Na rynku zostaną tylko najwięksi
DUŻY MOŻE WIĘCEJ: Tylko nieliczni na polskim rynku budowlanym są w stanie konkurować z zachodnimi firmami. Sytuację mogą poprawić branżowe konsolidacje spodziewane w 2000 roku. Od lewej: Janusz Baryła, prezes Mitexu, Andrzej Ubertowski, prezes Polnordu, i Witold Zaraska, prezes Exbudu. fot. ARC
Spośród działających w kraju 142 tys. firm budowlanych tylko duże przedsiębiorstwa skutecznie rywalizują z zachodnimi potentatami z branży o najdroższe kontrakty.
Większości polskich przedsiębiorstw budowlanych brakuje kapitału. Ich atutem mogą być natomiast znajomość rynku oraz konkurencyjne ceny.
Dużo, ale małych
Według szacunków, w Polsce działa ponad 142 tys. rodzimych firm budowlanych. Tylko 35 z nich zatrudnia ponad 1000 osób. I tylko one mają szanse na wygraną w największych przetargach.
— Konkurencja jest coraz większa. Pojawienie się zachodnich graczy zmusza miejscowe firmy do dostosowania oferty do wzrastających wymagań rynku. W tej sytuacji nie wszystkie przedsiębiorstwa przetrwają — mówi Elżbieta Syrda, prezes American System of Marketing, firmy zajmującej się badaniem i analizowaniem rynku, w tym branży budowlanej.
Liderzy bez obaw
— Kapitały polskich firm są stosunkowo niskie. Zachodnie firmy stać na to, aby finansować budowę i otrzymać zapłatę po jej zakończeniu. Pojemność rynku budowlanego jest jednak na tyle duża, że starczy miejsca zarówno dla wielkich firm, jak i dla tych mniejszych — mówi Janusz Baryła, prezes kieleckiego Mitexu.
— Nie boimy się konfrontacji z zachodnimi firmami. Budujemy szybciej i taniej od nich. Wystarczy powiedzieć, że nasza firma wybudowała m.in. 14 obiektów dla sieci Makro (5 pozostałych wzniósł Budimex) — wskazuje dyrektor Andrzej Marczewski z Exbudu.
— Firmy zachodnie nadal będą mocno penetrowały rynek. Oprócz budowania, są one coraz częściej operatorami i finansują projekty, tak jak robi to np. niemiecki Hochtief. Najtrudniej utrzymać się będzie na rynku średnim przedsiębiorstwom, dlatego konieczna jest konsolidacja — ocenia Andrzej Ubertowski, prezes Polnordu.
Szansa w regionach
Nasi rozmówcy są zgodni, że ciężar inwestycji będzie się przenosił z centralnej Polski, gdzie widać już nasycenie rynku (w Warszawie już teraz 10 proc. powierzchni biurowej stoi puste), do Łodzi, Krakowa, Poznania czy Gdańska. Sytuację taką na pewno wykorzystają mniejsze firmy, znające lokalne rynki i mające na nich ugruntowaną pozycję.