Na wysoki połysk

Karolina Guzińska
opublikowano: 2006-02-10 00:00

Szyk, blichtr, szampański nastrój. VIP-y w kreacjach od Gucciego i Versace. Snoby i wytrawni narciarze — pierwszych przyciąga fama kurortu, drugich: 350 km tras.

Nie ma co zaprzeczać — ceny w ekskluzywnym St. Moritz należą do najwyższych w Szwajcarii. Cóż, to jedna z najsłynniejszych miejscowości wypoczynkowych świata. Ale prysnął mit o jej niedostępności dla turystów z Polski. Za noc w pięciogwiazdkowym hotelu Badrutt’s Palace płaci się wprawdzie kwotę z trzema zerami (nawet 8 tys. euro!), ale dociekliwy narciarz znajdzie kwaterę za sumę, jaką bierze gaździna za wynajęcie pokoju w Zakopanem. No, może odrobinę większą...

— Kurort dzieli się na luksusowe St. Moritz Dorf i uzdrowiskowe St. Moritz Bad, przystępniejsze dla kieszeni. W miasteczku dominują wprawdzie hotele 4- i 5-gwiazdkowe, ale można też wypoczywać przez tydzień za 2,3-4,4 tys. zł. Z wyżywieniem w cenie — zapewnia Marta Bielska z biura podróży Otium Polska.

Sprytne początki

W 1864 r. — a były to czasy, gdy pozostawanie w Alpach po schyłku lata uznawane było przez mieszczuchów za samobójstwo — czterech angielskich turystów uległo namowom Johannesa Badrutta, hotelarza z St. Moritz, i powróciło w góry na Gwiazdkę.

— Przewidujący ten człowiek skusił gości obietnicą opłacenia im podróży z i do Londynu. Mieli też mieszkać u niego za darmo jak długo dusza zapragnie. Rzeczywiście — przyjechali, lecz nie sami. Przywieźli rodziny, znajomych... A że, jak głosi legenda, słońce w dniu ich przyjazdu wyjrzało zza gór, Johannes Badrutt powitał ich, mając na sobie letnie ubranie. Anglicy — zdumieni i zachwyceni — w 10 dniu pobytu zadeklarowali, że dalsze wydatki pokryją z własnej kieszeni. I zostali aż do Wielkanocy! Następnej zimy powrócili, przywożąc jeszcze większą gromadę przyjaciół. A St. Moritz okrzyknięto kolebką alpejskiej turystyki zimowej, choć pierwsze próby narciarskie podejmowane przez gości — w latach 60. XIX w. — spotykały się z małym zrozumieniem mieszkańców miasteczka... — opowiada Adriana Czupryn ze Switzerland Tourism.

Historia kurortu sięga głęboko w przeszłość — St. Moritz, urokliwie położone w Dolinie Engandyny na nasłonecznionym tarasie wśród górskich jezior, u stóp najwyższego szczytu Alp Wschodnich: Piz Bernina (4049 m), ma znakomity, łagodny klimat. Słynie z tradycji uzdrowiskowych. Znaleziska archeologiczne — takie jak drewniane koryta, w których mieszkający tu wówczas Celtowie przechowywali mineralną wodę — datowane są na lata 800-300 p.n.e. W średniowieczu sława leczniczych źródeł św. Maurycego przekroczyła granice miasteczka — z tej epoki pochodzi pierwsza rekomendacja ich dobroczynnego działania. Kilkaset lat później doktor Aurelius Theophrastus Bombastus von Hohenheim — lepiej znany jako Paracelsus — zaliczył je do najefektywniejszych wód mineralnych Europy. Swą opinię zamieścił w dziele „De Morbis Tartareis”, wydanym w 1563 r. Ale na pierwsze kryte kąpielisko i pijalnię trzeba było poczekać do 1832 r.

— St. Moritz wielokrotnie zapisywało się w historii Szwajcarii, m.in. jako pionier elektryczności — w wigilię Bożego Narodzenia 1878 r. żarówki rozbłysły w sali jadalnej hotelu Kulm. Nie można też pominąć pierwszych mistrzostw Europy w łyżwiarstwie figurowym (1882 r.) ani skonstruowania prototypu bobsleja (1890 r.) — kontynuuje Adriana Czupryn.

Nic dziwnego, że w końcu St. Moritz rozrosło się w ogromne centrum sportów zimowych. Jego renomę ugruntowało dwukrotne rozegranie tu igrzysk olimpijskich: w 1928 i 1948 r.

Polo na lodzie

Współczesnych turystów przyciąga dziewicza alpejska przyroda, rekordowa liczba słonecznych dni w roku (322) oraz warunki do uprawiania 150 zimowych dyscyplin sportowych, takich jak bobsleje, wyścigi psich i konnych zaprzęgów, golf, polo, curling oraz gra w krykieta na zamarzniętym jeziorze. Narciarze i snowboardziści znajdą tu 350 km tras zjazdowych, halfpipe i funpark, skatingowcy 130 km tras, a narciarze biegowi 180 km tras. Nie zapomniano też o miłośnikach zimowych wędrówek — mają oni do dyspozycji 150 km górskich szlaków.

— Region Engadyny, z takimi ośrodkami narciarskimi, jak St. Moritz i oddalone od niego o 30 km Davos, ściśle współpracuje ze swoim sąsiadem ze strony włoskiej: Alta Valtellina, gdzie leżą znane kurorty Livinio i Bormio. Oba regiony połączone są tunelem, a narciarze zaopatrzeni w 6-dniowy karnet Alta Valtellina — kosztuje około 160 euro — mają zniżkę na jednodniowy karnet w St. Moritz. Płacą za niego 15-19, zamiast 40 euro — przypomina Marta Bielska.

Kto woli napawać się sportem z wysokości trybun, powinien zjawić się w St. Moritz podczas dorocznego turnieju polo na zamarzniętym jeziorze.

— Polo, sport królów i najstarsza grupowa dyscyplina świata, to fascynująca gra z piłką na pędzącym koniu. Czysta dynamika! Impreza rozgrywana jest od 1985 r. na zamarzniętym jeziorze St. Moritz. Patronuje jej firma Cartier, producent zegarków i biżuterii. W tym roku turniej rozegrano między 26 a 29 stycznia — dodaje Adriana Czupryn.

Szczyt świata

Legendarny kurort stał się dostępniejszy dla Polaków dzięki połączeniu lotniczemu linii Wizzair z Katowic — lotnisko w Bergamo leży 160 km od St. Moritz (2,5 godziny jazdy autokarem). Jest jednak inny, bliższy port — w Samedan, 5 km od St. Moritz — gdzie lądują prywatne samoloty...

— Jak na snobistyczny kurort przystało, zjeżdżają tu milionerzy z Arabii Saudyjskiej, postacie znane z mediów, koronowane głowy... Wielu przylatuje własnymi maszynami. Tacy goście nadają szyk miasteczku — spacerując po St. Moritz widać, że wszystko tu zrobione jest na wysoki połysk. Firmowe butiki Cartiera, Louisa Vuittona, Giorgio Armaniego, Donny Karan, Bucherera, Versacego, Calvina Kleina, spotyka się na każdym kroku. A goście? Panie w futrach, promenujące z pieskami przy górnej stacji wyciągu, narciarze na zabytkowych nartach albo jeżdżący w spódnicach... Każdy chce się wyróżnić — wspomina Marta Bielska.

Goście dobrze się czują w St. Moritz ze względu na powściągliwość Szwajcarów, przyzwyczajonych do znanych twarzy. Nęci ich także przestrzeń — kurort nie jest zatłoczony, gdyż od 1985 r. obowiązuje tu ograniczenie zabudowy. Teraz żadne sławy nie postawią już sobie willi — wznosić budynki mogą wyłącznie tubylcy.

— Turyści cenią również bogatą ofertę apres-ski. Przytulne restauracje, ekskluzywne dyskoteki z zabawą do białego rana, kasyno... Wśród tego przepychu aż dziwi samoobsługowa restauracja przy górnej stacji kolejki, gdzie zje się specjalność regionu: cielęce kiełbaski za 25 euro — dodaje Marta Belska.

Kurort leży w kantonie Gryzonia, którego mieszkańcy mówią językiem retoromańskim. To także tworzy klimat tego miejsca, reklamowanego sloganem „Top of the World”. Nazwę St. Moritz — po retoromańsku San Murezzan — w 1987 r. opatentowała lokalna organizacja turystyczna, wzbudzając tym nie lada sensację. Dziś nazwa jako prawnie chroniony znak jakości nikogo nie dziwi, lecz wówczas było to taką nowością, iż „Wall Street Journal” i inne prestiżowe media uznały, że warto poświęcić temu wydarzeniu pierwsze strony...