Lokalny rolnik myśli globalnie

Start-up, który wśród inwestorów ma Roberta Lewandowskiego, chce, by po żywność od małych wytwórców klient nie jechał dalej niż kilometr — w Polsce i w Niemczech

Po sprzedaży agencji reklamowej TouchPoints Marketing Andrej Modič przez rok odpoczywał i szukał dobrego jedzenia.

LEPIEJ DLA WSZYSTKICH:
LEPIEJ DLA WSZYSTKICH:
Andrej i Sylwia Modičowie, twórcy Lokalnego rolnika, przekonują, że serwis zapewnia wygodniejszy i bardziej efektywny handel regionalnie wytworzonymi warzywami, nabiałem czy pieczywem niż bazary i lokalne kooperatywy spożywcze. Korzystają i klienci, i rolnicy.
Marek Wiśniewski

Potem zaopatrywanie rodziny w żywność pochodzącą od małych rolników wraz z żoną Sylwią zamienił w biznes. Lokalnyrolnik.pl. to platforma, na której mali producenci z różnych regionów wystawiają swoje sery, wędliny, miody czy warzywa. Mogą je zamawiać mieszkańcy sześciu miast. W każdym zamówienia zbiorcze docierają do magazynu, a stamtąd — po rozdzieleniu na pojedyncze zamówienia i zapakowaniu — do 220 koordynatorów lokalnych grup zakupowych, od których odbierają je klienci.

Trójmiasto i Zachód

W ubiegłym roku w serwis zainwestował m.in. Robert Lewandowski. Z dwoma funduszami na pokładzie: Hedgehog Fund i Protos Ventures, firma dopracowuje do perfekcji logistykę i technologię, by ruszyć na podbój zagranicy.

— W tym roku poszerzamy jeszcze działalność w Polsce. Z dużych aglomeracji, w których widzimy dla siebie miejsce, nie ma nas jeszcze tylko w Trójmieście. Obecnie najwięcej zamówień pochodzi z Wrocławia i Warszawy. Każdy rynek traktujemy indywidualnie. Różnią się ofertą, bo różnią się dostawcami — lokalny charakter to jeden z wyróżników tego biznesu — tłumaczy Andrej Modič.

Cały czas poszukuje koordynatorów, żeby maksymalnie skrócić drogę klienta do punktu odbioru. — Dziś największe nasycenie punktów mamy w Warszawie, ale tu też średnia odległość znacznie przekracza 1 km, do którego dążymy — mówi współzałożyciel Lokalnego rolnika. Koordynatorów będzie też niedługo szukać w krajach niemieckojęzycznych.

— Sprawdzamy się na bardzo wymagającym rynku polskim, gdzie konsumenci są mniej zamożni, a nasycenie sklepami z masową żywnością, bardzo atrakcyjną cenowo, jest ogromne. Potrzebujemy jeszcze kilka miesięcy na udoskonalenie logistyki, żeby powtórzyć ten schemat na Zachodzie — twierdzi Andrej Modič.

Na ekspansję poszuka finansowania. Konkretnej kwoty nie wymienia. — Amerykańskie start-upy żywnościowe powiązane z technologiami zbierają minimum 15 mln USD. My będziemy potrzebowali mniej, ale niewiele mniej — zaznacza Andrej Modič.

Słoweńskim sposobem

Przyznaje, że pomysł na start-up zapożyczył od ojca, który to samo — tyle że bez internetu — robił już 20-30 lat temu w rodzimej Słowenii.

— Tata miał zawsze swoich dostawców wołowiny, jaj, serów itd. Wspólnie ze znajomymi i sąsiadami kupowali np. całą świnię, a następie ją dzielili. Oczywiście wymaga to jednego organizatora, który zbierze chętnych, zamówi, odbierze, a potem rozdzieli, ale dzięki większej skali zamówienia lokalni rolnicy są zainteresowani taką sprzedażą, a spora grupa osób uzyskuje dostęp do nieprzetworzonej, niemasowej żywności. Lokalny rolnik działa dokładnie tak samo — mówi Andrej Modič.

Dziś tygodniowo sprzedaje kilka tirów wypełnionych po brzegi, jego roczne obroty sięgają kilkunastu milionów złotych. Współzałożyciel zaznacza jednak, że to wciąż etap szybko rozwijającego się start-upu z trzycyfrową dynamiką wzrostu sprzedaży. W serwisie zarejestrowanych jest 100 tys. klientów, a produkty sprzedaje 150 dostawców. Serwis konkuruje nie tylko ze stacjonarnymi sklepami spożywczymi, ale też ich e-wersjami, bazarami czy innymi kooperatywami spożywczymi. Jak twierdzi — wygrywa ofertą.

— Mamy tradycyjne mleko od rolnika, który firmuje produkt swoją twarzą — wiadomo, gdzie pasie krowy, w jakich warunkach przebywają itd. Można jednak także kupić u nas mleko z wyższej, delikatesowej półki z małego gospodarstwa, które ma jedynie krowy rasy jersey — wymagające specjalnych warunków i mniej mleczne, których mleko zupełnie inaczej smakuje — twierdzi Andrej Modič.

Jego zdaniem, bazary, również ekologiczne, to rozwiązanie nieefektywne. Wytwórcy zamiast sprzedawać produkty osobiście, mogą zająć się zwiększaniem produkcji.

— Nie ma dziś w Polsce problemów ze zbytem tego typu żywności. Jest raczej luka po stronie podaży, ale na bazar trzeba dojechać, stanąć za ladą i sprzedawać. To wszystko są koszty. U nas rolnik dostaje 60-70 proc. ostatecznej ceny produktu, za który w skupie dostałby znacznie mniej, i nasze kompetencje marketingowe — tłumaczy współtwórca Lokalnego rolnika. Firma pracuje nad kolejnymi kanałami sprzedaży.

— Zaczęliśmy od punktów odbioru, ale chcemy też docierać bezpośrednio do domów klientów, rozwinąć sprzedaż do hoteli, restauracji, przedszkoli czy szkół. W żywieniu zbiorowym coraz bardziej zwraca się uwagę na jakość składników, więc tu również rozwija się dla nas rynek — twierdzi Andrej Modič.

Nie tylko e-inwestycje

O Robercie Lewandowskim słychać co chwila — nie tylko w kontekście strzelonych bramek, ale też inwestycji w start-upy. Jeden z najświeższych nabytków piłkarza to portal ślubny wedding.pl.

Jako udziałowiec spółki Protos Venture Capital piłkarska gwiazda jest pośrednio inwestorem wielu platform internetowych, m.in. Gamekitu (dla użytkowników gier), sportowego serwisu informacyjnego Sporticos.com, aplikacji mobilnej do wyprzedaży garażowej Gimmy czy mobilnego oprogramowania dla gastronomii POS Bistro. „SuperExpress” donosił też o inwestycjach sportowca w budowę dwóch apartamentowców w Warszawie i kliniki medycy sportowej, również w stolicy.

OKIEM EKSPERTA

Podaż kluczem do sukcesu

AGNIESZKA GÓRNICKA

prezes firmy badawczej Inquiry

Polski start-up z wizją rozwoju na Zachodzie, do tego nie z branży IT, to rzeczywiście rzadkość. Bariery nie są jednak rzeczywiste, lecz mentalne. Dobry pomysł, sprawdzony w kraju, można z powodzeniem dostosować do innych rynków. Wybór Niemiec czy Austrii wydaje się sensowny — to rynki, na których konsumenci cenią lokalność, a produktami od małych, regionalnych wytwórców chwalą się restauracje. Prawdopodobnie największym wyzwaniem będzie podaż, czyli zebranie grupy odpowiednich dostawców.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane