Podobno to jedyny sport motorowy, w którym człowiek się liczy bardziej niż maszyna. Być może. Na pewno jednak to jedyny sport motorowy, w którym człowiek męczy się bardziej niż maszyna.
Siłownia w plenerze
Zamknięty tor i latające – dosłownie – motocykle. Nie ulega wątpliwości, że motocross to jedna z najbardziej widowiskowych dyscyplin sportów motocyklowych. Do tego łatwo dostępna. Doskonała forma spędzania wolnego czasu? Coraz więcej ludzi twierdzi, że tak.
- Ruch amatorskiego motocrossu rozwija się dynamicznie w każdej części Polski. Dzieje się tak mimo słabej promocji tej dyscypliny – uważa Marcin Wójcik, trener polskiej kadry motocrossu.
Skąd taka popularność? Zdaniem Jakuba Przygońskiego, wicemistrza świata FIM w rajdach terenowych, motocross jest jak siłownia w plenerze.
- Sam zaczynałem od motocrossu. Na sprzęt nie trzeba góry pieniędzy. Ba, nawet prawo jazdy nie jest potrzebne. Te maszyny nie są przystosowane do jazdy po drogach publicznych, tylko po specjalnych, zamkniętych torach. Zatem wystarczy nieco gotówki, dobre chęci, kask, ochraniacze, odpowiednie buty i mnóstwo zdrowego rozsądku
– opowiada Jakub Przygoński.
Technika jazdy na motocyklu crossowym często wymaga prowadzenia maszyny w pozycji stojącej. Kierownicę trzyma się wtedy lekko, tułów pochyla do dołu i ściska się kolanami motocykl, żeby odciążać ramiona. Podeszwy powinny spoczywać na środku stopki. Efektem takiej techniki jest zmęczenie… ogromne zmęczenie.
- Godzina jazdy po torze jest równie męcząca jak kilka godzin na siłowni. Następnego dnia bolą takie partie mięśni, co do których wcześniej nie było pewności, że istnieją – mówi Krystian Soroko, prawnik z Warszawy i fan motocrossu.
Kierowcy często skarżą się na bóle ramion, przedramion, barków. Dlatego tak ważny jest trening poza torem. Silne ramiona są mniej wrażliwe na przeciążenia.
Wolno znaczy szybko
Amatorskie uprawianie sportów offroadowych stało się bardzo „trendy”. Ale to nie tylko moda.
- Amatorski motocross przynosi dużo satysfakcji, podnosi adrenalinę i pozytywnie męczy. To doskonała odskocznia od codzienności. Świetna forma aktywnego spędzania wolnego czasu. Naprawdę można zapomnieć o codziennych problemach – przekonuje Marcin Wójcik.
Motocross wymaga odwagi. Inaczej mówiąc, trzeba mieć „nabiał” na swoim miejscu. Skoki na wysokość kilku metrów, czasem akrobacje. I prędkość. No właśnie, niewielka.
- Na torze to 40-50km/h. Mało? Myślę, że każdy, kto tak powie, zmieni zdanie po pierwszej przejażdżce. Tu zupełnie inaczej odczuwa się szybkość. Skoki czy dynamiczne pokonywanie nierówności wyostrzają zmysły. Pozycja na motocyklu osłabia mięśnie z zakrętu na zakręt. Walka z sobą samym i z własnymi słabościami. Trzeba się przełamać. To niełatwe – mówi Jakub Przygoński.
Torów do jazdy krosowej jest w Polsce sporo. Praktycznie w pobliżu każdego większego miasta.
- Problemem jest brak informacji o adresach takich tras i o ich właścicielach. Najlepiej szukać takiej wiedzy u ludzi, którzy w tym siedzą – na pewno pomogą. Dużo gorzej jest ze szkołami. W zasadzie ich nie ma. Najszybszą formą szkolenia jest uczestnictwo w różnych zgrupowaniach, organizowanych przez byłych lub aktualnych zawodników – radzi Marcin Wójcik.
Promocja
Znanych fanów motocrossu ze świecą szukać. Niewielu ich. Jaki jest powód – kontuzyjność? Raczej nie. Wiadomo, że miętę do offroadowych motocykli (choć nie czysto krosowych) czują Piotr Fronczewski i Marek Siudym. Również Adam Małysz swego czasu przemierzał rodzinną Wisłę ma terenowym motocyklu. Zamienił go jednak na quada. Robert Matthew Van, lepiej znany jako Vanilla Ice, nigdy nie krył motocrossowej pasji, choć postawił na śpiew i taniec.
- Niewielu znanych ludzi w Polsce interesuje się tym sportem. Wiąże się to chyba z brakiem promocji motocrossu w mediach i spektakularnych wyników polskich zawodników. Na torach pojawia się natomiast coraz więcej zmęczonych życiem i pracą biznesmenów, właścicieli firm. Przyjeżdżają po zdrową adrenalinę – dodaje Marcin Wójcik.
Siłą rzeczy najwięcej motocrossowych fanów jest wśród ludzi, którzy związali życie z motoryzacją. „Krosówki” uwielbiał Marian Bublewicz, tragicznie zmarły najlepszy polski kierowca rajdowy z przełomu lat 80. i 90. Uwielbia je również Krzysztof Hołowczyc. Od motocykli, także krosowych, nie stroni wielokrotny mistrz świata w Formule 1 – Michael Schumacher.
Kontuzyjność? A i owszem. Ale nie większa niż w innych dyscyplinach. Można złamać rękę, nogę, obojczyk, a nawet kręgosłup. Ale… na własne życzenie.
- Motocross wymaga gibkości, ale też zdrowej oceny sytuacji. Bo wbrew pozorom tutaj wszystkim rządzi nie maszyna, lecz człowiek – jego zwinne ciało i sprawny umysł. To jeden z niewielu sportów motorowych, w którym człowiek liczy się bardziej niż maszyna – konkluduje Marcin Biernacki, kierowca wyścigowy, właściciel portalu autoklub.pl i fan motocrossu.

