty z innych artykułów — 228 i 286 (wykorzystywanie funkcji publicznej do osiągania korzyści majątkowych). Jak się dowiedzieliśmy, główny argument prokuratorski wiąże się z obrotem wierzytelnością właściciela hotelu Demel w Krakowie.

Marian Demel na początku lat 90. wpadł na pomysł budowy hotelu. Postarał się o kredyty: m.in. od jugosłowiańskiego wówczas Banku Ljubliańskiego (Ljublianski Banka) — około 6 mln marek (równowartość 12 mln zł) i Pekao SA — 2,4 mln zł. Znalazł też inwestora, który zgodził się sfinansować 10 proc. wartości inwestycji — Krakowski Bank Mieszkaniowy Interkrakbank (IKB). Budowa ruszyła w 1991 roku.

— IKB miał wyłożyć pieniądze w grudniu. Na listopadowym spotkaniu z prezesem banku dowiedziałem się jednak, że bank stracił zainteresowanie inwestycją... I że wszystko zostałoby po staremu, gdybym zapisał 10 proc. hotelu żonie prezesa. Zawieszenie prac oznaczałoby faktycznie koniec inwestycji. Musiałem się zgodzić... — opowiada Marian Demel.

Dotarliśmy do aneksu do umowy między IKB i Marianem Demelem, gwarantującej małżonce ówczesnego prezesa właśnie 1/10 własności hotelu.

Józef M., który po przejęciu IKB przez BWR i przekształceniu go w BWR Real Bank został prezesem nowego banku, twierdzi, że to poszukujący pieniędzy Marian Demel zaproponował szefowi IKB część udziałów w hotelu.

— Hotel był gotowy w maju 1992 roku. Już po kilku miesiącach okazało się, że nie przynosi spodziewanych przychodów i plany finansowe wzięły w łeb. Zabezpieczeniem kredytu w banku jugosławiańskim było 16 wystawionych przeze mnie weksli o wartości 1,2 mln zł każdy. Trzy wykupiłem. Na pozostałe nie miałem pieniędzy — wspomina hotelarz.

Co na to dawny prezes BWR Real Banku?

— Pan Demel wykupił weksle, ale nie za swoje pieniądze, lecz za kredyt od IKB — oburza się.

Inny kredytodawca, Pekao SA zgodził się renegocjować umowę kredytową i Marian Demel — jak zapewnia — wkrótce spłaci ostatnią ratę .

W Jugosławii wybuchła natomiast wojna i Ljublianski Banka nie zgodził się zmienić warunków regulowania należności.

— Jugosławianie zwrócili się o wykup weksli do IKB, który był ich poręczycielem. Ale ten uznał weksle za nieważne — przypomina Marian Demel.

— Chodziło o szczegół w umowie... Według polskich przepisów porozumienie winno zakładać wykupienie weksli w określonym terminie. Tymczasem kontrakt między Marianem Demelem i stroną jugosławiańską — napisany po angielsku — przewidywał ich wykupienie „do” określonego terminu. Sprawa trafiła do sądu, który ostatecznie uznał ważność weksli — tłumaczy były szef BWR Real Banku.

IKB też popadł w problemy finansowe. Program naprawczy zgodził się poprowadzić Bank Współpracy Regionalnej. W 1994 roku przejął IKB i przemianował go na BWR Real Bank. Jugosłowianie wystąpili o wykup weksli do BWR Real Banku. W końcu — w grudniu 1996 roku — wierzytelność Mariana Demela wysokości 8,3 mln marek (za 5,5 mln marek) nabył BWR. Jak tłumaczy Józef M., BWR Real Bank nie miał na to środków.

— Kilka tygodni później doszło do spotkania z prezesem BWR. Zaproponował ponowne negocjacje harmonogramu spłat kredytu. Zażądał też dla siebie prowizji wysokości 150 tys. niemieckich marek rocznie. Powiem szczerze: zgodziłbym się, gdyby była to jednorazowa łapówka. Ale prezes zażądał wypłat takiej prowizji co 12 miesięcy, do końca spłaty kredytu! Czyli przez prawie 20 lat! Odmówiłem! — opisuje Marian Demel.

— Bzdura! — gorączkuje się Józef M. — To, co pan Demel nazywa łapówką, było po prostu czynszem. Zaproponowaliśmy przejęcie hotelu przez bank i przekazanie go Marianowi Demelowi w dzierżawę w zamian za stałą opłatę — opowiada ex-prezes BWR Real Banku.

Jan Blajer, ówczesny prezes BWR, nie chciał komentować sporu wokół hotelu Demel.

Z opinii biegłego wynika, że w kilka dni po wykupieniu wierzytelności BWR odsprzedał ją BWR Real Bankowi i osobom fizycznym, związanym z oboma bankami. Łączna wartość transakcji sięgnęła 7,16 mln marek. Jak łatwo obliczyć, BWR zarobił na tej operacji 1,14 mln marek — czyli ponad 2 mln zł.

— To nie tak... BWR oczywiście skorzystał, lecz chodziło o podniesienie kapitału BWR Real Banku. Musiał je przeprowadzić główny akcjonariusz — to znaczy BWR, gdyż wymagała tego procedura programu naprawczego. Nie zgodzili się jednak na to mniejsi akcjonariusze BWR Real Banku, których wpływ na bank — w razie przeforsowania zamierzeń BWR — zostałby zmarginalizowany — twierdzi Józef M.

I puentuje: po dyskusjach mniejsi udziałowcy BWR Real Banku — spółki Realbud, Super Krak, Korporacja BLC, PHP Ewro i Janusz Bielecki — ostatecznie zgodzili się objąć akcje nowej emisji.

— Warunek był jeden: BWR odsprzeda im proporcjonalną do udziałów w Real Banku część wierzytelności Mariana Demela, a oni później wniosą ją aportem do BWR Real Banku — w zamian za akcje — kończy Józef M.

Potwierdza to opinia biegłego specjalisty. Jego wywody wskazują, że BWR w umowie sprzedaży wierzytelności zastrzegł, iż „kupujący, na którego przeszła część wierzytelności zakupionej za niniejszą umową — może nią dysponować wyłącznie poprzez przeznaczenie jej na pokrycie akcji BWR Real Bank” z nowych emisji.

— Mnie również proponowano wykupienie wierzytelności Mariana Demela — mimo że nie byłem właścicielem banku. Nie chciałem brać w tym udziału... — mówi jednak Andrzej Gocman.

W całej kombinacji tkwi także pewien istotny szkopuł. Z tego samego dokumentu wynika bowiem, że osoby, które kupiły od BWR część wspomnianej wierzytelności (większość nabył BWR Real Bank), odsprzedały ją Real Bankowi z zyskiem wysokości 2 mln zł!

Ale i tu jest kontra: Józef M. kwestionuje prawidłowość analizy sądowej biegłego. We wniosku, skierowanym przed miesiącem do prokuratury, dobitnie zaznacza, że biegli oparli się na fałszywych przesłankach lub analizowali je wybiórczo.

Według niego „sprawa hotelu Demel” stała się jedną z przyczyn kłopotów finansowych BWR Real Banku.

— Po przejęciu tego banku przez BWR okazało się, że ukryte zobowiązania pozabilansowe przekraczają 30 mln zł! To znacznie więcej niż wynosił kapitał banku! — mówi jego były prezes.

Biegły uważa, że BWR kupił od Jugosłowian wierzytelność Mariana Demela po zaniżonej cenie i zrealizował zyski, wykorzystując do tego BWR Real Bank, który miał ponieść koszty całej operacji. Zdaniem sądowego fachowca, operacja obrotu wierzytelnością Mariana Demela „miała charakter działań spekulacyjnych, a ich celem było uzyskanie znacznych korzyści majątkowych”.

I znów oddajmy głos Józefowi M.

— Dowody w tej sprawie są szyte grubymi nićmi. Biegli napisali opinie nieprofesjonalnie. Fakty są takie, że Marian Demel wziął kredyt, nie spłacił go dotychczas — i na wszystkie sposoby chce tego uniknąć. Woli płacić prawnikom niż bankowi — z przekonaniem stwierdza podejrzany.

Krakowski przedsiębiorca Andrzej Gocman na przełomie 1994 i 1995 roku założył spółkę Adnopol Fabryka Wódek. 2 z 14 mln zł potrzebnych na uruchomienie zgodził się (kredyt) wyłożyć BWR Real Bank.

— Ale spóźniał się z przyznaniem kolejnych transz kredytu i ukończenie inwestycji opóźniło się o pół roku. Mimo własnej winy bank nakazał mi bardzo rygorystycznie przestrzegać harmonogramu spłat kredytu — i zajmował wszystkie pieniądze, jakie trafiały na konto fabryki — wspomina Andrzej Gocman.

Co ciekawe: były prezes IKB przed udzieleniem kredytu zażądał od Andrzeja Gocmana przepisania 10 proc. udziałów w przedsięwzięciu swej żonie.

— Było za późno na szukanie innego banku. Zgodziliśmy się na ten warunek — mówi Andrzej Gocman.

— IKB, a później BWR Real Bank miał 10-procentowy udział w fabryce wódek, co ułatwiało mu przejmowanie pieniędzy z jej konta — dodaje.

Na początku 1995 roku Adnopol dostał z Rosji zamówienie na milion litrów wódki Fiodor. Jak twierdzi były właściciel, dostawa byłaby tak duża, że należność za nią wystarczyłaby na spłatę — i to z nawiązką! — całego kredytu w BWR Real Banku. Fabryka kupiła butelki i spirytus, ale bank zajął przysłaną przez Rosjan zaliczkę. Firma stanęła przed widmem bankructwa.

— Ówczesny prezes BWR Real Banku zażądał ode mnie 2,5, względnie 2 mld starych złotych (czyli 200—250 tys. nowych złotych) za tak zwaną opiekę. Inaczej miał się postarać, by przedsiębiorstwo się wywróciło... Nie zapłaciliśmy — no i bank wypowiedział umowę kredytową — opowiada Andrzej Gocman.

Spółka nie miała środków na koncie. Wszystkie pieniądze przejmował bank.

— Przedsiębiorstwo upadło, ale nie z winy banku, który je kredytował. Firma była po prostu źle prowadzona. Nie wszystkie pieniądze z kredytów trafiały na cele związane z budową fabryki. Właściciele zakładu nie spłacali kredytu, zaciągniętego jeszcze w IKB. Musieliśmy uciec się do windykacyjnych kroków — mówi nasz komentator, podejrzany Józef M.

Innym jeszcze przedsiębiorcą, wylewającym swe żale na BWR i BWR Real Bank, jest Jan Komala, jeden z założycieli Interkrakbanku.

W 1991 roku jego spółka Inter Krak Ltd. za około 2 mln zł kupiła od austriackiej firmy Terranova licencję na produkcję materiałów do ociepleń budynków. Produkcję miała prowadzić spółka Interkrak Ost, z kapitałem 1,5 mln zł: 84 proc. udziałów należało do spółki Inter Krak, reszta do gminy Ostrowiec Świętokrzyski. Wytwórnia Tynków i Mas Szpachlowych w Ostrowcu Świętokrzyskim ruszyła na przełomie 1995 i 1996 roku. Na jej uruchomienie główny właściciel Jan Komala zaciągnął kredyty: 1,6 mln zł z Funduszu Restrukturyzacji Budownictwa, 400 tys. zł kredytu przyznał BPH, a 600 tys. zł — IKB. Łączną wysokość zadłużenia biegli wyliczyli na 4,36 mln zł.

— Sprzedaż szła dobrze. Po kwartale spółka stała się rentowna — zapewnia Jan Komala.

Wtedy Austriacy złożyli propozycję odkupienia fabryki za 1,3 mln USD (wówczas — równowartość 5 mln zł).

— Zakład wymagał jeszcze dofinansowania... Zwróciłem się do banku IKB o uzupełniający kredyt. Bank odmówił i zażądał natychmiastowej spłaty całego wcześniejszego kredytu — mówi Jan Komala.

W marcu 1996 roku — wskutek postanowień aktu notarialnego — majątek spółki Interkrak Ost przeszedł na własność BWR Real Banku. Po potrąceniu zobowiązań wobec innych wierzycieli Interkraku Ost, przejęty przez BWR Real Bank majątek oszacowano na 2,4 mln zł. Zgodnie z umową przewłaszczenia fabryki na bank, Interkrak Ost miał zostać jej dzierżawcą.

— Za 10 tys. zł czynszu. Tymczasem już w pierwszym miesiącu bank zażądał ode mnie 70 tys. zł! — denerwuje się Jan Komala.

Właściciel Interkrak Ost chciał sprzedać 51 proc. udziałów w spółce Terranova. Podpisano nawet umowę.

— Jan Komala zamierzał sprzedać Austriakom fabrykę, której nie był właścicielem — mówi Józef M.

— Bank gwarantował mi zwrot zakładu, jeżeli szybko znajdę kupca — odpiera zarzut Jan Komala.

Biegły pisze: Terranova była gotowa wyłożyć za 51 proc. Interkraku Ost — 3,27 mln zł (2 mln w gotówce — reszta jako likwidacja zadłużenia za niezapłaconą licencję).

BWR Real Bank wybrał jednak inne rozwiązanie. Na początku kwietnia 1997 roku sprzedał majątek przejęty od Interkraku Ost... Terranovie — za 3,14 mln zł. Z bilansu spółki za 1996 rok wynika, że jej majątek miał wówczas wartość 5,97 mln zł.

— Zostałem na lodzie! — tłumaczy Jan Komala.

— Pan Komala nie zapłacił za licencję Terranovy i od początku nie spłacał kredytu. I tak poszliśmy mu na rękę! Dostał zakład w dzierżawę. Nie skorzystał z szansy i nie płacił czynszu — oburza się Józef M., były szef BWR Real Banku.

Jego zdaniem, bank po prostu musiał podjąć działania windykacyjne.

W 2000 roku kontrolę nad BWR przejął Deutsche Bank 24.

— Ze sprawami byłych zarządów nie mamy nic wspólnego. Nawet nie znałem tych ludzi... — mówi Marek Kulczycki, prezes DB 24.

Przyznaje jednak, że jego bank musi ponosić konsekwencje błędnej polityki BWR i BWR Real Banku — między innymi w postaci złych kredytów. Przeciwko DB 24 toczą się sprawy sądowe z powództwa osób poszkodowanych przez BWR i BWR Real Bank.

I to właśnie Niemcy, jeśli sąd tak rozstrzygnie, będą musieli zjeść tę żabę.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Radosław Omachel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Łapówka czy czynsz?