Poza tym, że doszło do mocnego zbicia stawek na rynkach międzybankowych i obniżenia rentowności obligacji, co zmniejsza koszty obsługi zadłużenia, innych skutków na razie nie ma. Nie dziwi więc, że kolejny raz po decyzji Rezerwy Federalnej mamy do czynienia z odmiennymi reakcjami tuż po niej, w końcowej części amerykańskiej sesji i następnego dnia w notowaniach kontraktów na amerykańskie indeksy oraz zachowaniu indeksów europejskich. Skok kursów w Ameryce w górę z wczorajszego wieczora nie przełożył się na kondycję parkietów na Starym Kontynencie. Mamy niewielkie zniżki. Realnie patrząc, to zachowanie racjonalne. Wciąż kupować akcje można jedynie w nadziei na poprawę sytuacji, a nie sygnały wskazujące, że ona się poprawia. W ostatnich miesiącach opieranie się na optymistycznych przewidywaniach nie raz zawodziło.
Wczoraj kolejny raz mogliśmy się przekonać, że światowe gospodarki nie wykazują oznak poprawy. Słabo wypadły wskaźniki aktywność przemysłu i sektora usług w strefie euro, które w grudniu po raz kolejny spadły. Fatalne wieści nadeszły z rynku nieruchomości w USA, gdzie rekordowo niskie były liczba nowych budów i pozwoleń na budowę. Spadło zatrudnienie w strefie euro, więc także w tej sferze ekonomicznej widać pogorszenie, które będzie odbijać się na kondycji konsumentów.
W sumie więc decyzja Rezerwy Federalnej niewiele zmieniła w postrzeganiu rynków, choć na dłuższą metę na pewno ma swoje implikacje. Inwestorzy zapewne będą znacznie bardziej „wymagający” wobec pojawiających się danych makroekonomicznych. Skoro w amerykańskiej polityce pieniężnej zrobiono praktycznie wszystko, by poprawić stan gospodarki i sektora finansowego, to naturalne jest oczekiwanie, że w sytuacji, gdy ta poprawa nie będzie następować, a będzie przy tym brakować możliwości dalszego obniżania kosztu pieniądza, inwestorzy będą źle reagowali na złe doniesienia. W tym względzie pewien etap na rynkach się wczoraj zamknął – gra „pod” obniżki stóp procentowych już się skończyła. Dotyczy to zarówno akcji, jak dolara i obligacji.
Amerykańska waluta bardzo mocno się osłabiła wczoraj, a dziś euro testuje barierę 1,4 USD. Zamknięcie ponad nią przekonywałoby, że trzeba odejść od scenariusza zapowiadającego dalsze wzmacnianie dolara. Rentowność 10-letnich obligacji spadła do 2,36 proc. przy podanej wczoraj inflacji bazowej CPI rzędu 2 proc. Praktycznie więc nie przynoszą realnego zysku. Taka sytuacja jest dyskontowaniem oczekiwań na pojawienie się silnej deflacji.
Trzeba jeszcze wspomnieć o ostrzeżeniu KNF o koncentracji krótkich pozycji z grudniowej serii na kontraktach terminowych na WIG20 w rękach jednego inwestora. Ma on blisko 40 proc. rynku. Wszystko wskazuje na to, że przynoszą straty. Nie ma jednak co wyolbrzymiać znaczenia tego czynnika – wszak pewnie zdecyduje się na rolowanie tych pozycji na kolejną serię, gdyż nie są to raczej pozycje arbitrażowe, które warto byłoby zamykać w ostatniej godzinie piątkowej sesji, wywołując falę podaży akcji. Po prostu na grudniowej serii nie było okazji do arbitrażu, bo baza przez długi czas była ujemna, a nie mocno dodatnia.
Dziś na rynkach 17 grudnia 2008 r.: listopadowa inflacja CPI w Niemczech obniżyła się do 1,4 proc., minutes po ostatnim posiedzeniu Banku Anglii, listopadowa zmiana wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w Wielkiej Brytanii, listopadowa inflacja CPI w strefie euro, październikowa produkcja budowlana w strefie euro, cotygodniowe dane o liczbie kredytów hipotecznych w USA, grudniowy wskaźnik zaufania globalnych inwestorów Bloomberga, bilans obrotów bieżących USA w III kwartale.
Katarzyna Siwek
Autorka jest specjalistką Expandera