Mo-Bruk ma silną pozycją na polskim rynku przerabiania odpadów przemysłowych, a teraz przygotowuje się do podboju rynków zagranicznych. Już eksportuje paliwa RDF do Szwecji i Ukrainy oraz rozwija współpracę z klientami w Grecji, Słowenii oraz we Włoszech. Spółka planuje także ekspansję na rynku holenderskim. Spodziewa się otrzymania wkrótce notyfikacji na eksport RDF. Wchodząc na rynek holenderski, Mo-Bruk zamierza dwukrotnie zwiększyć moce produkcji paliw alternatywnych — do 150 tys. ton rocznie.
Niewykorzystany potencjał rynku RDF
Wyjście giełdowej grupy za granicę nie jest zaskoczeniem — na rodzimym rynku możliwości rozwoju w segmencie RDF są mocno ograniczone. Poza cementowniami trudno znaleźć klientów, bo zastosowanie paliw alternatywnych mocno ograniczają przepisy. Tymczasem na rynkach zachodniej Europy paliwo RDF z powodzeniem wykorzystywane jest także np. w branży ciepłowniczej.
— W Polsce potencjał produkcji i rynku zbytu RDF jest duży, ale niewykorzystany. Branża przedstawiła niedawno projekt zmiany przepisów pozwalających na współspalanie do 10 proc. odpadów w ciepłowniach, ale nie spotkał się z akceptacją decydentów. Głównym klientem firm z branży odpadowej są więc i pozostaną cementownie — mówi Lech Dubiński, wiceprezes Mo-Bruku.
Podkreśla też, że po intensyfikacji rządowych działań dotyczących likwidacji składowisk odpadów niebezpiecznych, czyli tzw. bomb ekologicznych, na rynku występuje nadpodaż surowców do spalenia, co może stać się motorem zwiększania zdolności produkcyjnych instalacji termicznego przekształcania odpadów.
Przymiarki do budowy spalarni
Mo-Bruk mógłby zwiększyć wolumen spalanych odpadów w Karsach, ale na przeszkodzie stoją ograniczenia administracyjne zawarte w decyzjach dotyczących eksploatacji. Spółka nie wyklucza natomiast inwestycji w nowe instalacje termicznego przekształcania odpadów. W połowie roku spodziewa się nowego naboru wniosków o finansowanie z NFOŚiGW, w którym może wziąć udział. Lech Dubiński nie ujawnia jednak, jaki projekt zamierza przedstawić. Podkreśla jedynie, że budowa spalarni jest bardzo kosztowna — instalacja o mocy 25 tys. ton to koszt ponad 200 mln zł. Zwraca jednak uwagę, że dzięki działającym i planowanym instalacjom termicznego przekształcania odpadów Mo-Bruk staje się grupą samowystarczalną energetycznie, co pomaga obniżyć koszty i zapewnić zwrot z inwestycji. Grupa rozważa nie tylko inwestycje w spalarnie, ale także w zagospodarowanie odpadów pospalarnianych.
— Są w nich różnego rodzaju metale oraz cenne pierwiastki. Rozwijamy więc nasz dział badawczo-rozwojowy i chcemy inwestować w technologie pozwalające na odzysk cennych metali i pierwiastków — mówi Lech Dubiński.
Nie wyklucza także inwestycji w start-upy zajmujące się taką działalnością. Rynek nam sprzyja. Mo-Bruk zmodernizował spalarnię odpadów w Karsach, która — zgodnie z wymogami udzielającego jej finansowania NFOŚiGW — już w ubiegłym roku miała w pełni wykorzystane moce przetwórcze sięgające 25 tys. ton rocznie. W 2026 r. także instalacja RDF w Karsach powinna być w pełni wykorzystana — mówi Lech Dubiński.
