Mocne jak stal, cienkie jak pajęczyna

Adam Sofuł
opublikowano: 2008-02-22 12:45

Przez ponad sto lat koncern Du Pont zarabiał głównie na wojnach, które są raczej męską rozrywką. W końcu wymyślił coś dla kobiet.

Nylonu nie można było nie wynaleźć. Du Pont zaangażował w badania bezprecedensowe pieniądze. Udało się. I sowicie opłaciło.


Prochu nie wymyślili
Przez ponad sto lat Du Pont żył z licznych w owych czasach wojen. Koncern prochu wprawdzie nie wymyślił, ale potrafił na nim zarabiać. W niespełna 10 lat jego fabryki stały się największymi zakładami w Ameryce.

Na przełomie XIX i XX w. Du Pont, kierowany przez skłóconych potomków założyciela, popadł w kryzys. Podźwignięcia firmy z upadku podjął się młody Alfred Du Pont z dwoma kuzynami. Przejęli pakiet kontrolny prawie za bezcen, ale musieli spłacić 12 mln dolarów długów.

Sytuację uratowała I wojna światowa. Właściciele postanowili jednak inwestować również w inne branże, m.in. wyłożył 40 mln dolarów na dział chemiczny i ściągnął z rynku co piątego dyplomowanego chemika.

Jednym z nich był Wallace Hume Carothers (na zdjęciu u góry), doktor chemii. Od 1928 r. kierował zespołem pracującym nad wynalezieniem syntetycznego jedwabiu, aby złamać monopol Japończyków.

Najpierw w 1930 r. zespołowi Carothersa udało się zsyntetyzować neopren. W maju 1934 r. chemik Julian Hill, badając polimery, stwierdził, że jedna z próbek przypomina jedwab i jednocześnie jest bardzo elastyczna. Carothers początkowo nie docenił poliamidu 6.6 (bo tak określano ową próbkę), ale po kilku miesiącach wraz z Hillem wrócili do badań i 28 lutego 1935 r. nastąpił oczekiwany przełom — udało się zsyntetyzować włókno.


Mocne uderzenie
Du Pont dwa lata czekał na patent. W październiku 1938 r. zaprezentował wynalazek na nowojorskiej wystawie światowej. Od Nowego Jorku pochodzi nazwa włókna — nylon. Wkrótce zaprezentowano też pierwszy nylonowy wyrób — szczoteczkę do zębów. Ale przecież nie o szczoteczki Du Pontowi chodziło.

15 maja 1940 r. przeszedł do historii handlu. Przed amerykańskimi domami towarowymi tworzyły się kilometrowe kolejki. Kobiety czekały na debiut nylonowych pończoch. Tego dnia sprzedano 4 mln par. Do końca roku sprzedaż wyniosła 64 mln par, a i tak nie zaspokoiła popytu.

Nylonowe pończochy stały się takim obiektem pożądania, że panie, które nie zdołały ich nabyć, starały się przynajmniej sprawiać wrażenie, że je mają, rysując sobie na gołych nogach szwy (ówczesna technologia sprawiała, że wszystkie pończochy miały szwy). Wkrótce było o nie jeszcze trudniej — wybuchła wojna i z nylonu produkowano spadochrony, chociaż nylonowe pończochy pozwoliły amerykańskim żołnierzom wkupić się w łaski wielu Angielek i Francuzek.

Carothers tego triumfu nie doczekał. Jak wielu wynalazców nie radził sobie z życiem osobistym. W 1937 r. popełnił samobójstwo. A nylono- we pończochy cieszą oczy do dziś. I pewnie już tak zostanie.