MI chroni WEA, foruje TUI oraz Scan Holiday

Cezary Pytlos
05-03-2002, 00:00

Ograniczenia w ruchu czarterowym, które nie objęły LOT i White Eagle Aviation, budzą zastrzeżenia firm turystycznych. Dyktat cenowy tych przewoźników może doprowadzić wiele z nich do upadku. Uprzywilejowanie White Eagle Aviation jest — ich zdaniem — tym bardziej bulwersujące, że 30-proc. udział w nich ma niemiecki Preussag, właściciel biur podróży TUI i Scan Holiday.

Od 1 marca resort infrastruktury wdraża procedury dotyczące zwiększenia udziału PLL LOT i White Eagle Aviation w przewozach czarterowych, m.in. do Turcji, Egiptu, Tunezji i Cypru. Od piątku zagraniczni przewoźnicy mogą operować na tych połączeniach, ale tylko za zgodą krajowych przewoźników, czyli PLL LOT i WEA. Na tych połączeniach działa obecnie kilkunastu przewoźników, m.in.: Helios i Cyprus Airways (Cypr), Sun Express, Onur Air, Air Antalia, Air Alfa i Pegasus (Turcja), Nouvelle Air i Tunis Air (Tunezja), Lotus, EMC Aviation i Faraonic (Egipt).

— Decyzja resortu podyktowana jest zmniejszeniem popytu na usługi lotnicze w związku z atakami terrorystycznymi w USA i koniecznością zapewnienia obywatelom polskim właściwego poziomu bezpieczeństwa transportu lotniczego — mówi Paulina Jankowska, rzecznik Ministerstwa Infrastruktury.

Do takiej interpretacji sporo zastrzeżeń mają przedstawiciele firm turystycznych. Sugerują, że działanie Ministerstwa Infrastruktury monopolizuje rynek czarterowy, co może spotkać się z retorsjami innych państw i dobić krajowe firmy turystyczne. Szczególnie niepokoi ich jednak fakt, że działania ochronne państwa obejmują prywatną spółkę, w dodatku z kapitałem zagranicznym, czyli WEA.

Od końca sierpnia ubiegłego roku właścicielem 29,3 proc. akcji prywatnych polskich linii lotniczych White Eagle Aviation, założonych przez Zbigniewa Niemczyckiego, jest grupa turystyczna Preussag, reprezentowana przez Hapag Lloyd. Zbigniew Niemczycki, właściciel WEA, ripostując zadaje pytanie, czy LOT jest polskim przewoźnikiem czy szwajcarskim.

— Jeśli odpowiadamy, że polskim, bo Skarb Państwa posiada blisko 68 proc. akcji, to mówię, że ja posiadam w WEA ponad 70 proc. akcji — mówi Zbigniew Niemczycki.

Preussag jest nie tylko współwłaścicielem WEA, ale również TUI i Scan Holiday, biur turystycznych obecnych w Polsce, które korzystają z czarterów linii. Trudno zatem dziwić się, że regulacjom wprowadzonym przez MI sprzeciwia się Rada Naczelna Polskiej Izby Turystyki. Oficjalne pismo w tej sprawie trafiło już do Andrzeja Piłata, sekretarza stanu w MI. Rada uważa, że administracyjna decyzja ograniczania dostępu obcych przewoźników do polskiego rynku czarterowego będzie miała negatywne skutki dla polskiego sektora turystycznego.

— Umocnienie monopolistycznych pozycji przewoźników może doprowadzić do wzrostu cen i zmniejszyć liczbę polskich turystów wylatujących za granicę z polskich portów lotniczych — tłumaczy Krzysztof E. Wojtkiewicz, sekretarz generalny Polskiej Izby Turystyki.

Dyktat cenowy nie dotknie biur należących do Preussag, które w lotach czarterowych korzystają głównie z usług WEA.

— Jaki monopol? Spośród krajowych przewoźników loty czarterowe wykonują LOT, Eurolot i WEA. Firmy rywalizują ze sobą — tłumaczy Zbigniew Niemczycki.

Jego zdaniem, decyzje rządu to działania chroniące polskich przewoźników, podobne do podejmowanych za granicą.

Decyzja MI może pogorszyć relacje z państwami, których przewoźników dotknie.

— Ciekawe, jak zareagują państwa, których dotyczą te obostrzenia. Mogą podobne regulacje wprowadzić wobec naszych przewoźników. Jeśli tak się stanie, istnieje duże prawdopodobieństwo paraliżu operacji lotniczych w tym sezonie — zauważa Grzegorz Prądzyński, przewodniczący Komisji Wspólnej Agentów Zrzeszenia Międzynarodowego Transportu Lotniczego (IATA).

Zdaniem Zbigniewa Niemczyckiego, takie zagrożenie nie istnieje.

— Na połączeniach do Turcji ruch turystyczny odbywa się w jedną stronę. Nie dość, że Polacy zostawiają tam około 66 mln USD rocznie, to mamy dzielić się z tureckimi liniami dochodem z dowozu pasażerów — mówi właściciel WEA.

Sprzeciw wyrażają także regionalne lotniska.

— Jeśli wyeliminuje się zagranicznych przewoźników, dojdzie do dyktatu cen, co odbije się dotkliwie na ruchu w regionalnych portach — mówi Włodzimierz Machczyński, prezes Stowarzyszenia Krajowych Portów Regionalnych.

Zwyżka cen może skutkować dalszym odpływem turystów, szczególnie mieszkających w zachodniej i południowej Polsce, którzy już teraz masowo podróżują z lotnisk w Berlinie i Pradze. Jeśli sprawdziłby się czarny scenariusz, efekt może być tylko jeden — upadek wielu firm turystycznych i straty portów regionalnych.

— Najwięcej mogą stracić porty w Katowicach i Poznaniu — mówi Włodzimierz Machczyński.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Cezary Pytlos

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / / MI chroni WEA, foruje TUI oraz Scan Holiday