Polska gospodarka weszła na ścieżkę szybkiego wzrostu, który w średnim okresie, przy lepszej absorpcji środków unijnych, może sięgnąć nawet 7 proc. - oceniają analitycy Merrill Lynch (ML) w czwartkowej publikacji MACROscope.
W komentarzu ML zauważa, iż obecne ożywienie gospodarki oparte jest na szerokiej podstawie; wzrost odnotowuje 25 z 29 branż, a jego motorem jest kombinacja czynników cyklicznych oraz strukturalnych.
Na podstawie wskaźników wyprzedzających koniunkturę analitycy oceniają, iż PKB w II. kw. br. wzrósł o 5-6 proc. w porównaniu z II kw. 2005. W ujęciu średniorocznym przewidują, iż PKB powiększy się o 5,3 proc. Głównym źródłem wzrostu jest popyt wewnętrzny.
ML odnotowuje też, iż inwestycje w proporcji do PKB sięgają obecnie 18,2 proc. W porównaniu z rekordowym rokiem 1999 są niższe o 6,2 proc. Wykorzystanie potencjału produkcyjnego nigdy nie było tak duże, jak obecnie i wynosi 81,0 proc.
Zdaniem analityków przyspieszenie wzrostu, będące wynikiem gospodarczego cyklu, odpowiada wzrostowi PKB na poziomie 5 proc. rocznie, zaś dalsze 2 proc. wzrostu może zostać osiągnięte, jeśli rząd za priorytet uzna poprawę zdolności wchłaniania unijnych funduszy strukturalnych i podejmie niezbędne działania.
Polska w latach 2007-13, ma dostać z UE 59,7 mld euro. Dotychczasowa absorpcja unijnych funduszy w okresie od 2004 r. do końca czerwca 2006 wyniosła 16,3 proc. Oficjalny cel ustalono na lata 2004-06 na poziomie 43 proc., co analitycy uznają za zbyt ambitne.
"W 2007 r. ogólna wysokość środków dostępnych dla Polski z funduszy strukturalnych i spójności wzrośnie do 8,1 mld euro, co stanowi ok. 2,9 proc. PKB zakładanego za 2007 r. (wobec absorpcji na poziomie ok. 2,0 proc. PKB zakładanej za 2006 r), ale dodatkowo, Polska będzie miała dodatkowe 4-5 mld euro (ok. 1,5 proc. PKB) do wydania przed końcem 2008 r." - napisali eksperci ML.
Według analityków stanie się tak dzięki przyjętej w UE zasadzie n+2, która oznacza, iż pieniądze przeznaczone na wydatki w latach 2004-06 mogą być rozliczone do końca 2008 roku.
Ich zdaniem prezydenta Lecha Kaczyńskiego zwyczajnie nie stać na to, by w sytuacji, gdy ma do zagospodarowania 60 mld euro i liczy na ponowny wybór, nie zatrudnić najwyższej klasy koordynatora polityki gospodarczej oraz ekipy ekonomistów i prawników specjalizujących się w sprawach unijnych. W przeciwnym razie Polska straci fundusze, które dla niej wyasygnowano.
WST, PAP