MFW opublikował swoje szacunki odnośnie wpływu wyższych cen ropy na inflację. Instytucja wskazuje, że utrzymujący się przez rok 10-proc. wzrost cen energii może podnieść globalną inflację o 40 punktów bazowych i obniżyć tempo wzrostu gospodarczego o 0,1-0,2 proc. Choć światowa gospodarka wykazała się dotąd niezwykłą odpornością, utrzymując wzrost na poziomie 3,3 proc, obecna eskalacja militarna między USA, Izraelem a Iranem wystawia tę wytrzymałość na najcięższą próbę.
Realne koszty destabilizacji rynku paliw i logistyki
Międzynarodowy Fundusz Walutowy podkreśla, że dzisiejszy świat jest miejscem częstszych i coraz mniej przewidywalnych wstrząsów, które wykraczają poza tradycyjną politykę, obejmując również wojny handlowe oraz gwałtowny rozwój technologii. Eskalacja działań wojennych w Iranie uderza w najbardziej czuły punkt globalnego handlu. Żegluga przez strategiczną Cieśninę Ormuz uległa znacznemu ograniczeniu, co wywołało natychmiastowy i gwałtowny skok cen ropy naftowej na światowych giełdach. Tak silne zaburzenie podaży grozi nie tylko utrwaleniem wysokiej inflacji, ale również paraliżem łańcuchów dostaw, co dla wielu państw oznacza konieczność rewizji dotychczasowych planów budżetowych.
Kryzys uderza w kraje z wyczerpanymi rezerwami
Sytuacja jest szczególnie alarmująca dla państw, które przystępują do obecnego kryzysu z niemal całkowicie wyczerpanymi buforami finansowymi po poprzednich zawirowaniach rynkowych. MFW zaznacza, że o ile wiele gospodarek azjatyckich zdołało w ciągu ostatnich dwóch dekad zbudować solidne rezerwy i silne zdolności fiskalne, o tyle kraje o niskich dochodach i wysokim zadłużeniu znajdują się w krytycznym położeniu. Największe powody do niepokoju budzą gospodarki wyspiarskie na Pacyfiku, znajdujące się na samym końcu globalnych łańcuchów logistycznych, oraz wszystkie państwa będące importerami netto ropy naftowej. Dla tych podmiotów każdy kolejny tydzień wysokich cen energii oznacza pogłębianie się deficytów i ryzyko utraty płynności finansowej.
