25. kwietnia próbowaliśmy trochę się zmusić do świętowania 1000-lecia koronacji Bolesława Chrobrego, pierwszego króla Polski. Odbył się piknik, duży koncert, ale prawda jest taka, że nie wyszło to spektakularnie i nie udało się nadać tej rocznicy odpowiedniej rangi. Może szkoda. Ale chciałbym zwrócić uwagę na inną rocznicę związaną z początkami państwa polskiego, która akurat jest regularnie obchodzona i ma bardzo interesujący wymiar ekonomiczny.
Rocznica jedyna w swoim rodzaju
Chodzi o obchodzoną 8. maja uroczystość św. Stanisława, biskupa i męczennika, patrona Polski. Biskup Stanisław zginął z rąk króla Bolesława Szczodrego 11 kwietnia 1079 r. a z kolei 8 maja 1254 r. ogłoszono w Polsce jego kanonizację – stąd wzięło się święto. Rocznica ogłoszenia kanonizacji jest do dziś obchodzona w Krakowie w formie odbywającej się corocznie w maju procesji. To jeden z niewielu znaków, które współczesną Polską łączą z pierwszymi wiekami jej istnienia – ani rocznicy chrztu Mieszka I, ani koronacji pierwszego króla Bolesława Chrobrego czy rocznicy Bitwy pod Grunwaldem, a także rocznic innych ważnych wydarzeń nie obchodzi się z pompą. Jest to zresztą znamienne, że społeczeństwo czci świętego, który – jak zobaczymy – zamachnął się na suwerenne prawa jednego z pierwszych królów, a jednocześnie nie świętuje żadnej rocznicy związanej z ukonstytuowaniem się i umacnianiem własnego państwa.
Tragiczny konflikt króla Bolesława Szczodrego i biskupa Stanisława jest w istocie związany z początkami polityki pieniężnej w Polsce. Polityki pieniężnej, czyli aktywnego wykorzystania pieniądza do osiągania pewnych celów politycznych czy ekonomicznych. Bolesław Szczodry był pierwszym królem, który to zrobił – emitował pieniądz w celach więcej niż symbolicznych. A biskup Stanisław najprawdopodobniej się temu sprzeciwił.
Spróbujmy przyjrzeć się bliżej temu konfliktowi. Zwrot „przyjrzeć bliżej” jest tu naturalnie pewnym naiwnym uproszczeniem, ponieważ o tamtym okresie wiadomo bardzo niewiele ze względu na małą liczbę źródeł. Nie wiemy nawet, nad jakimi obszarami panował dokładnie polski władca. Jak pisał historyk monet Ryszard Kiersnowski, duża część historii średniowiecza jest „zaryta w pradziejach” tak głęboko, że niespecjalnie można się jej dokopać. Ale próbujmy.
Jak zebrać dobrą armię
Bolesław II Szczodry (zwany też Śmiałym) prowadził restart państwa polskiego, po tym, kiedy czas panowania pierwszych Piastów – od Mieszka I przez Bolesława I po Mieszka II – zakończył się apokaliptyczną katastrofą. Młode państwo nie wytrzymało najazdów zbrojnych sąsiadów: Czechów, Rusinów, Niemców. Na to nałożyła się tzw. reakcja pogańska, czyli seria wystąpień ludności przeciwko chrystianizacji i zwiększaniu praw książęcych. Państwo praktycznie przestało funkcjonować, zapanowała anarchia. Odbudowy młodego państwa podjął się najpierw Kazimierz, syn Mieszka II, zwany Odnowicielem, który dzieciństwo spędził w Niemczech na dworze cesarza Ottona III, zdobywając uznanie jako rycerz. Docenić można to, że młody Kazimierz zdecydował się zawalczyć o ojcowiznę, mimo że zarówno matka, jak i sam cesarz odwodzili go od tego pomysłu, obiecując nadanie ziemi i inne korzyści. Kazimierz zebrał jednak pół tysiąca rycerzy i stopniowo odzyskiwał panowanie nad ziemią przodków.
Warto zatrzymać się tu na moment i zastanowić, w jaki sposób Kazimierzowi Odnowicielowi udało się zebrać armię, której potrzebował, by podporządkować sobie ziemie obejmujące Śląsk, Wielkopolskę i Małopolskę oraz Mazowsze. Zmierzam bowiem powoli do tego, w jaki sposób pieniądz zaczął odgrywać większą rolę w funkcjonowaniu państwa, a finansowanie armii stanowi najważniejszy czynnik prowadzący do kreacji dużych ilości pieniądza.
Kazimierz, podobnie jak poprzedni Piastowie, zbierał jeszcze armię w starym stylu, cechującym raczej mniej rozwinięte organizacje państwowe. Nadawał po prostu żołnierzom ziemię i inne nieruchomości. Gall Anonim opowiedział na przykład taką historię: „Sam też Kazimierz, osobiście siekając mieczem, niezmiernie się utrudził, ramiona, całą pierś i twarz ubroczywszy rozlaną krwią, i tak zapamiętale ścigał sam jednego z uciekających wrogów, że byłby musiał zginąć, nie znajdując pomocy ze strony swoich; pewien wszakże prosty żołnierz, choć nie ze szlachetnego rodu, szlachetnie pospieszył mu z pomocą, gdy już miał zginąć, co następnie Kazimierz hojnie mu odpłacił, bo i miasto mu nadał, i co do godności wyniósł go między najdostojniejsze rycerstwo”. Tak oto powstawała uprzywilejowana grupa właścicieli ziemskich, która stała się grupą panującą przez kolejne 900 lat. Trzeba tu przypomnieć, że w podobny sposób proces przebiegał na terenach imperium rzymskiego (zachodniego) w jego późnych stadiach życia i rozkładu, gdy Rzym miał coraz mniejsze zdolności zbierania podatków. A powstała w ten sposób grupa właścicieli dużych obszarów ziemskich stworzyła fundamenty feudalnej Europy. W podobny sposób armie tworzyli germańscy władcy, którzy stopniowo opanowywali Europę Zachodnią i Południową od pierwszych wieków po Chrystusie. W państwie Franków nazywano to honores – ludzie zasłużeni dla króla, nierzadko siekaniem jego przeciwników, otrzymywali ziemię lub urzędy. Właściciele ziemscy panowali nad Europą co najmniej do XVIII w., od kiedy stopniowo zaczęli zajmować ich miejsce właściciele kapitału.
Król wielkich ambicji
Bolesław Szczodry był synem Kazimierza Odnowiciela i szedł w ślady ojca. Tyle że robił wszystko bardziej, więcej, mocniej. Wspomniany Gall Anonim twierdził, że Bolesław cierpiał wręcz na nadmiar ambicji. Przede wszystkim nie tylko umacniał panowanie nad ziemiami polskimi, ale prowadził wiele wojen i wypadów zbrojnych za granicę w celu wspierania sojuszników i budowania wpływów. Liczba tych eskapad jest imponująca. Organizował m.in.: wyprawy na Węgry w celu wspierania króla Beli I; najazd na Czechy w celu osłabienia ich pozycji w konflikcie z Węgrami oraz osłabienia Cesarstwa Niemieckiego, od którego Bolesław chciał się uniezależnić; wyprawy na Pomorze w celu odzyskania tych terenów dla Polski (co prawdopodobnie się nie udało, dopiero kolejny władca – Bolesław Krzywousty – zdobył Pomorze); wsparcie zbrojne dla duńskiego króla Svena II Estrydsena podczas jego wyprawy na Anglię; liczne wypady na Ruś w celu wspierania władzy Izjasława Rurykowicza (syna Jarosława Mądrego). Zwieńczeniem wysiłków prowadzonych na różnych frontach zewnętrznych i wewnętrznych był akt koronacji, którego Bolesław dokonał sam, prawdopodobnie bez zgody papieża Grzegorza VII, a na pewno wbrew woli cesarza niemieckiego, który przynajmniej teoretycznie rościł sobie prawo do zwierzchnictwa nad całą chrześcijańską Europą. Tyle że w tamtym okresie cesarstwo było już słabe, rozbite na małe księstwa – co przechodziła każda duża wspólnota polityczna feudalnej Europy – i nie miało zdolności narzucania siłą swojej woli innym księstwom i królestwom.
Koronacja Bolesława odbyła się 25. grudnia 1076 r., co nadaje wydarzeniu dodatkowe znaczenie – w dniu Bożego Narodzenia narodził się nowy król. Miał Bolesław rozmach. Z koronacji nie był zadowolony nie tylko niemiecki cesarz, ale też niektórzy polscy możnowładcy, ponieważ idea, że panujący książę ma aż tak dominującą pozycję wobec innych panów i rycerzy nie była powszechnie akceptowana. Jak widać, państwo i kompetencje władcy wykuwały się stopniowo, Polska nie powstała w formie aktu założycielskiego, którego warunki akceptowaliby wszyscy poddani w kraju i aktorzy polityczni za granicą, ale poprzez przemoc, walkę, ambicję. Tak zresztą powstała większość państw, a ówczesna Europa była areną wyjątkowo dynamicznych przemian w tym zakresie. Dziś nie zastanawiamy się nad tym, dlaczego po złamaniu prawa państwo ma wobec nas możliwość zastosowania siły – możemy jedynie kwestionować, czy do złamania praw doszło i czy kara jest adekwatna. Natomiast 1000 lat temu nie było wcale powszechnie akceptowane, że jeden władca ma prawo użyć siły wobec ludzi w celu egzekwowania swoich postanowień. Koncepcja państwa, jako organizacji dysponującej legalnym i powszechnie akceptowanym aparatem przemocy, wyłaniała się w mrokach średniowiecznej Europy stopniowo.
Moneta zamiast ziemi
Świat się zmienia, ale do realizowania wielkich ambicji zawsze trzeba mieć wielkie zasoby. Ziemia i możliwość jej nadawania rycerzom stanowi duży zasób, ale w mocno zalesionej Europie był to też zasób ograniczony. Ile miast czy grodów można nadać rycerzom, który uratowali ci życie, jeżeli jeździsz po całej wschodniej Europie i prowadzisz wojny? Co gorsze, rycerze posiadający ziemię posiadali też na swoich terytoriach pewien zakres władzy i mogli sami stanowić zagrożenie dla króla, na przykład kwestionując jego prawa do korony. Król Bolesław odwołał się więc do metody finansowania żołnierzy znanej od co najmniej III wieku przed Chrystusem – emisji monety na szeroką skalę. Był to pierwszy król, dla którego moneta stała się czymś więcej niż tylko symbolem władzy i elementem jednoczącym budowane państwo w sposób bardziej kulturowy niż ekonomiczny. Bolesław znacząco zwiększył liczbę produkowanych monet, by opłacić armię rycerzy.
Wiele wskazuje, że akumulacja monet prowadziła do tak silnej koncentracji władzy, że ówcześni członkowie elity społecznej uznali to za zamach. Zasoby znajdujące się w dyspozycji króla dawały mu siłę, której nie mieli wcześniejsi Piastowie. A Bolesław postanowił nadać tej uzurpacji władzy dodatkowo symboliczny wymiar, wybijając na produkowanych przez siebie monetach własny wizerunek, co było wydarzeniem bez precedensu. Wcześniejsze polskie monety wykorzystywały raczej znaki religijne, oddając powszechną wiarę, że władza pochodzi od Boga, a książę lub król reprezentuje porządek boski na Ziemi. Bolesław zaburzył ten symboliczny porządek i postawił siebie na pierwszym planie. Podgrzewał tym samym bunt nie tylko wśród możnowładców, ale też przedstawicieli kościoła. Powoli rozgrywały się pierwsze akty największej tragedii politycznej wczesnośredniowiecznej Polski, a przynajmniej takiej, o której wiemy i pamiętamy do dziś. Ale po kolei.
Regres życia handlowego w Europie
W owym czasie na ziemiach polskich używano różnych narzędzi płatniczych, przede wszystkim skórek wiewiórczych i monet – denarów. Jeżeli ktoś stawia sobie pytanie, czy populacja wiewiórek mogła wytrzymać zapotrzebowanie na środki płatnicze, to powinien zrozumieć, że handel w ówczesnej Polsce, jak i całej Europie, miał bardzo ograniczony zasięg. Produkcja odbywała się głównie na potrzeby własne, gospodarstwa rolne w 90 procentach produkowały towary zaspokajające ich mieszkańców (w tym oczywiście panów), a wymiana towarowa miała często charakter barterowy. Carlo Cipolla, włoski historyk i jeden z największych znawców średniowiecznego pieniądza, opowiadał w jednym z wywiadów, że widok handlarza był dla ówczesnego mieszkańca Europy czymś szokującym. Jak człowiek z Księżyca. Między VII i XI wiekiem średniowieczna Europa przeżywała tak głęboki regres życia handlowego, że dla świata muzułmańskiego i cesarstwa wschodniorzymskiego mogła być – wedle słów Cipolli – czymś takim, jak dziś Afryka Północna dla Europy. Role jak widać w historii często się zmieniają, choć nie dzieje się to szybko. Istniały oczywiście powiązania handlowe łączące różne części Europy, w tym szlaki wiodące od Morza Czarnego po Morze Bałtyckie. Na tych szlakach używano najczęściej monet bliskowschodnich, na przykład drachm. Do Polski napływało sporo drachm m.in. z tytułu eksportu niewolników słowiańskich. Polska we wczesnych wiekach średnich odgrywała wobec rozwiniętego świata Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu taką rolę, jak Afryka wobec Europy Zachodniej kilkaset lat później – była źródłem surowców i niewolników. Natomiast skala tego handlu była na tyle mała, że napływający pieniądz nie mógł stanowić środka wymiany na lokalnych targach. Tym bardziej że wymiana lokalna wymagała czegoś, co ekonomiści nazywają monetą zdawkową i co w historii pieniężnej świata odegra wielką, dominującą rolę.
Moneta zdawkowa jako początek nowej idei
Moneta zdawkowa to drobny pieniądz, który wartość czerpie nie z kruszcu, z którego jest wykonany, lecz z tego, że można ją wykorzystać do zakupu towarów i usług – coś jak sztuczne papierowe pieniądze w grze Monopoly. Nie potrzebujesz prawdziwych złotych czy dolarów, by grać w Monopoly, to byłoby niepotrzebne marnotrawstwo i ryzyko, i tak samo ludzie nie potrzebowali w XI wieku drachm, by kupić słoninę na targu. Wystarczyły denary lub skórki wiewiórcze. Żeby jednak życie handlowe rozwinęło się na większą skalę, rynek potrzebuje dopływu takiego pieniądza – musi być łatwo dostępny i łatwy do pozbycia się. W ten sposób na małych lokalnych targach spotykają się dwa wielkie procesy historyczne. Z jednej strony lokalny władca emituje duże ilości zdawkowego pieniądza, by zapełnić swój skarbiec. Z drugiej – powoli zaczyna zaczyna kwitnąć życie handlowe, które takiego pieniądza potrzebuje. Władza i rynek powstają w tym samym czasie. Nie ma rynku bez scentralizowanej władzy i tworzonej przezeń monety. Nieprzypadkowo rynki zaczęły w średniowiecznej Europie zamierać, kiedy zamierały struktury cesarstwa rzymskiego, a zaczęły się odradzać, gdy stopniowo budowały się struktury państwowe średniowiecznej Europy. Do handlu potrzebujesz dwóch rzeczy: pieniądza i pewności, że cię nikt nie okradnie, jak będziesz wiózł towar – to zapewnić może tylko władza polityczna.
Monetą Europy średniowiecznej był denar. Nie była to moneta taka, jaką znamy współcześnie – z wybitą nazwą i nominałem: 1 złoty, 1 dolar, 1 euro, 1 denar. Denar był monetą, której głównym atrybutem była konkretna waga i skład kruszcowy: 1,4-1,7 grama srebra. Na różnych obszarach Europy przybierał denar różne nazwy – po prostu denar (Polska), fenig (Niemcy), pens lub szterling (Anglia). Różne też były znaki wybijane na monecie. Najczęściej miały charakter religijny lub związane były z konkretnymi władcami. Najistotniejsza jest tu jednak waga, a nie wygląd. Waga wyrażała wartość i to ma krytyczne znaczenie dla zrozumienia dalszej ewolucji i roli pieniądza. Najważniejszym elementem systemu pieniężnego była nawet nie moneta, ale jednostka obrachunkowa wyrażająca wagę – funt (zwany też librą). Funt dzielił się na 20 solidów, a każdy solid na 12 denarów. W tym trójpoziomowym systemie – funt, solid, denar – tylko ostatni element był fizycznie istniejącą monetą, pozostałe dwa służyły jedynie do obrachunków. W Polsce ten system opierał się na zmodyfikowanej nieco strukturze: grzywna, wiardunek, skojec, denar, w którym trzy pierwsze elementy stanowiły wyłącznie jednostki obrachunkowe, a jednocześnie jednostki wagi. Współczesny człowiek, otoczony ze wszystkich stron przez handel i produkcję, wykształcony w rachunkach, potrafi o wartości myśleć w sposób abstrakcyjny, umie wyobrazić sobie, że jednostka pieniężna wyraża potencjał zakupowy, który można przekuć na zdobycie pewnej liczby usług i towarów.
Człowiek sprzed 1000 lat o wartości myślał w kategorii wagi – to mogła być waga monety kruszcowej, ale mogła być też waga innych towarów. Czasami wyrażano wartości w jednostkach obrachunkowych, używając innych towarów niż moneta, na przykład łoju. W każdym razie relacja między jednostką obrachunkową a towarem, który wykorzystywano do realizacji płatności, ulegała stopniowym przemianom i powoli na przestrzeni wieków jednostka obrachunkowa oddzielała się od konkretnej formy towarowej. Ludzie stopniowo uczyli się wyrażać wartość przez jednostkę obrachunkową w oderwaniu od kruszcu czy materiału. Zdolność uczynienia z kawałka srebra abstrakcyjnej miary wartości jest oznaką stopnia rozwoju struktur władzy. Pieniądz jest abstrakcyjną miarą wartości, jednostką rozliczeniową służącą do regulowania wzajemnych należności z tytułu handlu. Nie jest rzeczą, towarem, kruszcem, futerkiem wiewiórki czy kawałkiem materiału. To, czy społeczność umie posługiwać się taką abstrakcyjną jednostką, bez wiązania jej z jakimś fizycznym towarem, jest oznaką stopnia organizacyjnego rozwoju tej społeczności. Zobaczymy to w wielu momentach historii tak w średniowieczu, jak i w XXI w. Przechodzenie od pieniądza, który wartość czerpał z rynkowej wartości kruszcu lub innego towaru, do pieniądza, który wartość czerpie z norm społecznych, zaufania, porządku, odbywało się stopniowo, często ten proces się odwracał, a nawet dziś nie jest w pełni ukończony. A pierwszym krokiem w tym długim, tysiącletnim procesie było stopniowe psucie monety przez władców. Działo się to wszędzie w Europie, choć w Europie Środkowej był to proces szczególnie intensywny.
Milion monet z pół tony srebra
Bolesław Szczodry był pierwszym polskim władcą, który zaczął bić monetę na szeroką skalę i robił to skutecznie. To znaczy, że od jego panowania zaczyna się stałe bicie monety na ziemiach polskich na taką skalę, że pieniądz ten wchodzi stopniowo do powszechnego użytku, a jednocześnie dochody z wytwarzania monet stają się istotnym składnikiem królewskiego budżetu. Bolesław Śmiały łącznie wybił około miliona monet – dziesięć razy więcej niż pierwsi Piastowie: Mieszko I i Bolesław Chrobry. Zrobił to, mając do dyspozycji zaledwie dwa razy więcej kruszcu, a mianowicie niecałe pół tony srebra. Te pół tony srebra zmieściłoby się w przeciętnym współczesnym plecaku turystycznym, ponieważ srebro ma bardzo wysoką gęstość, jest ciężkie. Fakt, że Śmiały z kilograma srebra wybił pięciokrotnie więcej monet niż jego poprzednicy, świadczy o fundamentalnej zmianie podejścia do roli monety. Skąd ta zmiana się wzięła? Były prawdopodobnie dwa jej źródła – zdolność ściągnięcia kruszcu i nowe idee dotyczące generowania dochodów dla władcy, pochodzące z Europy Zachodniej.
W Polsce denary bito od czasów rządów Mieszka I, od około 980 r., ale były to emisje ograniczone pod względem ilościowym, mające charakter bardziej prestiżowy niż polityczny lub ekonomiczny. Wszystkie kraje Europy Środkowej i Północnej przyjmujące w X w. chrzest zaczynały wkrótce po chrzcie bić własne monety. Pierwsze próby z biciem pieniądza na tzw. peryferiach ówczesnej Europy nie zawsze jednak kończyły się powodzeniem i tak też stało się w Polsce. Użycie polskiego denara było bardzo ograniczone. A około roku 1010-20 Bolesław Chrobry zaprzestaje bicia monety. Dlaczego? Tego dokładnie nie wiemy, ale można przypuszczać, że nie widział w tym większych korzyści. Na ziemiach polskich krążyły niemieckie fenigi, które wypierały polską monetę m.in. ze względu na to, że było ich więcej, były lżejsze i miały nieco mniejszą zawartość srebra. Z tego powodu nie były używane w celach tezauryzacyjnych, czyli jako skarby służące zachowaniu wartości. Ponadto polski władca nie za bardzo miał dostęp do kruszca. Kopalnie srebra znajdowały się wówczas głównie w Europie Zachodniej, a materiał można było pozyskać wyłącznie przez utrzymywanie dodatniego salda płatności z tytułu handlu i innych transferów, to zaś było trudne dla państwa, które musiało płacić wysoki trybut sąsiadom. Trybut sprawiał, że srebro napływające z tytułu eksportu towarów z powrotem odpływało z Polski. A co najważniejsze, idea, że władca może elastycznie manipulować wagą monety, dopiero kiełkowała w umysłach elit feudalnej Europy – Chrobry jeszcze z tego pomysłu skorzystać nie mógł. Zapewne dlatego, że do przeprowadzania takiej operacji potrzebna jest dobrze ugruntowana władza, dzięki której król, książę lub wódz plemienia może zmusić obywateli do używania monety określonego rodzaju. Zakres władzy pierwszych Piastów nie był na tyle szeroki, by mogli zdecydować się na odważne reformy monetarne i próbę emisji dużej liczby monet z małej ilości kruszcu. Bolesław Śmiały jako pierwszy podjął to ryzyko. To ten król jako pierwszy podjął się zadania zdominowania krajowego obiegu pieniężnego przez monetę bitą w kraju. I to z sukcesem.
Do masowego zwiększenia krajowej produkcji monet Bolesław potrzebował dwóch rzeczy, oprócz oczywiście mennic i mincerzy: srebra oraz wiedzy. Kruszec zapewniły mu eskapady polityczne. Był to pierwszy król aktywny poza granicami Polski, nawiązujący liczne sojusze i wspomagający militarnie sojuszników, starający się wpływać na bezpośrednie otoczenie kraju. Dzięki temu mógł zaprzestać płacenia trybutów, czyli opłat pieniężnych za ziemie składanych innym władcom, a to z kolei poprawiło bilans płatniczy Polski i pozostawiło więcej srebra w Polsce – niemieckie fenigi można było przetapiać na polskie denary. Ale masowa produkcja monety byłaby niemożliwa, gdyby książę i król Bolesław trzymał się tradycyjnej wagi denara i próby srebra (próba określa udział srebra w stopie metalu). Zdecydował się więc na obniżenie monety i zawartości kruszcu. Prawdopodobnie nie mógł wymyślić tego sam. Jak wspomniano, tego typu idee napływały do Polski zawsze z innych krajów, szczególnie z Europy Zachodniej, gdzie większość zmian działa się wcześniej. I tak król angielski Edgar Spokojny w X w. jako jeden z pierwszych władców Europy stosował regularną wymianę monety, co kilka lat ściągając z rynku wszystkie pensy i wymieniając je na nowe w stosunku trzy nowe za cztery starte. W ten sposób zasilał swój budżet. W Europie kontynentalnej tego typu operacje monetarne zaczęły być stosowane nieco później, bo w XI w. (choć 200 lat wcześniej stosowali je Karolingowie, ale ten zwyczaj minął wraz z rozpadem cesarstwa na wiele części i generalnym osłabieniem władzy króla). W drugiej połowie XI w. wymianę monety stosował Wratysław II, książę Czech, król Wegier Solomon, król Danii Harald Hein. Pamiętajmy, że z władcami wszystkich tych krajów Bolesław Śmiały zawierał sojusze. Idee po Europie krążyły równie szybko, co armie.
Emisja monety na dużą skalę przez Bolesława zaczęła się około roku 1060-1070, czyli mniej więcej w połowie „kadencji” władcy. Dzięki niej Śmiały mógł osiągnąć co najmniej trzy ważne cele, które składały się na potężny wysiłek państwowotwórczy. Przed wszystkim mógł prowadzić kosztowne wyprawy wojenne, o czym już pisałem. Ponadto intensywnie rozbudowywano grody. I wreszcie, co niezmiernie ważne, reorganizowano struktury kościelne, powiększając liczbę biskupstw i wznawiając działalność archidiecezji gnieźnieńskiej, zniszczonej w okresie upadku państwa w latach 30. XI w. Wbrew pozorom działalność fundacyjna, polegająca na zakładaniu kolejnych instytucji kościelnych, nie była niskokosztowa. Wymagała budowania nie tylko dużych katedr, ale też mniejszych obiektów takich jak klasztory, w których kształciły się i rozwijały kadry, które – jak pisał 900 lat później niejaki Władimir Iljicz Uljanow, zwany Leninem – decydują absolutnie o wszystkim. Reorganizację struktur kościelnych poprzedziło zapewne wiele lat intensywnych i kosztownych przygotowań.
Walka z kościołem o władzę
Kościół stanowił jeden z najważniejszych elementów gry o władzę w tamtejszej Europie. W 1075 r., czyli na cztery lata przed największym w historii konfliktem na linii władza-kościół w Polsce, papież Grzegorz VII wydał słynną bullę Dictatus papae, w której rościł sobie prawa do bardzo szerokiej władzy, nie tylko duchownej, ale też świeckiej. Rozstrzygał w niej nie tylko spór o to, kto ma prawo mianować biskupów – król czy papież (niespodzianka, papież uważał, że… papież) – ale również domagał się prawa usuwania królów i zwalniania świeckich poddanych z obowiązku posłuszeństwa wobec nich. Innymi słowy, papież uważał, że jest najważniejszym przedstawicielem Boga na Ziemi, a wszyscy inni w bezpośredni lub pośredni sposób powinni być mu z tego tytułu podporządkowani. Dziś może nam się to wydawać zabawne, że ktoś w ten sposób określa swoje szerokie prawa, bo w ogóle współczesny człowiek, żyjący we w miarę uporządkowanym społeczeństwie, o ustalonych hierarchiach i regułach, rzadko stawia sobie pytanie o to, dlaczego ma być posłuszny tej lub innej władzy. Ale w ówczesnym świecie hierarchia władzy w Europie nie była ustalona, wykuwała się mieczem, krwią i modlitwą. Dla ludzi wierzących, że ich życie na Ziemi jest tylko wstępem do wieczności, posłuszeństwo kościołowi było jednym z fundamentów ich tożsamości – człowiek nie był Polakiem, Niemcem, Europejczykiem, ale przede wszystkim członkiem swojej warstwy – chłopem, księciem, księdzem – oraz dzieckiem bożym.
Dictatus papae była więc dokumentem, który wstrząsnął Europą. Cesarz Niemiec Henryk IV postanowił się wobec ambicji papieskich zbuntować. Zwołał synod w Wormancji, na którym ogłosił wypowiedzenie posłuszeństwa papieżowi przy pełnym poparciu obecnych tam biskupów z Niemiec i Włoch (oczywiście mianowanych wcześniej przez niego). Grzegorz VII odpowiedział zwołaniem własnego synodu, na którym ekskomunikował Henryka IV i wszystkich posłusznych mu duchownych, a także ogłosił detronizację cesarza. Tę walkę na synody w pierwszym ruchu wygrał Grzegorz. To jemu posłuszeństwo okazała większa część duchownych i możnowładców. Boga bali się najwyraźniej bardziej niż miecza, tym bardziej że miecz cesarza nie miał wówczas dużej siły. Cesarstwo niemieckie było podzielone, władza cesarza słaba, czasy świetności dynastii Ottonów rządzącej w X w. dawno przeminęły. Dlatego Henryk IV musiał udać się do papieża, do zamku w Canossie, i błagać go o przebaczenie.
Co zmyślił Wincenty Kadłubek
Polska wersja sporu między kościołem i królem była bardziej spektakularna, bo zakończyła się wygnaniem króla i śmiercią biskupa, aczkolwiek wiemy o niej znacznie mniej niż o konflikcie cesarza z papieżem.
Jedną z ważniejszych relacji z tamtego okresu jest kronika Wincentego Kadłubka, która powstała około 100 lat później. To tak jakby dziś opisywać pierwsze lata XX w., opierając się na opowieściach naszych dziadków, którzy znali to od ich dziadków – wiarygodność takiej opowieści jest naturalnie niska. Co więcej, Kadłubek był biskupem i cechował się czymś, co można by nazwać lojalnością korporacyjną. Bronił swojego. Ale oddajmy mu mimo wszystko na chwilę głos. Według Kadłubka u podłoża konfliktu króla z biskupem leżał wielki bunt niewolników, który wybuchł w czasie, gdy król i rycerze byli na jednej z wypraw wojennych. Niewolnicy nie tylko przejęli gospodarstwa swoich panów, ale też ich małżonki. Rycerze opuścili króla, by wrócić do ojczyzny. Król dokonał za to na wszystkich okrutnej zemsty: na niewolnikach, co oczywiste, ale również na kobietach i tym samym rycerzach. Karał kobiety śmiercią, wcześniej skazując je na tortury, m.in. w postaci przystawiania im szczeniąt do sutków. Biskup Stanisław, nie mogąc w żaden sposób powstrzymać fali zemsty i okrucieństwa, rzucił na króla klątwę. Bolesław odwdzięczył się poćwiartowaniem go na kawałki. W opisie tym obserwujemy nieopanowanego króla, niezdolnego do zaprowadzenia porządku w królestwie, rządzącego przy użyciu okrucieństw i brutalnej przemocy, żądnego krwi i zemsty. A po drugiej stronie święty biskup, broniąc godności niewinnych ludzi uciekających przed krwiożerczym władcą.
W pewien sposób te obrazy utrzymały się w świadomości społecznej przez setki lat do dziś. Św. Stanisław jest symbolem obrony kościoła przed zakusami nieopanowanej władzy, patronem Polski, przed którego relikwiami modlili się prawie wszyscy królowie i który dziś patronuje dużej procesji odbywającej się raz do roku w maju.
Cała historia jest jednak bardziej złożona. Prawdziwy z niej może być fakt poćwiartowania. Wiele natomiast wskazuje, że relacja Wincentego Kadłubka jest w dużych fragmentach zmyślona. Bunt niewolników może się wydarzył, ale nie ma pewności, czy nie działo się to 50 lat wcześniej. Przejmowanie żon to raczej wątek skopiowany z kronik rzymskich dla nadania opisowi dramaturgii. Wielu historyków jest przekonanych, że spór króla i biskupa miał inne przyczyny. Jedną z nich była rosnąca pozycja polityczna króla, którą zdobywał m.in. dzięki produkowaniu dużej liczby monet i tym samym akumulowaniu zasobów. W ten sposób naruszał interesy możnowładców, a to z tej warstwy wywodził się Stanisław. Norbert Delestowicz pisze tak: „Jako powód wybuchu powstania przeciwko władcy można uznać niezadowolenie grup możnych z prowadzonej przez Bolesława polityki zagranicznej i wewnętrznej, dążącej do większej centralizacji i wzmocnienia jego władzy w państwie. Koronacja królewska mogła zintensyfikować działania przeciwników króla. Władca prowadził ostrą politykę fiskalną, co objawiało się obniżaniem zawartości srebra w produkowanych denarach, szczególnie pod koniec rządów”. Bunt możnych był elementem walki o władzę, a biskup Stanisław włączył się aktywnie w ten spór i został ukarany. W ten sposób łączą się wątki monetarne i polityczne. Bicie monety nie było zapewne jedyną przyczyną konfliktu, buntu i morderstwa, ale było elementem szerszego procesu konsolidacji władzy, który był napędzany przez akumulację zasobów. Pieniądz z impetem wkracza na arenę historii Polski jako przede wszystkim element budowy struktur władzy.
Od żądzy władzy do rozwoju rynku
Bolesław Śmiały schodzi ze sceny w niesławie. Musi uciekać na Węgry, a władzę w Polsce przejmuje jego brat Władysław Herman. Śmiały pozostaje w pamięci jako ten, który podjął wysiłek konsolidacji władzy, rozbudowy znaczenia Polski za granicą i włączenia kraju do polityki europejskiej.
Pod koniec XI w. moneta staje się powszechnie wykorzystywanym środkiem wymiany. Obniżenie jej wagi i zwiększenie ilości w obiegu sprawiło, że coraz częściej wykorzystywano ją do małych transakcji – na targach, w wymianie bezpośredniej. Działo się to przy jednoczesnym wzroście złożoności gospodarki, w której produkcja na potrzeby własne bardzo powoli była ograniczana na rzecz produkcji przeznaczonej na wymianę handlową – czy to lokalną, czy (bardziej od XIII w.) międzynarodową. Stopniowo rozwijały się handel i rzemiosło. Zwiększenie ilości pieniądza pomagało w tym procesie. Tym samym król, zalewając kraj monetą ze względów czysto politycznych i militarnych, doprowadził do zmian gospodarczych, wspierając niejako pośrednio rozwój ekonomiczny. Oczywiście ówcześni ludzie nie używali pojęcia rozwój w takim sensie, w jakim my go dziś używamy – obce było im myślenie o społeczeństwie przez pryzmat powiększania ogólnej wartości dochodów i majątku, zjawisko trwałego wzrostu na świecie pojawiło się dopiero od XVIII-XIX w. Ale należy zauważyć, że pieniądz pojawia się na scenie pochodząc spoza systemu gospodarczego, nie wymyślili i nie rozwinęli go handlarze lub rzemieślnicy, ale władcy w celach czysto politycznych, chcąc umocnić swoją władzę.
Rozwój rynku jest skutkiem rozbudowy władzy politycznej. Rynek korzysta nie tylko na pojawiającym się pieniądzu, dzięki któremu łatwiejsza staje się specjalizacja, ale również na ochronie bezpieczeństwa. Władca pilnuje porządku, a konsolidacja władzy oznacza, że jest w stanie zapewnić bezpieczeństwo podróżnikom wiozącym towary na dłuższe odległości, karze złodziei, rozstrzyga spory. Nieprzypadkowo rynek w Europie po upadku cesarstwa rzymskiego skurczył się do rozmiarów niemal wyłącznie lokalnej wymiany i produkcji na potrzeby własne. Nie było pieniądza i nie było bezpieczeństwa. Rozwój rynków i handlu najczęściej wiąże się z powstawaniem jakieś struktury władzy, i na odwrót – upadek porządku politycznego wiąże się ze zubożeniem.

