Po kilku sesjach wyraźnej próby sił między podażą a popytem na warszawskim rynku nastąpiła stabilizacja i poprawa nastrojów. Inwestorzy ochłonęli i porządkowali portfele, dokonując selektywnych zakupów. Na parkiecie mieliśmy typowo wakacyjną atmosferę. Handel toczył się leniwie, a brak katalizatora w postaci ważnych danych makroekonomicznych zza oceanu bądź wiadomości z krajowych spółek sprzyjał letniemu marazmowi.
Dzięki łagodnemu przebiegowi korekty na Wall Street w środę i wyższym notowaniom amerykańskich kontraktów indeksowych europejskie rynki rozpoczęły dzień umiarkowaną zwyżką. Także giełda warszawska wpisała się w ten optymistyczny scenariusz, a główne indeksy zanotowały na otwarciu wzrosty. Zarówno WIG20, jak i mWIG40 oddaliły się od psychologicznych wsparć, zmniejszając przynajmniej na pewien czas ryzyko większej przeceny. Zwyżka wynikała jednak bardziej z ustąpienia podaży niż ze szczególnej aktywności popytu. Obroty były skromne, co zwiększało prawdopodobieństwo przypadkowych zmian cen.
Wśród największych spółek trudno wyznaczyć spójną grupę liderów. Co prawda, słabnący dolar sprzyjał nieznacznemu umocnieniu notowań ropy i miedzi, ale nie miało to szczególnego przełożenia na kursy KGHM i firm paliwowych. Powody do zadowolenia mieli akcjonariusze giełdowego debiutanta — spółki Mercor. Zakończona dużą nadsubskrypcją oferta przyniosła na zamknięciu notowań ponad 35 proc. zysku.
Po południu GUS podał dane o dynamice produkcji przemysłowej w Polsce, które okazały się znacznie gorsze od prognozy. Ich negatywną wymowę zlekceważyli inwestorzy, którzy woleli w mocno technicznym handlu podążać za rosnącymi indeksami giełd europejskich. Wysokie otwarcie w USA, dzięki dobrym raportom ze spółek (m.in. IBM), zaprowadziło warszawskie indeksy na sesyjne szczyty.