Nadszedł eurokryzys w wersji 2.0

Przemysław Kwiecień
opublikowano: 2014-10-17 00:00

Dane makro z USA są cały czas bardzo dobre i kiedy opadnie kurz, rynek powinien wrócić do kupowania dolara.

Rynki finansowe mają to do siebie, że pewnych faktów nie dostrzegają przez długi okres, zaś w momencie gdy w końcu je zauważą, reagują panicznie. Tak było i z kryzysem subprime, i z niewypłacalnością Grecji. Teraz demony euro kryzysu ponownie straszą inwestorów.

W dwa lata od słynnego wystąpienia prezesa EBC Mario Draghiego w Londynie, podczas którego zapowiedział, że bank nie dopuści do rozpadu strefy euro, premie za ryzyko od obligacji krajów południa Europy spadły pięciokrotnie. Inwestorzy raz jeszcze uznali, że kraj strefy euro nie może zbankrutować, gdyż przed takim scenariuszem zawsze uratuje go EBC.

Mimo, iż symptomy zadyszki gospodarczej pojawiały się w Europie już wiosną, rentowności obligacji krajów PIIGS nadal spadały. Inwestorzy mieli nadzieję, że EBC będzie kupował rządowe obligacje, chcąc zapobiec ryzyku deflacji. Trzeba przyznać, że zarządzający funduszami, mający przecież określone benchmarki, nie mieli tu łatwego zadania. Nawet jeśli dostrzegali pogarszający się obraz makro, sprzedawanie włoskich czy hiszpańskich obligacji przeciwko rynkowym trendom mogło się dla nich skończyć źle, jeśli EBC faktycznie zdecydowałyby się na tak rozumiane QE.

Wiele zmieniło październikowe posiedzenie EBC. Mario Draghi przyznał na nim, że bank zrobił bardzo dużo i choć nie wykluczył dalszych działań, zaznaczył, że trzeba poczekać w pierwszej kolejności na efekty już wprowadzonych rozwiązań. A to może potrwać przynajmniej kilka miesięcy. Nagle magia QE, która podtrzymywała europejskie rynki, prysła jak bańka mydlana. Jednocześnie z gospodarek zaczęły docierać coraz gorsze wieści, w tym z gospodarki niemieckiej, która w czasie euro kryzysu traktowana była jak bezpieczna przystań. Efekt widzimy na rynkach, inwestorzy zapomnieli o sielankowych nastrojach i zaczęli panikować.

Wydaje się, że jeśli EBC nie da im nadziei na zakup rządowych obligacji, ta nerwówka może się przeciągnąć. Warto pochylić się też nad sytuacją na rynku walut, gdyż pozornie jest ona nielogiczna. Mimo że serce problemów jest w Europie, euro jest w ostatnich dniach jedną z mocniejszych walut. Jest tak dlatego, że niezależnie od działań EBC krótkoterminowe rynkowe stopy w euro już nie mają gdzie spadać. Spadają natomiast w dolarze i funcie, gdyż podwyżki stóp w tych krajach, wobec globalnych zagrożeń, stają się niepewne. W efekcie inwestorzy zamykają długie pozycje w tych walutach, po drugiej stronie których było euro i europejska waluta zyskuje. Naszym zdaniem, to jednak proces przejściowy. Szczególnie dane makro z USA są cały czas bardzo dobre i kiedy opadnie kurz, rynek powinien wrócić do kupowania dolara.