Najtrudniejszy budżet w historii Unii Europejskiej

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2025-07-16 17:58

Komisja Europejska przedstawiła pierwszą propozycję nowego budżetu UE. Chce Unii bardziej zintegrowanej, nowoczesnej, nastawionej na innowacje. Ale ta wizja może być mało praktyczna.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Wiele osób w okresie urlopowym doświadczyło sytuacji, w której musieli klękać na walizce, by domknąć nadmiar rzeczy. Wyobraźmy sobie wrzucenie ubrań na dwutygodniowy urlop do małej kabinówki. To jest zasadniczo europejski budżet. Wielkie ambicje trzeba zmieścić w małym pudełku, w którym ulokowane jest ok. 1 proc. PKB Unii Europejskiej. Gromadzi się tam dużo więcej planów, emocji, wizji, niż ten zasób finansowy jest w stanie zrealizować.

W środę Komisja Europejska przedstawiła pierwszy plan ram finansowych na lata 2028-34, czyli tego budżetu, którego my jako Polska jesteśmy największym beneficjentem. Budżet ma wynieść łącznie 1,8 bln EUR, co w przeliczeniu na wartości roczne oznacza wzrost z 1,1 do 1,2 proc. PKB. Zgodnie z informacjami podawanymi przez dziennikarza Tomasza Bieleckiego z Polityki, nominalna wartość budżetu przeznaczona dla Polski nie zmieni się, co oznacza, że nasz udział w wydatkach Unii spadnie – jest to naturalne biorąc pod uwagę skalę rozwoju, ale będzie budzić kontrowersje.

Natomiast idą większe zmiany niż te dziesiąte części procenta. Zmiany progresywne, które mają teoretycznie wzmocnić integrację europejską. Po pierwsze ma być relatywnie mniej pieniędzy na spójność, a więcej na wspólne cele europejskie: innowacyjność, wspólną infrastrukturę, wszystko to, co ma wygenerować korzyści skali dla całego europejskiego rynku. Po drugie ma być więcej podatków europejskich, czyli takich, które trafiają prosto do budżetu Brukseli.

Tym samym Komisja chce wykorzystać budżet do wzmocnienia integracji europejskiej. W istocie chodzi o szukanie tego, co wspólne, a nie tylko tego, co cieszy poszczególne kraje. Analitycy think-tanku Bruegel, jednej z najważniejszych instytucji badawczych w Brukseli, napisali o budżecie w następujący sposób:

„Unia Europejska stoi w obliczu rosnącej presji, by realizować priorytety, które mają coraz bardziej europejski charakter. Wyzwania takie jak transformacja klimatyczna i cyfrowa, konkurencyjność, odporność gospodarcza, obronność, zarządzanie migracją i polityka zagraniczna wykraczają poza granice państw narodowych i wymagają skoordynowanych oraz odpowiednio finansowanych działań. Tymczasem główne narzędzie finansowe UE – budżet, czyli wieloletnie ramy finansowe (WRF) – pozostaje w tyle, ulegając jedynie ograniczonym zmianom z jednego cyklu na kolejny”.

Zdaniem Bruegla UE potrzebuje dodatkowo minimum 0,8 proc. PKB ponad obecne wydatki na inwestycje w tzw. europejskie dobra publiczne, czyli takie, które mogą być najbardziej efektywnie zapewnione na poziomie całej wspólnoty. Chodzi głównie o sieci energetyczne, transportowe i wydatki na ochronę środowiska. Z tego 0,3 pkt może być pozyskane przez rezygnację z niektórych dotychczasowych wydatków, które realizują cele narodowe, a reszta powinna być pozyskana przez dodatkowe dochody własne. Propozycja Komisji Europejskiej stanowi mały krok w tym kierunku.

Jest tylko jeden kłopot z tymi ambicjami: nie ma dla nich w Europie większości politycznej. Jest to problem, na który zwracałem już parę razy uwagę. Świat ekspertów i urzędników brukselskich coraz bardziej oddala się od tego, co dzieje się w społeczeństwach poszczególnych krajów. Jeden z polskich ekspertów, bardzo zbliżony do obecnej partii rządzącej, powiedział mi coś takiego: ludzie w Komisji Europejskiej są jak w twierdzy lub zamku, zamknięci, przekonani o własnych racjach, nierozumiejący zmian na dole.

Zwiększaniu budżetu europejskiego sprzeciwiają się Niemcy, największy płatnik. Sceptycznie do wszelkich przetasowań będzie podchodzić Francja, duży beneficjent polityki rolnej oraz kraj mający coraz większy problem ze spięciem własnego budżetu krajowego. Z kolei nasz region będzie oczywiście optował za utrzymaniem jak największego udziału funduszy spójności w budżecie europejskim. Bardzo trudno będzie też przekonać kogokolwiek do nowych podatków europejskich w warunkach, kiedy wiele krajów ma problem z redukowaniem własnych deficytów fiskalnych. Generalnie pogodzenie tych wszystkich wizji będzie najtrudniejszym wyzwaniem budżetowym w historii integracji europejskiej.

Moje spojrzenie różni się od tego, co prezentuje Bruegel. Próba przemodelowania budżetu na dziś jest zadaniem nierealnym, a Unia powinna skupić się na tym, co idzie jej dobrze i w czym ma sukcesy. Akurat polityka spójności jest tym obszarem, w którym UE ma sukcesy – nie wszędzie, ale w wielu miejscach biedniejsze regiony nadrabiają zaległości. To daje wielu obywatelom UE poczucie, że Unia jest organizacją działającą w ich interesie. Jeżeli budżet zacznie zmieniać się w stronę finansowania badań i innowacji – z których korzystają najzamożniejsze ośrodki – oraz wspólnych sieci, co jest pożądane, ale równie dobrze może być realizowane przez współpracę między krajami, to polityczne fundamenty integracji mogą osłabnąć. Z punktu widzenia teorii i ekspertów, patrzących na efekty skali i efektywność, wyglądać to będzie dobrze. Ale politycznie gorzej.

Dlatego Polska powinna jak najmocniej bronić polityki spójności, pokazując wszystkie jej sukcesy. Nieźle wykorzystaliśmy przyznawane nam pieniądze i mamy prawo pokazywać to jako dobry przykład do utrzymania struktury wydatków.

Możesz zainteresować się również: