Różnica potencjałów militarnych między agresorem a ofiarą pozostaje ogromna, stąd zmiana strategii Władimira Putina z nieudanej wojny błyskawicznej na wyniszczającą zmęczeniową. W tych okolicznościach dla nadziei Ukrainy gigantyczne znaczenie miałaby zmiana statusu z państwa jedynie stowarzyszonego na kandydata do Unii Europejskiej. W sobotę rozmawiała w Kijowie o wniosku akcesyjnym Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej (KE). Wkrótce dotrze tam również trójca – niemiecki kanclerz Olaf Scholz, francuski prezydent Emmanuel Macron i włoski premier Mario Draghi – przede szczytem potentatów G7 26-28 czerwca. Notabene decyzyjny szczyt Rady Europejskiej (RE) odbędzie się wcześniej, 23-24 czerwca, zaś KE w najbliższy piątek 17 czerwca ma ogłosić opinię i zalecenia dla RE w kwestii statusu Ukrainy. Będą one związane ze zobowiązaniami do przeprowadzenia reform m.in. w obszarze praworządności oraz walki z korupcją.
Przed szczytem RE opinie rządów 27 unijnych państw są bardzo rozbieżne. Jest to dziwne tym bardziej, że przyznanie statusu kandydata absolutnie nie przesądza o akcesji i nie jest określone ramami czasowymi. Aktualny rozkład opinii rządów w niektórych wypadkach zaskakuje. Pozytywnie do akcesji sąsiadki nastawiony jest oczywiście nasz region UE, ale także Grecja, Irlandia, Włochy, Hiszpania czy Finlandia. Po drugiej stronie barykady siedzi kilka rządów sceptycznych. Niemcy i Francja – wiadomo, ze strachu o naruszenie interesów z Rosją, kiedyś z takich samych powodów zablokowały akcesję Ukrainy do NATO. Inni niechętni liczą kasę – to unijne twarde jądro Belgia, Holandia i Luksemburg, utrzymujące własne waluty Dania i Szwecja, ale niespodziewanie również daleka Portugalia.

Nadanie Ukrainie statusu państwa kandydującego miałoby ogromne znaczenie moralne, ale na razie żadnego finansowego. Obecnie na liście potencjalnych członków UE znajduje się pięć państw: wieczna kandydatka Turcja oraz czwórka bałkańska – Albania, Serbia, Czarnogóra i Macedonia Północna. Dopisanie Ukrainy natychmiast odkorkowałoby temat – a co dwoma innymi stowarzyszonymi chętnymi, Mołdawią i Gruzją. Trzeba pamiętać, że nadanie statusu oznacza zaledwie rozpoczęcie wieloletniej drogi pod wysoką górkę – o czym najlepiej wie Turcja – przez gąszcz negocjacji akcesyjnych i progi wielu innych warunków. Standardowo trwa to plus minus dekadę, dokładnie taki okres 1994-2004 przebywała w unijnej poczekalni np. Polska.
Dla zobrazowania akcesyjnych problemów warto przypomnieć przypadek Austrii. W kwestiach militarnych zapisała konstytucyjnie wieczystą neutralność, czyli NATO w ogóle nie wchodzi w grę, natomiast gospodarczo oczywiście chciała się z sąsiadami integrować. Bogaty kraj realnie spędził jednak w poczekalni prawie dekadę 1986-1995, przy czym już wiele lat wcześniej Austria aspirowała do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, ale jej akcesję blokowały… Włochy! Powodem był bardzo ostry spór o alpejski Tyrol Południowy, czyli Górną Adygę. Po wielu latach okazało się, że właśnie przynależność obu państw do UE oraz do strefy Schengen zagasiła konflikt, tlący się przez kilkadziesiąt lat, także z wątkami krwawymi. Odkurzyłem zapomniany przykład trudnej akcesji z obszaru Europy Zachodniej, żeby podkreślić, jakimi najróżniejszymi przeszkodami może być najeżona droga Ukrainy do członkostwa w UE. Ale niechby chociaż została otwarta…
