W poniedziałek NBP podał, że wartość eksportu w listopadzie wyniosła blisko 122,96 mld zł (28,37 mld euro), a wartość importu – nieco ponad 130 mld zł (30 mld euro), zaś ujemne saldo handlu zagranicznego przekroczyło 7,1 mld zł (prawie 1,65 mld euro). Eksport rok do roku spadł o 6,2 proc., a import o 2 proc. W komunikacie podano, że na zmiany obrotów towarowych w listopadzie 2024 r. duży wpływ miała mniejsza liczba dni roboczych w porównaniu z rokiem 2023. Według banku centralnego spowodowało to obniżenie dynamik eksportu i importu w porównaniu z poprzednimi miesiącami.
Mariusz Zielonka z Konfederacji Lewiatan komentując te dane stwierdził, że polski handel zagraniczny jest "nadal w odwrocie". Zauważył, że zarówno eksport, jak i import odnotowały w listopadzie spadek. "Zgodnie z oczekiwaniami, głównym winowajcą słabszej koniunktury jest kulejąca branża motoryzacyjna" - ocenił.
Wskazał, że w towarach eksportowych "nie widać zbytniego optymizmu dla naszej wymiany handlowej, a co za tym idzie i przemysłu". Jednocześnie zaznaczył, że polski przemysł "tak mocno" nie odczuwa spowolnienia. Według niego spowodowane jest to tym, że przedsiębiorcy w pierwszej kolejności pozbywają się zapasów, nie robiąc nowych zamówień.
"Pierwszy raz w 2024 r. wszystkie dane zaczynają nam się +spinać+ w jeden obraz – brak popytu zagranicznego, brak nowych zamówień, zmniejszone stany magazynowe, a w dalszej kolejności spadek produkcji" - podsumował Zielonka. Zauważył jednak, że w usługach saldo wymiany handlowej Polski jest dodatnie. W jego ocenie, właśnie usługi odpowiadają za "znaczącą część naszej konsumpcji, pozostawiając towary w tyle". "Ten usługowy boom będzie zapewne nam towarzyszył przez cały obecny roku" - dodał.
