Nadwiślański szyk

opublikowano: 26-07-2018, 22:00

Płynie Wisła, płynie po polskiej krainie, zobaczyła Kraków, pewnie go nie minie. Zobaczyła Kraków, wnet go pokochała, a w dowód miłości — wstęgą opasała.

Utworzone 70 lat temu Krakowskie Zakłady Przemysłu Odzieżowego, przemianowane później na Zakłady Przemysłu Odzieżowego Vistula, przez sześć dekad szyły ubrania tuż nad opiewaną w piosence rzeczną wstęgą. Konkretnie — w fabryce odzieżowej na prawym brzegu, w dzielnicy Podgórze. Współczesna siedziba centrali Vistula Group, zielonkawa szklista Pilot Tower w dzielnicy Prądnik Czerwony na lewym brzegu, znajduje się już dalej od rzeki. Łacińska/angielska (i jeszcze w kilku językach) wersja nazwy Wisła niezmiennie jest jednak silną i rozpoznawalną marką. Przed setną rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości młodsza jubilatka idealnie pasuje do przedstawienia w naszym wspomnieniowym cyklu „Było, nie minęło”. Nazwa Vistula niewątpliwie jest ładna językowo, dlatego doskonale się nadaje do wykorzystywania marketingowego, zwłaszcza w relacjach międzynarodowych. Trzeba jednak przyznać, że w polskim biznesie nie jest nadużywana. Poza krakowską odzieżówką Vistulą jest założona w Warszawie w 1992 r. prywatna uczelnia finansowo-biznesowa, obecnie współtworząca edukacyjną grupę. W 2013 r. „przeszedł” na łacinę/angielski mający przedwojenne tradycje Nadwiślański Bank Spółdzielczy — obecnie to Vistula Bank Spółdzielczy. W Świeciu od dekady istnieje popularny hotel Vistula. A w 2009 r. wyhodowany został kwiat powojnik o takiej nazwie. Czyli tych przykładów nie ma wiele. Firmy szukające chwytliwej nazwy raczej Vistulę omijają, albowiem trudno jest pod nią osiągnąć ponadlokalną rozpoznawalność — numerem jeden był, jest i będzie Kraków. Dobrze przynajmniej, że wszystkie wymienione Vistule, reprezentujące tak różne branże, mają siedziby faktycznie nad naszą najdłuższą rzeką.

Vistula już ponad pół wieku produkuje tylko ubrania męskie. Garnitury szyte są jednak głównie przez kobiety. Archiwalne zdjęcie młodej szwaczki zostało zrobione w 1982 r. w rozebranej dekadę temu hali na krakowskim Podgórzu.
Wyświetl galerię [1/2]

Parytety płci

Vistula już ponad pół wieku produkuje tylko ubrania męskie. Garnitury szyte są jednak głównie przez kobiety. Archiwalne zdjęcie młodej szwaczki zostało zrobione w 1982 r. w rozebranej dekadę temu hali na krakowskim Podgórzu.

Socjalistyczne rodzeństwo odzieżowe

Po drugiej wojnie światowej rozdrobniony przemysł odzieżowy stopniowo odbudowywał się ze zniszczeń. Firmy musiały pokonywać przede wszystkim bariery zaopatrzeniowe i materiałowe, zatem w pierwszych latach jakość schodziła na plan dalszy — liczyło się dosłownie każde ubranie. W Krakowie już w styczniu 1945 r. grupa polskich pracowników uruchomiła produkcję w warsztatach niemieckich firm Hanischa i Madritscha, które w czasie okupacji zagarnęły majątek przedwojennego Państwowego Zakładu Umundurowań. W 1947 r. powołano Zjednoczone Fabryki Konfekcyjne, grupujące cztery lokalne zakłady. Socjalistyczna gospodarka planowa stopniowo jednak centralizowała kolejne branże, w pierwszej kolejności strategiczny przemysł ciężki, ale przyszedł czas także na lekki. W 1948 r. minister przemysłu i handlu utworzył Centralny Zarząd Przemysłu Odzieżowego, któremu podporządkowano 30 powołanych przedsiębiorstw państwowych. Zostały utworzone jednobrzmiącymi zarządzeniami z 10 października 1948 r., które weszły w życie z dniem ogłoszenia w „Monitorze Polskim” — 30 listopada 1948 r. Taka była zatem dokładna data narodzin owych 30 przedsiębiorstw. Dla władzy najważniejsza była okoliczność, że na 15 grudnia 1948 r., dzień powstania Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, przemysł odzieżowy został już przejęty i podporządkowany scentralizowanej gospodarce planowej. Jednym z podmiotów, które urzędowo wystartowały 30 listopada 1948 r., były Krakowskie Zakłady Przemysłu Odzieżowego (KZPO), prowadzone „w ramach narodowych planów gospodarczych według zasad gospodarki handlowej”.

Tym samym pakietem zarządzeń utworzone zostały przez ministra m.in. Zakłady Przemysłu Odzieżowego im. dr. Próchnika w Łodzi, Zakłady Przemysłu Odzieżowego Wólczanka w Łodzi oraz Górnośląskie Zakłady Przemysłu Odzieżowego im. gen. Świerczewskiego w Bytomiu. Wszystkie są więc rodzeństwem z jednego miotu, po przemianach ustrojowych od 1989 r. stawały się spółkami prawa handlowego, zaś w tekście o Krakowie przypominamy akurat te trzy zakłady z innych miast nieprzypadkowo. Próchnik należał do pionierskiej piątki spółek notowanej w 1991 r. na inauguracyjnej sesji warszawskiej giełdy, zaś w naszym cyklu „Było, nie minęło” przedstawiony został w 2013 r. Niestety, nie utrzymał się na rynku i w tym roku sąd ogłosił jego upadłość… Wólczanka została w 2006 r. połączona z Vistulą, przy czym po kolejnych przekształceniach stała się tylko jedną z marek Vistula Group. Bytom pozostaje samodzielną spółką giełdową, ale od 2017 r. coraz bardziej zaawansowane są jej rozmowy na temat połączenia z Vistula Group. Rynkowe realia podpowiadają, że jeśli fuzja nastąpi, to Bytom najprawdopodobniej powtórzy historię Wólczanki — zostanie marką w krakowskiej grupie.

Eksport wymagał wymyślenia marki

Pierwsze w dziejach KZPO/Vistuli przejęcie nastąpiło już w 1949 r., kiedy do zakładów włączona została wytwórnia odzieży Polonia. Wkrótce potem KZPO otrzymały jeden z budynków po monopolu tytoniowym, w miejscu wspomnianym na początku tekstu, przy ulicy Nadwiślańskiej w dzielnicy Podgórze, czyli w centrum Krakowa. Przez cały okres PRL przedsiębiorstwo stopniowo się tam rozrastało. W pierwszych, siermiężnych latach nikomu nie śniły się jeszcze garnitury — wytwarzano płaszcze, odzież służbową i roboczą, a nawet bieliznę. Zgodnie z przedwojenną tradycją i potrzebami państwa ważną część asortymentu stanowiły mundury wojskowe. Po październikowej odwilży politycznej z 1956 r. władze PRL zrozumiały, że dla społeczeństwa jednak istotna jest możliwość lepszego ubrania się. Istniał ogromny kontrast w jakości odzieży z zagranicy, którą można było drogo kupić na bazarach i tzw. ciuchach, porównywanej z oferowaną w państwowych sklepach przez państwowych wytwórców krajowych. Dlatego stopniowo rozbudowywano działy projektowe, jakościowe, przestała być abstrakcją sama kategoria mody. W dziejach KZPO niemal kopernikańskim przełomem, potwierdzającym jakościowy skok, było w 1961 r. rozpoczęcie produkcji eksportowej. Na początek odbiorcami były oczywiście bratnie państwa obozu socjalistycznego i tzw. rozwijające się. Kolejna strategiczna decyzja podjęta została w 1966 r. — KZPO zrezygnowały z produkcji odzieży damskiej, koncentrując się na klasycznych ubraniach męskich, czyli przede wszystkim garniturach. Tamten wybór został konsekwentnie utrzymany w marce Vistula do dzisiaj, przy czym w ofercie całej Vistula Group kreacje kobiece oczywiście są także reprezentowane. PRL-owskim decydentom po rozpoczęciu eksportu kilka lat zajęło zorientowanie się, że marka KZPO znaczy tyle co… nic. Nie istniała zresztą także dla klientów krajowych. Dlatego 20 września 1967 r. minister przemysłu lekkiego zmienił nazwę przedsiębiorstwa na Zakłady Przemysłu Odzieżowego Vistula. Trzy pierwsze człony naturalnie schowały się w skrócie ZPO, natomiast wielką karierę zaczął robić czwarty — Vistula. Lata 70. XX wieku, czyli dekada tzw. przyspieszonego rozwoju, zainicjowanego przez towarzysza Edwarda Gierka, w branży odzieżowej nie zaowocowała napływem licencji bezpośrednio do wzorów ubrań. Rodzimym projektantom wystarczało podpatrywanie i adaptacja mody z Zachodu. Znacząco został natomiast unowocześniony park maszynowy. Dla Vistuli miało to strategiczne znaczenie, ponieważ była firmą stuprocentowo produkcyjną. Na zewnątrz kupowano materiały, ale wszystko szyto we własnych halach. Poza największymi na krakowskim Podgórzu, uruchomiono małopolskie i podkarpackie szwalnie — w Myślenicach, Staszowie, Przeworsku i Łańcucie. Schyłkowe lata PRL okazały się dla firmy okresem pomyślnym — Vistula miała wysoką markę, natomiast żadnych problemów rynkowych, garnitury dobrej jakości schodziły na pniu.

Nowe wyzwania w nowych czasach

Przemiany ustrojowe po 1989 r. przebiegły w Krakowie podobnie jak w innych przedsiębiorstwach państwowych. Przekształcenie ZPO Vistula w jednoosobową spółkę skarbu państwa o tej samej nazwie nastąpiło dość szybko, 30 kwietnia 1991 r. — czyli dwa tygodnie po debiucie giełdowym eksperymentującego Próchnika. Vistula poszła tropem łódzkiego brata, ale na swój debiut musiała poczekać do 30 września 1993 r. Weszła na parkiet jako jedna z pierwszych firm odzieżowych, notabene spółki z tej branży również dzisiaj można zliczyć na palcach jednej ręki. W 2001 r. nazwa została uproszczona i skrócona do Vistula SA. Utrzymanie się firmy w XXI wieku na otwartym i bardzo wymagającym rynku wymagało podjęcia strategicznych decyzji. Przede wszystkim całkowicie wydzielono do spółek zależnych zaplecze produkcyjne, czyli szycie garniturów i innych ubrań. Podstawową formą działalności operacyjnej Vistuli stało się projektowanie odzieży, rozwój działalności handlowej, zarządzanie sprzedażą i komunikacja marketingowa. Krótko mówiąc — biznesowa nadbudowa. Baza produkcyjna znalazła się najpierw w podmiotach zależnych, a potem w zewnętrznych. Dla Krakowa najbardziej widocznym symbolem tych zmian stało się zlikwidowanie przez Vistulę w 2008 r. produkcji i sprzedanie fabrycznych zabudowań przy ulicy Nadwiślańskiej. Atrakcyjnie położony teren, blisko Wawelu, przeszedł w ręce deweloperów. Siedziby grupy w królewskim grodzie Vistula nigdy się jednak nie pozbędzie, konkretny adres w tym czy innym nowoczesnym krakowskim biurowcu to kwestia wtórna. Odpowiedzią na koncentrację podmiotów, postępującą na wymagającym rynku odzieżowym, oraz pochodną zmiany działalności operacyjnej stały się przemiany kapitałowe. W 2006 r. nastąpiła fuzja Vistuli z Wólczanką, czyli siostrą z 1948 r., będącą czołowym producentem i dystrybutorem męskich koszul. Po połączeniu spółka przyjęła nazwę Vistula & Wólczanka. W 2008 r. nastąpiła transakcja nadzwyczajnie głośna, która na giełdzie została zapamiętana jako bardzo kontrowersyjna. Vistula & Wólczanka w ramach wezwania nabyła 66 proc. akcji jubilerskiej spółki W. Kruk z Poznania. 31 grudnia 2008 r. nastąpiła sądowa rejestracja spółek i powstała Vistula Group SA, jednak starcia na wrogie przejęcia i kontrprzejęcia trwały długo. Dopiero w 2015 r. cała działalność jubilerska pod marką W. Kruk znalazła się w spółce zależnej krakowskiej grupy. Obecnie w skład Vistula Group wchodzą trzy marki odzieżowe — Vistula, Wólczanka i Deni Cler Milano (kobieca) oraz wspomniana jubilerska W. Kruk. Akcjonariat zaś jest w znacznym stopniu instytucjonalny. Dwucyfrowy odsetek akcji posiadają: 17,10 proc. — OFE PZU Złota Jesień i DFE PZU; 12,45 proc. — Ipopema TFI; 11,85 proc. — Jerzy Mazgaj z Krakchemią; 10,61 proc. — Nationale-Nederlanden OFE i DFE. Od lat najbardziej znanym, flagowym produktem Vistuli są eleganckie, męskie garnitury, szyte z tkanin dobrej jakości. Ich udział w przychodach ewoluującej grupy systematyczniejednak się obniża, rośnie znaczenie biżuterii i odzieży damskiej. W tym kontekście ciekawie rysują się perspektywy zapowiadanej fuzji z również garniturowym Bytomiem.

Można być Stochem lub Lewandowskim

Skupianie przez Vistula Group kolejnych, siostrzanych 70 lat temu, ale obecnie także konkurencyjnych marek oznacza, że krakowska firma symbolicznie rozszerza swoje terytorium ze wstęgi Wisły na całe jej dorzecze, a nawet szerzej. To znak czasów i potwierdzenie bezwzględności rynkowych reguł. Wypada wyrazić nadzieję, że „Było, nie minie” i w salonach firmowych Vistuli nadal każdy kandydat na eleganta będzie mógł za umiarkowaną cenę kupić garnitur, w którym prezentowali się np. Pierce Brosnan czy Tony Ward, model i były partner Madonny. Kibice zaś zapamiętali wbitych w szykowne „garniaki” skoczków narciarskich, z Kamilem Stochem, oraz, oczywiście, piłkarzy, z kapitanem Robertem Lewandowskim. Jak na mundialu zagrali — dobrze pamiętamy, ale absolutnie nie zmienia to faktu, że w dopasowanych garniturach Vistuli prezentowali się bardzo efektownie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / Nadwiślański szyk