Łatwiej gonić, niż schwytać

23-02-2012, 00:00

GRY RZĄDOWE

W chrześcijańskim świecie karnawał skończył się we wtorkową noc, a od posypania w środę grzesznych głów popiołem zaczął się okres przynajmniej wyciszenia.

Ale u nas premier Donald Tusk akurat w Popielec zainaugurował radosny studniówkowy korowód, którego sens sprowadza się do gonienia przez rząd własnego ogona spadających notowań. Do końca tego tygodnia i na pół następnego rozpisane zostały spotkania szefa rządu z kolejnymi ministrami, wokół których ma się skoncentrować uwaga milionów Polaków.

Merytoryczny dorobek takich nasiadówek — przynajmniej dwóch pierwszych w środę, z Radosławem Sikorskim i Jackiem Rostowskim — okazuje się jeszcze bardziej miałki, niż w dawnym ustroju przynosiły posiedzenia Biura Politycznego KC PZPR. Absolutnie dominującym lejtmotywem jest samozadowolenie z wiekopomnych dokonań gabinetu w ciągu jego pierwszych stu dni.

Po odcedzeniu propagandowej wody są to przecież normalne dla każdej struktury zarządzania, wręcz standardowe, relacje przełożonego z podwładnymi.

Poza wątkiem PR-owej łataniny nadszarpniętego wizerunku nie ma żadnego merytorycznego uzasadnienia zawracanie nimi głowy opinii publicznej. Podobnie jak na robienie newsa z innego absolutnie zwyczajnego wydarzenia — rozmowy urzędującego prezydenta z urzędującym premierem, poruszającej „ważne kwestie znajdujące się w orbicie wzajemnych zainteresowań obu polityków”.

A już zupełną paranoją jest zapowiadanie z wielodniowym wyprzedzeniem, w atmosferze niemal sensacji, poniedziałkowego spotkania Donalda Tuska z „samym” Grzegorzem Schetyną.

Dla sprawności zarządzania Polską, oczekiwanej od koalicji Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego, zdecydowanie większe znaczenie ma wczorajsza bardzo szczera opinia premiera o wicepremierze. Otóż Donald Tusk rzekł był o Waldemarze Pawlaku: „kompletnie nie wiem, o co mu chodzi”. Dotyczyło to wycinkowej kwestii, wyrażonego publicznie przez Pawlaka wotum nieufności dla całego państwowego systemu emerytalnego (skrytykowane otwarte fundusze emerytalne są przecież jego integralną częścią). Obserwując ostatnie wewnątrzkoalicyjne rozgrywki, tę mająca określony kontekst ocenę wielokrotnie wypadałoby uogólnić…

Ale nic to, nieuchronnie zbliża się podjęcie przez koalicjantów wreszcie jakiejś wspólnej i konkretnej decyzji w sprawie nowelizacji systemu emerytalnego. Tylko projekt ustawy oficjalnie przyjęty na posiedzeniu Rady Ministrów zasługuje na poważne traktowanie i tylko taki powinien zostać poddany konsultacjom społecznym — a droga do niego nieprosta.

Gdyby nie waga tej ustawy dla Polski, sposób rozwiązywania przez Donalda Tuska i Waldemara Pawlaka kwadratury koła w kwestii długości pracy kobiet nadawałby się właściwie do kabaretu. Im bardziej obie strony deklarują wolę osiągnięcia emerytalnego kompromisu, czyli schwytania króliczka — tym bardziej nabieram przekonania, że tak naprawdę najwygodniejsze, najbardziej opłacalne politycznie i najłatwiejsze jest nieustające jego gonienie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Łatwiej gonić, niż schwytać