Mispol do kupienia

ZK
opublikowano: 2008-09-29 00:00

To nie firma z Suwałk jest na celowniku Enterprise Investors. Ale i ona może zmienić właściciela.

To nie firma z Suwałk jest na celowniku Enterprise Investors. Ale i ona może zmienić właściciela.

Dekoniunktura sprowadziła wartość wielu firm z branży spożywczej poniżej ich wartości. Tak przynajmniej uważa Marek Piątkowski, prezes Mispolu, producenta konserw i dań gotowych. To może zaowocować konsolidacją i zmianami właścicielskimi. Sam Mispol również uważany jest za obiekt do przejęcia, bo nie ma żadnego dużego akcjonariusza. W spółce jest grupa kilkunastu osób, które razem ją zakładały i znają się od lat, ale przynajmniej niektórzy jednak są skłonni sprzedać pakiety.

— We wtorek nie będzie mnie w Warszawie — mówi Marek Piątkowski.

To odpowiedź na pytanie, czy przypadkiem nie Mispol jest tą tajemniczą firmą, która ma być celem inwestycyjnym dla funduszy Enterprise Investors (EI). Właśnie jutro EI ogłosi plany wejścia w spółkę publiczną, zapewne z branży spożywczej lub handlowej.

— Zapewniam, że nie chodzi o nas — twierdzi szef Mispolu.

Ale przyznaje, że firmą interesują się różni inwestorzy.

— Dostajemy oferty, spotykam się na kawie, ale na razie nie jest to nic poważnego. Trudno mi powiedzieć, czy te rozmowy doprowadzą do przejęcia Mispolu przez inwestora strategicznego czy też nie — wyjaśnia Marek Piątkowski.

Kilka tygodni temu mieliśmy informacje, że Mispolem zainteresował się Krzysztof Moska, znany gracz giełdowy. Prawdopodobnie jednak, nie dochodząc do 5-procentowego progu w kapitale, co wymagałoby ujawnienia, zrezygnował z projektu. Za to inwestor ten pojawił się ostatnio w Plastboksie.

Pierwsze półrocze kiepsko wypadło dla suwalskiej spółki. Sprzedaż dzięki przejęciom wzrosła o ponad 55 proc. do 57 mln zł, ale zysk wyniósł ledwie 14 tys. zł, wobec prawie 4,5 mln zł przed rokiem. W drugiej połowie sytuację poprawia spadek cen pszenicy, jednego z głównych surowców produkcyjnych. W Czechach, gdzie Mispol się zaopatruje, można ją już kupić nawet po blisko 450 zł za tonę. W szczycie płacono ponad tysiąc złotych. Niestety z drugiej strony drożeje wieprzowina, czego prezes nie przewidywał.