Najtrudniejsze jeszcze przed nami

O tym, że korekta prognoz gospodarczych jest prawdopodobna, ile dodatkowych wpływów przyniesie poprawa ściągalności danin, dlaczego nie będzie ulg dla oszczędzających i co dalej z wiekiem emerytalnym — mówi Paweł Szałamacha, minister finansów

„Puls Biznesu”: Jak się pan czuje jako wymieniony przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego wśród osób, które muszą podciągnąć tabory do rządowej czołówki? To mobilizacja czy niesprawiedliwa ocena? Paweł Szałamacha, minister finansów: Wyniki mówią same za siebie. Rozmawiałem z prezesem Kaczyńskim i to zostało wyjaśnione.

Zobacz więcej

Paweł Szałamacha

Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy, ekonomiści, a nawet nasz bank centralny w ostatnich tygodniach istotnie obniżyli prognozy gospodarcze dla Polski. Na tym tle założenie 3,9 proc. wzrostu PKB do projektu budżetu na 2017 r. wygląda bardzo optymistycznie. Czy Ministerstwo Finansów myśli o skorygowaniu prognoz makroekonomicznych?

Na początku sierpnia GUS poda dane o PKB za drugi kwartał. Na ich podstawie będziemy dokonywali nowych szacunków. Uaktualnimy dane wprowadzane do naszego modelu. Sygnalizowaliśmy już możliwość obniżenia prognoz.

Na jakim poziomie musiałoby się ukształtować tempo wzrostu gospodarczego, żeby Ministerstwo Finansów (MF) zweryfikowało prognozy budżetowe?

Pierwszy kwartał był słaby, jeśli chodzi o dynamikę PKB. Wzrost musiałby bardzo mocno przyspieszyć w pozostałych kwartałach, żeby rewizja nie była konieczna.

Czy już wiadomo, na jakim poziomie będzie nominalny deficyt budżetowy w przyszłym roku?

Deficyt, zgodnie z celem zaakceptowanym przez Radę Ministrów, będzie poniżej 3 proc. PKB. Żeby poznać jego nominalną wartość, musimy mieć prognozę wzrostu PKB, limity wydatków i prognozę dochodów.

Niedawno z dużą satysfakcją mógł pan ogłosić wyniki budżetu po pierwszym półroczu. Deficyt jest poniżej planu, dochody z VAT w ostatnich dwóch miesiącach rosną w dwucyfrowym tempie.

Dynamika wzrostu dochodów jest przyzwoita, ale studzę nastroje, żeby nie popaść w logikę ciągle wzrastających oczekiwań. Liczy się konsekwencja, a nie jednorazowe fajerwerki. Najtrudniejsze i najważniejsze jeszcze przed nami.

Czy jest jakaś szansa, że tegoroczny deficyt będzie niższy niż 2,6 proc. PKB, które założyliście?

Są pozytywne zjawiska, ale także duże pozycje po stronie wydatkowej — chociażby program prorodzinny 500+, który uświadomił wielu obywatelom, że w systemie są też inne instrumenty wsparcia rodzin. Bardzo wielu ludzi, gdy przyszło złożyć wniosek o 500+, dowiedziało się, że przysługują im inne świadczenia. Mamy znacznie wyższe, niż założono w budżecie, wydatki z tego tytułu. Druga kwestia to wzrost PKB, który tworzy bazę podatkową. Pytanie, w jakim stopniu będzie on odstawał w dół od naszych prognoz. Poprawiamy skuteczność poboru danin, zatykamy luki, którymi wyciekały pieniądze, i likwidujemy patologie, ale wpływy podatkowe rosną, gdy rośnie gospodarka.

Dodatkowo start obecnej perspektywy finansowej UE jest bardzo powolny, co rzutuje na inwestycje publiczne.

Jak wpływa na naszą gospodarkę i finanse publiczne to, co dzieje się w Europie, np. brexit czy zamachy terrorystyczne?

Bierzemy pod uwagę w prognozach wpływ wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. To nie jest kwestia, która wstrząśnie fundamentami naszej gospodarki, ale oczywiście będzie miała swój wpływ. Brexit może nam „urwać” 0,1 pkt. proc. wzrostu PKB.

Skala wydatków w przyszłym roku będzie bardzo duża, a rząd deklaruje chęć utrzymania deficytu w unijnych limitach. Jak zamierza tego dokonać?

Dzięki wpływom z aukcji LTE zyskaliśmy rok, podczas którego mamy poprawić efektywność poboru danin w Polsce. Ode mnie i od moich współpracowników zależy, jak wykorzystamy ten czas. Pierwsze pół roku świadczy o tym, że wiemy, co robimy. Ustawy, które zostały przyjęte, i te, które będą przyjęte jesienią, spowodują, że odpowiednie wpływy podatkowe się pojawią. Nie boimy się podejmować też tematów kontrowersyjnych, np. regulacji rynku hazardu. Zmierzyliśmy się z tym, projekt został przyjęty przez rząd, teraz jest w trakcie notyfikacji technicznej i zajmie się nim parlament.

Jak pan ocenia konkurencyjny projekt wicepremiera Jarosława Gowina?

Projekt rządowy jest jeden i powstał w MF.

Prace nad ustawą hazardową są w toku, pakiet paliwowy za chwilę wejdzie w życie, jednak zapowiadane w kampanii zmiany w VAT mają już kilka miesięcy opóźnienia. Kiedy projekt będzie gotowy?

W najbliższej przyszłości nie widzę możliwości wprowadzenia dodatkowych ulg czy bodźców podatkowych dla oszczędzających.

Zmiany w podatku od towarów i usług zostaną uchwalone jesienią i wejdą w życie od 1 stycznia 2017 r. Istotą problemu nie jest jedynie przepis prawny, ale zdolność do jego egzekwowania. Nowelizacja ustawy o VAT jest jednym z trzech elementów programu redukcji luki vatowskiej. Drugim elementem jest pozyskanie lub wytworzenie narzędzi IT i ten proces jest już w toku. Rozwiązania informatyczne są kluczowe, czego dowodzi przykład krajów, którym udaje się ograniczać lukę w VAT — Holandii czy Portugalii. Przepis ustawy mówi tylko, jak ludzie powinni się zachowywać, a nie, jak się zachowają. Dlatego administracja skarbowa musi być kompetentna, inteligentna i przyjazna dla rzetelnych przedsiębiorców oraz twarda wobec profesjonalnych oszustów. To jest trzeci element. Zawsze jest szum medialny przy decyzjach kadrowych, np. wymianie kierownictwa UKS czy izb skarbowych. Wiele osób było wypalonych i nie mogło się zmobilizować, więc musiało odejść.

Ile możemy zyskać na uszczelnieniu systemu podatkowego w przyszłym roku? Szacunki MF mówiły, że to może być ponad 10 mld zł.

To będą kwoty tego rzędu.

Czy w takiej sytuacji stawki VAT spadną w przyszłym roku? Na tym etapie planowania budżetu decyzja powinna być już podjęta.

Z punktu widzenia ministra finansów nic się tutaj nie zmienia. Nie będę rekomendował rządowi obniżania stawek VAT. Decyzja jednak jeszcze nie zapadła.

Co dalej z obniżką wieku emerytalnego? Projekt prezydenta zyskał akceptację rządu. Czy to oznacza, że odpuszcza pan walkę o jego modyfikację?

Stanowisko Rady Ministrów przewiduje możliwość zmian i będziemy nad tym pracowali w parlamencie. Opowiadam się za wprowadzeniem minimalnego stażu pracy, bo to pozwoli ludziom na zgromadzenie większego kapitału emerytalnego.

Co z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego w sprawie kwoty wolnej w PIT? Czy problem zostanie rozwiązany w ramach nowego jednolitego podatku, czy do końca listopada?

W grę wchodzi raczej pierwsza wersja, czyli scalenie PIT i składek na ZUS i NFZ oraz rozwiązanie kwestii kwoty wolnej. To rozwiązanie wejdzie w życie od 1 stycznia 2018 r. Prace nad szczegółami ciągle się toczą. Na pewno jednak będzie to danina neutralna dla budżetu, a klin podatkowy osób najmniej zarabiających spadnie kosztem tych, których zarabiają najwięcej.

Jaki będzie dalszy los tzw. podatku miedziowego? Najpierw miał zostać zlikwidowany, później pojawiły się opinie, że wymaga jedynie modyfikacji.

Realizujemy krok po kroku program odbudowy dochodów podatkowych. Musi to być skorelowane z naszymi obietnicami wyborczymi. To zaś ogranicza nam możliwość modyfikacji czy zniesienia tego podatku w budżecie na 2017 r.

Co dalej z podatkiem bankowym? Danina przynosi znacznie mniejsze wpływy do budżetu, niż oczekiwał rząd, a przy okazji doprowadziła do wielu zmian na rynku finansowym, np. wzrostu popytu na obligacje rządowe wśród banków.

Z doświadczeń innych krajów wynika, że wpływy z tego typu podatku zawsze są niższe od prognozowanych. Podatek nie obowiązuje jeszcze nawet pół roku, więc nie widzę na razie możliwości czy potrzeby jego modyfikacji. Pisali państwo o nadpłynności w sektorze bankowym — ten podatek częściowo uwolnił od niej banki. My natomiast wiemy, co robić z tą gotówką — wspieramy nią polskie rodziny. Jestem z tego zadowolony.

Czy zakładają państwo wprowadzenie innych podatków sektorowych?

Nie rozważamy wprowadzenia innych danin. Czy rząd liczy się z tym, że Komisja Europejska (KE) zablokuje podatek od sprzedaży detalicznej i zakwestionuje progresywną skalę podatkową? Nie zdziwię się, jeśli do KE trafi skarga, bo sieci handlowe osiągają w Polsce bardzo dobre wyniki i płacą niewielkie podatki. Stąd próby lobbingu — wpływania na komisję, która wymyśla podstawy prawne służące zakwestionowaniu podatku. Liczę się z batalią w Brukseli.

Kilka miesięcy temu ogłosił pan, że przygotuje wspólnie z resortem skarbu strategię dywidendową dla spółek skarbu państwa. Jakie są losy tego pomysłu?

W związku z tym, że trwa wygaszanie ministerstwa skarbu, prace nie ruszyły. Część firm przeszła pod skrzydła ministra energii, część do resortu gospodarki morskiej, i pomysł się rozmył. Wolałbym, żeby taka strategia istniała — żeby zarządy, akcjonariuszewiedzieli czego się spodziewać w ramach polityki dywidendowej w perspektywie trzyletniej.

Co ze zmianami w III filarze i ulgami podatkowymi, które według wielu ekspertów są kluczowe, żeby zachęcić ludzi do dobrowolnego oszczędzania. Czy jest pan zwolennikiem takiego rozwiązania?

W najbliższej przyszłości nie widzę możliwości wprowadzenia dodatkowych ulg czy bodźców podatkowych dla oszczędzających. Możemy wrócić do tej dyskusji, ale dopiero w drugim kwartale przyszłego roku.

Czyli nie popiera pan obniżki podatku Belki?

Podstawową i sensowną zasadą jest opodatkowanie wszystkich źródeł dochodu umiarkowanymi stawkami. To jest moje credo.

Zazwyczaj po pierwszym półroczu resort finansów pyta bank centralny o jego wynik finansowy, żeby na tej podstawie stworzyć prognozę zysku. Czy budżet może liczyć w przyszłym roku na zastrzyk gotówki z NBP?

Trwają obliczenia. Chcę wpisać do projektu ustawy budżetowej na przyszły rok zysk z NBP.

Resort finansów zapowiada reformę systemu budżetowego. Co to zmieni?

Chciałbym, żeby zmieniły się reguły gry i coroczne przeciąganie liny o kształt budżetu na kolejny rok wyglądało inaczej. Po zmianach będziemy mieli trzyletnie ramy finansowe, część wydatków zagwarantowaną poszczególnym resortom. Chcemy, żeby kształt budżetu był pochodną wspólnej decyzji rządu co do priorytetów, a nie jak dzisiaj — efektem przydziału na podstawie wniosków wydatkowych ministerstw. Ciężar decyzyjny chcemy przenieść w większym stopniu na Radę Ministrów.

Jakie widzi pan zagrożenia dla tego pomysłu? Wprowadzenie budżetu zadaniowego się nie powiodło.

Największym zagrożeniem jest tyrania status quo, czyli przyzwyczajenie do tego, co jest, i niechęć do pracy nad samym sobą. To jest podstawowy problem. Sądzę jednak, że dla naszej reformy mamy kilku potencjalnych sojuszników. Ćwiczenie, które wykonujemy od 2008 r., kiedy powstał pierwszy budżet w podwójnym układzie: zadaniowym i tradycyjnym, jest symboliczne i niewiele z niego wynika. Nie podnosi to jakości rządzenia krajem. Jeżeli ujednolicimy klasyfikację budżetową, zdobędziemy sojuszników wśród pracowników ministerstw, którzy nie będą musieli wykonywać zbędnej pracy. W administracji często powstaje jakiś projekt, tworzone są do niego dramatyczne uzasadnienia, np. że jego brak doprowadzi do upadku jakiejś branży, jest akceptowany, po czym resorty lub urzędy dochodzą do wniosku, że można przesunąć wdrożenie o rok, dwa, ale teraz damy sobie podwyżki. To jest stały element gry budżetowej, z którym chcemy skończyć.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki, Bartek Godusławski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Najtrudniejsze jeszcze przed nami