PB: Osiem lat temu Donald Trump podczas inauguracji koncentrował się na sprawach wewnętrznych i gospodarczych. Czy teraz spodziewa się pan odmiennej retoryki?
Marek Magierowski, dyrektor projektu „Strategia dla Polski” w Instytucie Wolności, były ambasador RP w USA: Nie spodziewam się. W ciągu ostatnich lat i w czasie kampanii wyborczej Donald Trump znacznie więcej uwagi poświęcał amerykańskim sprawom wewnętrznym niż polityce zagranicznej. W ubiegłym roku miałem okazję uczestniczyć w konwencji Republikanów w Milwaukee, na której ogłoszono jego kandydaturę. Podczas tego kilkudniowego wydarzenia Republikanie – od szeregowych członków partii przez przywódców związkowych po J.D. Vance’a i samego Donalda Trumpa – wygłosili kilkadziesiąt przemówień i 90 proc. z nich dotyczyło wewnętrznych problemów USA: kryzysowi gospodarczemu, galopującym cenom, nielegalnej imigracji itp. Wojna w Ukrainie, a nawet rywalizacja z Chinami, były gdzieś na marginesie dyskusji. Spodziewam się, że teraz będzie podobnie.
Jak pan interpretuje wypowiedzi Donalda Trumpa w sprawie Ukrainy, w przypadku której zapowiada osiągnięcie porozumienia pokojowego w ciągu sześciu miesięcy od objęcia władzy?
Zapowiedzi w sprawie Ukrainy nie są nowe, nowością w ostatnich tygodniach jest chyba tylko wydłużenie terminu na osiągnięcie porozumienia, bo w kampanii była mowa nawet o 24 godzinach… Z jednej strony to bardzo ambitne zapowiedzi, ale z drugiej nie znamy żadnych założeń planu pokojowego, prezydent elekt nigdy ich publicznie nie sformułował. Można więc opierać się wyłącznie na spekulacjach medialnych. Spekuluje się głównie o potencjalnej koreanizacji konfliktu ukraińskiego, czyli pomyśle stworzenia linii demarkacyjnej, być może połączonej ze strefą zdemilitaryzowaną, odpowiadającą mniej więcej obecnej linii frontu.
I taki plan może wejść w życie?
Powstaje pytanie, czy taka – powtórzę, domniemana – propozycja zostanie przyjęta przez prezydenta Putina i na ile Rosjanie będą skłonni przestrzegać takiego porozumienia. My w Polsce akurat doskonale wiemy, że Rosja nie ma zwyczaju stosowania się do porozumień, pod którymi się podpisała. W USA też to kiedyś wiedziano – prezydent Reagan mawiał, że Rosjanom należy ufać, ale cały czas ich sprawdzać, w myśl rosyjskiego powiedzenia "dowieriaj, no prowieriaj".
Z polskiej perspektywy powinniśmy liczyć na takie porozumienie?
W tym kontekście obawiam się wielu rzeczy, ale przede wszystkim jednego. Na kilka miesięcy przed atakiem na Ukrainę minister Siergiej Ławrow przedstawił rosyjskie oczekiwania, których elementem była m.in. Polska. Rosjanie nie tylko odrzucali wtedy całkowicie perspektywę dołączenia Ukrainy do NATO. Oczekiwali, że sojusz zrobi krok wstecz, domagali się wycofania wojsk NATO ze wschodniej flanki, czyli w praktyce stworzenia zupełnie nowej struktury bezpieczeństwa w Europie Środkowej i Wschodniej. Obawiam się, że taka propozycja zostanie ponowiona i pytanie, czy prezydent Trump i jego współpracownicy będą skłonni, by iść na ustępstwa w tym względzie. Trudno na razie kreślić jakiekolwiek prognozy. Donald Trump już w pierwszej kadencji udowodnił, ze jest nieprzewidywalny, a my musimy dostosować się do jego podejścia do polityki zagranicznej, które jest dużo bardziej transakcyjne i merkantylne niż u poprzedników.
Poprzednia administracja na odchodne umieściła Polskę za krzemową kurtyną, czyli wśród krajów objętych restrykcjami w zakupie najnowszych czipów. Może z Donaldem Trumpem, z jego transakcyjnym podejściem do rządzenia, będzie nam łatwiej?
Umieszczenie Polski w drugim koszyku jest niepokojącym sygnałem. To będzie ciekawy test dla administracji Donalda Trumpa i papierek lakmusowy z punktu widzenia polskich relacji z nowymi władzami USA. W Polsce reakcja rządzących i opinii publicznej na restrykcje w sprawie czipów była bardzo negatywna, odczytano to jako cios w plecy po deklaracjach, choćby ze strony ambasadora Brzezińskiego, że nasze relacje układają się doskonale. Teraz prezydent Trump będzie miał możliwość, by przenieść Polskę z powrotem do pierwszego koszyka, w którym według doniesień medialnych byliśmy jeszcze kilka dni przed ogłoszeniem finalnej listy. W Polsce obóz prawicowy oczekuje, że Donald Trump będzie prowadził wobec nas bardziej przyjazną politykę niż poprzednik, ciekawe więc, czy podejmie taką decyzję, czy w ogóle nie zauważy problemu.
